|
Pozwólcie, że opowiem Wam krótką historię. Pewnego dnia piętnastoletni chłopiec
wpadł na pomysł napisania własnej powieści przygodowej. Nie był to jego zwyczajny
kaprys, lecz chęć stworzenia czegoś własnego, wspaniałego. Chęć całkowicie szczera.
Chłopak wytrwale dążył do celu, który sobie obrał. Przez pierwszy rok stworzył on
szkic świata dla swego dzieła. Przez kolejny rozbudował on ten szkielet i tak, po wielu
zabiegach, w 2002 roku, opublikowano książkę młodego artysty. Wiecie, o kim mowa?
Większość z Was zapewne nie ma zielonego pojęcia. Jest to historia Christophera
Paoliniego i jego powieści z gatunku fantasy, pod tytułem "Inheritance: Eragon".
Mogłoby się wydawać, że tak młody człowiek nie jest w stanie się przebić ze swym
dziełem do szerszej grupy odbiorców. O dziwo, jedynie mogłoby się tak wydawać.
Książka okazała się, bowiem bestsellerem ostatnich lat. W Stanach Zjednoczonych,
na punkcie Inheritance: Eragon, zapanowała niemal euforia. W 2005 roku za
pośrednictwem wydawnictwa MAG, ów fala uwielbienia przeniosła się również do nas.
Niedługo trzeba było czekać na opinie mówiące, że Eragon już niedługo "pobije"
znanego wszystkim Harryego Pottera. Słowa te nie są do końca bezpodstawne,
bowiem historią Eragona zainteresowało się Hollywood. Światowa premiera filmu,
w reżyserii Stefena Fangmeiera zapowiadana jest na trzynastego grudnia bieżącego
roku, w Polsce niespełna dwa tygodnie później. Dość jednak rozprawiania o fenomenie
książki Paoliniego.
Uniwersalna historyjka
Jak sami widzicie, Eragon stał się historią uniwersalną. Książka, film i gra komputerowa
tworzona przez Stormfront Studios i Vivendi Uniwersal Games, dowodzą tego najlepiej.
Aż strach pomyśleć co będzie dalej. Zdrowa fascynacja jest jak najbardziej na miejscu,
ale szał i totalna euforia to już mniej pożądany skutek. Osobiście życzę Paoliniemu jak
najlepiej i jest oczywiste, że powinien on zebrać wszystkie owoce swego sukcesu.
Obawiam się jednak, że Eragon przestanie być wspaniałym dziełem młodego człowieka
i piękną opowieścią dla najmłodszych, a stanie się komercyjną papką. Byłoby czymś
strasznym, gdyby z Eragona zrobiono "plastikową maszynkę do zarabiania pieniędzy"
tak jak stało się to z Tolkienowskim Władcą Pierścieni. Moim zdaniem, najgorszym
dla autora, jest sprowadzenie stworzonego przez niego sacrum do poziomu profanum.
Wszystko niestety zmierza w tym kierunku. Po premierach gry i filmu, pojawienie się
wszelkiej maści T-shirtów, czapeczek, kubeczków i laleczek na dwa paluszki AAA z
podobiznami głównych bohaterów jest tylko kwestią czasu. Tak magiczna historia
straci swą magię i stanie się kiczem, przeznaczonym do zarabiania pieniędzy.
Wirtualny Eragon
Zadania przeniesienia w świat komputerowy Eragona, podjęły się wspomniane
wcześniej firmy Stormfront Studios oraz Vivendi Universal Games. Efektem końcowym
prac obu firm ma być rozbudowana i przede wszystkim olśniewająca gra akcji. Będzie
ona oparta ściśle o fabułę gry, o której opowiem za moment. Gracz wcieli się w postać
głównego bohatera książki - Eragona. Będzie on przemierzał magiczny, zróżnicowany
świat fantasy i walczył z napotykanym złem. W grze wystąpi naturalnie gradacja
poziomu trudności. Na początku przyjdzie nam stawiać czoła słabszym przeciwnikom.
Wraz z rozwojem naszej postaci rozwinie się również wróg. Trudno cokolwiek
powiedzieć o AI reprezentantów sił zła, które będziemy zwalczać. Podejrzewam, że
będzie ono fatalne lub wspaniałe jak zwykle, co zresztą na jedno wychodzi. Wielkim
atutem Eragona ma być niezwykle rozbudowany system walki combo. Pojedynki z
wrogiem już teraz określane są jako brutalne. Biorąc pod uwagę kategorię wiekową
gry: od 16 lat mam wrażenie, że Eragon po mału przestaje być bajką, a przynajmniej
bajką dla dzieci.
W grze dostępny będzie również tryb rozgrywki o nazwie two-player. Dzięki niemu
będziemy mogli walczyć wspólnie z bajarzem Bromem i Murtaghem. Sądzę, że może to
znacząco uatrakcyjnić rozgrywkę.
|