Jeszcze kilka lat temu świat nawiedzały kolejne klony Wolfensteina i Dooma, niewnoszące za wiele do gatunku FPS, tak lubianego przez wszystkich twardzieli. Odpieranie kolejnych fali obcych, czy walka z żołnierzami niemieckiej maszyny wojennej spowodowały przesycenie rynku. W taką oto dziurę wspaniale wkomponowali się chłopaki z Bohemia Interactive Studio.
Gdy ogłoszono plany projektu Operation Flashpoint redaktorzy wielu gazet o tematyce komputerowej poddawali w wątpliwość umiejętności naszych sąsiadów zza południowej granicy. Jednak już we wrześniu 2001 roku wszystkie negatywne głosy ucichły. Gra stała się takim hitem, iż wydano Resistance (dodatek), a misje tworzone przez fanów stanowią znakomity odsetek zasobów Internetu. Taki „hicior” nie mógł ujść uwadze panom z Cenegi, którzy wydali w tym roku Platynową Edycje tejże gry i to w cenie, która zadowoli nawet najwybredniejszych graczy.
1985
Rok, który zapowiadał wiele zmian. Początek rządów Michaiła Gorbaczowa i początek stopniowego ocieplenia na linii Waszyngton – Moskwa. Nie wszyscy są jednak zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Programiści z Czech postanowili trochę urozmaicić historie i stworzyli fikcyjny archipelag wysp, który za sprawą podziałów terytorialnych świata znalazł się pod kontrolą wojsk NATO. Everon to jedna z wysp, na której znajduje się amerykańska baza szkoleniowa. Właśnie tam świeżo upieczony szeregowy, David Armstrong, stawia pierwsze kroki jako żołnierz „Wuja Sama”. Od początku możemy poznać, że nie mamy do czynienia ze standardowym FPS-em, ale z czymś kompletnie nowym. Podgatunkiem, który wyznacza szlaki swoim spadkobiercom. Kolejne dni spędzone na wyspie to spokojne pogaduchy z kumplami i relaks przy dźwiękach dobiegających z radio odbiornika. Niestety sielanka zostaje przerwana przez wiadomość o desancie niezidentyfikowanych wojsk na Malden. Stacjonując w najbliżej położonej jednostce zostajemy wysłani z odsieczą mieszkańcom północnych wysp. Jak to w życiu bywa owymi najeźdźcami są Rosjanie - odwieczni rywale. W tym momencie staniemy się prawdziwymi mężczyznami lub z krzykiem na ustach wsiądziemy w najbliższy pojazd i uciekniemy w jakieś spokojne, odludne miejsce. O tak to, co najbardziej się podoba wszystkim graczom to kompletna swoboda w wykonywaniu poszczególnych misji, znana chyba tylko fanom gier cRPG.

Wielkość mapy przypomina Morrowinda, zwiedzenie całego archipelagu może zająć godziny. Na szczęście mamy do dyspozycji wiele środków transportu poczynając od zwykłego jeepa, czołgu, czy ciężarówki, a kończąc na helikopterach. Możliwości, jakie zostały nam dane przez programistów są ogromne gdyż nie tylko możemy korzystać z pojazdów amerykańskich wojsk, ale także w razie jakiegoś kryzysu nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy skorzystali z gościnności czerwonoarmistów i wskoczyli do któregoś pojazdu sowietów. Problemów z opanowaniem takiej gamy mechanizmów nie będzie żadnych. Dzięki uprzejmości twórców nie musimy spędzać godzin na nauce latania, gdyż postanowili oni maksymalnie uprościć sterowanie i nawet największy laik będzie mógł polatać Cobrą. Takie rozwianie ma swoje plusy, ale co więksi fani symulatorów i realizmu mogą ponarzekać. Ne ma, co ukrywać, iż fizyka lotu czy jazdy nie jest najwierniejsza.