Trzeba przyznać, że możemy być dumni. Pewnikiem nie ze wszystkich naszych zespołów developerskich, ale z niektórych na pewno. Jeszcze nie zdążyliśmy dobrze ochłonąć po tym, jak UbiSoft wydał westernową strzelaninę Call of Juarez wyprodukowaną przez rodzimy Techland, a na horyzoncie pojawia się już The Mark – także FPS, lecz tworzony przez T7 Games, czyli sztab ludzi, którzy wcześniej pracowali przy obu częściach Mortyra. Za dystrybucję nowopowstającego tytułu na świecie odpowiedzialny będzie koncern JoWood, tak dobrze nam znany z sagi Gothic. Zatem wydaje się, że wspomniany gigant elektronicznej rozrywki nie bez powodu zainteresował się naszym tworem. Czy jednak gra ma szanse na odniesienie sukcesu? Z odpowiedzią na to pytanie musimy wstrzymać się do premiery, która planowana jest na końcówkę bieżącego miesiąca, zaś dziś, dzięki opublikowanym materiałom tekstowo – graficznym, możemy bliżej przyjrzeć się obietnicom producentów. A te do skromnych przecież nie należą.
Nie znamy konkretnego miejsca akcji zapowiadanego programu, lecz wiemy, iż scenariusz opierał będzie się o walkę ze światowym terroryzmem. Konkretniej z ugrupowaniem Al-Kaidy, które w połączeniu z siłami rosyjskiego miliardera Ilya Rakowa chce totalnie zdemolować Londyn. Wynajęty przez ojca Rakowa najemnik Austin Hawke, a także oficer w U.S. Marines Steve "Fletch" Fletcher, czyli dwie grywalne postaci (każda charakteryzująca się unikalnymi dla siebie umiejętnościami i innym wyposażeniem), będą mieli za zadanie zapobiec atakom. Przed rozpoczęciem każdej misji wybierzemy, którym z bohaterów pokierujemy. Warto także wspomnieć o długości gry – przejście całości obiema postaciami ma zająć około 200 godzin! Osobiście w to nie wierzę, ale fajnie sobie pomarzyć. Rzec trzeba, że fabuła nie jest odkrywcza, aczkolwiek całość pewnikiem uratuje fakt, że The Mark będziemy mogli przejść aż dwa razy na dwa odmienne sposoby. Dodatkowo niektóre ze zlecanych etapów osiągalne mają być dla jednej z dwóch w/w postaci, co również urozmaici rozgrywkę, gdyż ponowne zaliczanie całości nie będzie miało tego samego przebiegu. A jeśli już te same zadania się powtórzą to z pewnością zmienią się obiekty wykonywanej misji, zatem i droga, którą podąży gracz.

Jednak nie tylko w trybie single player będziemy mogli się bawić, ponieważ programiści zaimplementują do zapowiadanej produkcji także możliwość zabawy za pośrednictwem Sieci. Tam dostępny ma być tryb współpracy w którym do przejścia czekało nas będzie sześć etapów dedykowanych opcji kooperacji, a także standardowa możliwość multiplayera (DeathMatch, Capture the Flag, etc.), czyli walka maksymalnie szesnastu osób na czterech mapach. Oczywiście liczba osiągalnych poziomów nie zachwyca, ale przeszkodą nie będzie to, by ją powiększyć. Wszystko za sprawą dołączonego edytora umożliwiającego projektowanie nowych, a także edytowanie istniejących już aren.
The Mark bardzo ciekawie zapowiada się także od strony wizualnej, którą w akcji mogliśmy podziwiać na opublikowanych niedawno trailerach. Tam widać, że zapowiadanej produkcji nie brakuje dynamiki, a także szczegółów w kwestii wyświetlanej grafiki. Świetnie dobrana kolorystyka, zróżnicowane lokacje, a także ciągłe napięcie zdają się przesądzać o tym, by bliżej zainteresować się omawianym tytułem tuż po jego premierze. Jedynie zastrzeżenia można mieć do sztucznej inteligencji komputerowych oponentów, którzy nie wykazują się myśleniem, nie zauważając gracza czasem z odległości kilku metrów dają się zastrzelić, tudzież gdy już rozpoczną ostrzał raczej chcą wycelować w pobliską lampę, niż w naszą głowę. Miejmy nadzieję, że ten element zostanie poprawiony w finalnej wersji gry. Wypada dodać, że za jakość oprawy graficznej oraz fizykę, a także – podobno SI – odpowiada autorski engine studia T7 Games, które przygotowało go specjalnie dla The Mark.
To tyle, co miałem do przekazania nt. nowego przedsięwzięcia twórców Mortyra. Te z pewnością nie zapowiada się rewolucyjne, aczkolwiek może być ciekawą alternatywą dla pozostałych strzelanek, o ile zapewni naprawdę dynamiczną niezbyt wymagającą rozrywkę za przyzwoitą cenę. W przeciwnym razie raczej produkt przemknie bez echa, jak szereg innych przedstawicieli jakże popularnego gatunku FPS-ów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że T7 Games nie spartolą roboty. Tego im, Wam oraz naturalnie sobie, życzę.