|
Odcinanie kuponów od sukcesu poszczególnych serii gier stało się już zwyczajem. Mógłbym wymienić wiele firm preferujących wydawanie kolejnych części swoich sztandarowych tytułów, lecz wystarczy, iż powiem o jednej – Electronic Arts. Koncern ten nie próbuje rewolucjonizować rynku gier video tworząc całkowicie nowe produkcje, gdyż wypromował sobie kilka marek i rokrocznie wydaje nowe odsłony takich sag, jak Need for Speed, FIFA, NBA, NHL, itd. Właśnie niedawno miała premierę najnowsza część pierwszej z wspomnianych serii – mowa oczywiście o Need for Speed Carbon.
Recenzowana produkcja jest swoistą kontynuacja poprzedniczki, czyli wydanej przed rokiem NFS: Most Wanted. Gracz przejmuje kontrolę nad tym samym, bezimiennym bohaterem i ponownie zostaje przeniesiony na teren Palmont. Dowiaduje się, że w trakcie jego nieobecności szereg gangów przejął kontrolę nad wszystkimi dzielnicami miasta. Pewnego razu podczas jednego z nielegalnych wyścigów policjanci postanowili zgarnąć wszystkich ważniejszych ludzi z miasta, używając do tego celu specjalną broń potrafiącą unieruchomić każdy samochód. Oczywiście docelowe zadanie zlecone graczowi jest bardzo prozaiczne – musi on odzyskać utracone ziemie, wygrywając szereg nielegalnych wyścigów rozgrywanych w nocnych sceneriach. Rozgrywka rozpoczyna się w momencie, gdy uciekamy przed Crossem, ex-policjantem, który właśnie przez nas został wyrzucony z pracy. Próbujemy zbiec, ale niestety po drodze rozwalamy naszą furę. W tym momencie na tapecie pojawia się Neville – nasz pierwszy przyjaciel w grze, który pomoże nam wygrać początkowe wyścigi. O naszej przeszłości oraz o dalszych losach dowiadujemy się oglądając uprzednio przygotowane przerywniki filmowe, do produkcji których zatrudniono prawdziwych aktorów. Do omawiania ich gry powrócę w późniejszych akapitach. W tym momencie jednak muszę przyznać, że jako tako przedstawiona historia nie ma większego znaczenia, bo i tak cała zabawa sprowadza się do wybierania kolejnych wyścigów umieszczonych na mapie i ich wygrywania. Gołym okiem widać, że autorzy na siłę wymyślili jakąś tam przygodę nie chcąc, byśmy mieli do czynienia ze ścigałką w której wystarczy odblokowywać kolejne wozy czy trasy. Niestety fabuła raczej irytuje i przeszkadza w czerpaniu przyjemności z rozgrywki zamiast być motorem napędowym całości.
Zanim przystąpimy do właściwej części zabawy, musimy wybrać rodzaj samochodu, którym będziemy pokonywać kolejnej trasy i który wraz z postępami w grze, będziemy modyfikować. Jest to o tyle ważne, gdyż dostępne pojazdy podzielono na trzy grupy. Wybierając klasę muscle musimy liczyć na duże przyśpieszenie oraz dużą ilość koni mechanicznych. Tuner charakteryzuje się niebywałą prędkością i zwrotnością, zaś exotic to kompilacja dwóch wyżej opisanych. Oczywiście twórcy nie każą kupować nam kota w worku, więc możemy wypróbować każdy z wozów w specjalnym wyścigu testowym. Po nim rozpoczyna się właściwa część zabawy – od tego momentu program zaczyna naliczać procenty ukończenia trybu kariery.
|