Wszędzie ruchawka, zniszczenia i pożoga
Pierwsze wrażenie, jakie wywarła na mnie gra, było jak najbardziej pozytywne. Już w początkowej misji, będącej rozgrzewką przed kolejnymi wyzwaniami, czeka nas jatka, jakich mało. Dowódca przegrupowuje malutki oddzialik, udziela ostatnich wskazówek, napięcie lekko wzrasta, mur, za którym niewiadomo co się kryje zostaje wyburzony i... zaczyna się masakra na całego! Wkraczamy z grupką pięciu chłopa na odsłoniętą co dopiero przestrzeń, a tam czeka na nas ze 150 robali, które trzeba szybko unicestwić. Zadyma naprawdę pierwszorzędna, do tego zwiastun ciekawej, dynamicznej rozgrywki. Niestety, dalej jest już gorzej. Raz, że o wiele za trudno, dwa, że z czasem robi się monotonnie. Pierwszy zarzut jest jednak o wiele bardziej poważniejszy. Poziomy trudności (nawet te niższe) zostały zbyt mocno wyśrubowane i ciężko ukończyć niektóre misje nawet na tych łatwiejszych. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że po półgodzinnej grze zrobiło mi się autentycznie niedobrze z zawrotami głowy włącznie! Utkwiłem w jednym punkcie, naparzałem do w nieskończoność pojawiających się robali, bezskutecznie. W końcu mnie posiekały w drobny mak, ale w sumie dobrze się stało. Kto wie, czy gdybym nie pograł 10 minut dłużej, nie leżałbym teraz na oddziale zamkniętym?
Inwazja planetarna do plaży się zbliża

Co prawda na plaży walczyć nie będziemy, jak mogłaby sugerować treść śródtytułu, ale za to przemierzymy wiele innych otwartych przestrzeni. Rozległe tereny, na których przyjdzie nam unicestwiać hordy robali zostały skonstruowane właśnie z myślą o takiej sieczce - żeby było gdzie się wycofać i rzucić granat. Nie ma jakiejś szczególnej precyzji czy błysku geniuszu, ale też nie można się specjalnie do niczego przyczepić. Co ważne, fani trzeciego Dooma też znajdą coś dla siebie. Mam tu na myśli zamknięte, wręcz klaustrofobiczne przestrzenie. Zostały one stworzone z myślą o innych rodzajach wrogów, toteż rozgrywka toczy się nieco inaczej. Znakomitą większość stanowią jednak otwarte lokacje, na których rozgrywają się epickie starcia. Można się przyczepić jedynie do tego, że nasz żołnierz, mimo, iż ma być super-sprawny, nie potrafi podskoczyć na wysokość pół metra, przez co niektóre elementy na planszach mogą nam w znaczący sposób przeszkodzić w poruszaniu się. Cóż, niby mało znaczący, a jednak denerwujący błąd.
Hej, hej, ludkowie biedni - kolejny zlew powszedni
Wrogowie, z którymi przyjdzie nam walczyć, nie są specjalnie zróżnicowani. Owszem, występuje kilka rodzajów plugawych robali, jednak większość można wrzucić do jednego wora. Nie różnią się bowiem specjalnie od siebie, każdy jest w pewnym zakresie lepszy od 'robala podstawowego', spotykanego szczególnie często zwłaszcza w pierwszych misjach. Oczywiście z czasem przychodzi nam walczyć z coraz trudniejszym przeciwnikiem, jednak większość nawiązuje do pierwowzoru. Są też inni, specyficzni wrogowie, z którymi musimy sobie radzić nieco innymi technikami, niż z pozostałymi. Jak już wspomniałem, szczególną odmianę odnaleźć można w zamkniętych pomieszczeniach, przystosowanych do aktywności snajperów, porozstawianych w ciemnych zakamarkach danej lokacji. Pojawiają się też małe, uciążliwe robaczki, które ciężko trafić, a także masywne potwory, gdzie jedynym rozwiązaniem jest wyrzutnia rakiet. Każdy rodzaj przeciwników ma swój sposób atakowania - jedni stawiają na ilość, inni na działanie z zaskoczenia, jeszcze inni na niezliczoną ilość punktów życia oraz moc rażenia. Każda potwora znajdzie jednak swojego amatora, dlatego na wszystkich są sprawdzone taktyki.