|
Kilka słów należy powiedzieć o oprawie graficznej recenzowanego tytułu. Ta z pewnością zachwyca. Wszystkie modele postaci wyglądają i poruszają się niezwykle realistycznie. Zarówno autorzy tekstur, jak i te osoby, które odpowiedzialne były za animację, wywiązały się ze swojego zadania wręcz znakomicie. Brakuje co prawda jakiś fajerwerków, ale gracz i tak z pewnością nie będzie narzekał zwłaszcza, że niezaimplementowanie takowych zaowocowało niezwykle niskimi wymaganiami sprzętowymi. Aha, i jeszcze jedno – w sumie najważniejsze: publiczność nie jest zlepkiem pikseli czy jedną wielką mapą bitową, jak to od kilku lat ma miejsce w serii FIFA.
Ścieżka dźwiękowa również nie pozostawia wiele do życzenia. Poszczególne kawałki są raczej adresowane do przeciętnego odbiorcy, a zatem w liście serwowanych utworów znajdziemy raczej przyjemne kawałki, których raczej nie sklasyfikujemy. Czy to pop, czy lekki metal, a może delikatny rock? Tego nie wiem, lecz wiem na pewno, że muzyka wpada w ucho i jest niezwykle przyjemna. Warto również powiedzieć co nieco o pracy komentatorów, którymi ponownie są Gary Thorne i Bill Clement i którzy ponownie wywiązali się z powierzonego zadania na tyle, by pozytywnie odbierać ich uwagi w trakcie meczu. Wypowiadane kwestie są dopasowane, zaś ich tonacja na tyle dobra, że ma się wrażenie, jakby komentowali spotkanie na żywo.
NHL 07 to kawał bardzo dobrej gry. Jak widać Electronic Arts, jak chce, to potrafi wydać produkt, będący nastą odsłoną zasłużonej serii, któremu nikt nie doklei nalepki z napisem „odgrzewany kotlet”, lecz (prawie) każdy będzie go rekomendował. Ja z pewnością tak zrobię, gdyż warto zainwestować w tę pozycję nie tylko w przypadku, jeśli jest się fanem gier zespołowych, lecz wówczas, gdy liczy się na wciągającą i dynamiczną rozgrywkę wypełniającą dużą ilość czasu. A w NHL 07 można grać i grać... Aż no znudzenia. Ale wszystkie sportówki mają to do siebie, że są nieśmiertelne. Serdecznie polecam!
Adam "Harpen" Woźny 22 grudnia 2006 r.
|