Przejdźmy teraz do kwestii oprawy audiowizualnej. Zacznijmy może od dźwięków. Wydawać by się mogło, że niestety, ale jednak nie – nie znajdziemy tutaj jakiejkolwiek ścieżki dźwiękowej, więc nie ma co liczyć na wsłuchiwanie się w dramatyczne kawałki, w równie dramatycznych momentach. Twórcy postanowili pójść bowiem o krok dalej i stworzyli fenomenalnej jakości efekty w postaci odgłosów wydawanych przez otoczenie. Wszelakiej maści strzały, wybuchy, eksplozje czy dźwięki, które słyszymy przy okazji przeładowywania poszczególnych rodzajów broni z pewnością zrobią wrażenie na każdym z nas. Nawet jeśli gra klimatem nie dorównuje Call of Duty, to i tak autorom tego aspektu należą się naprawdę duże brawa.
Jeśli chodzi zaś o grafikę, to tutaj rewelacji spodziewać się nie należy, lecz wcale nie jest tak źle. Wszystko działa rzecz jasna na silniku, który wcześniej napędzał UT2004 w wersji 2.5, zatem mamy do czynienia z wysokiej jakości teksturami, wiernie odwzorowanymi narzędziami zbrodni, ładnie wyglądającymi pojazdami, etc. Zastrzeżenia można mieć jednak do dwóch kwestii. Przede wszystkim niedopracowano animacji postaci, w efekcie czego ma się wrażenie, że żołnierze zachowują się niezwykle sztywnie. Druga sprawa to fakt, iż zmniejszenie liczby detali jest bardzo widoczne i najniższych gra wygląda wręcz tragicznie, natomiast na najwyższych, pomimo, iż nie zaserwowano nam żadnych wodotrysków, bardzo ciekawie. Wedle mnie skok nie powinien być aż tak widoczny.

Polskim wydawcą produktu jest firma Cenega, która wydaje grę w cenie 29,90 PLN, w ramach Rewolucji Cenowej, co należy zaliczyć na plus, bowiem RO w wersji Steam (a właśnie to jest główny kanał dystrybucyjny programu) kosztuje przeszło trzy razy więcej. Jednak gracze z nad Wisły otrzymują produkt nie tylko tańszy, ale i częściowo zlokalizowany, bowiem zdecydowano się przetłumaczyć wszystkie napisy. Ze swojego zadania wywiązano się wzorowo, aczkolwiek olbrzymim niedociągnięciem jest to, że nie umieszczono na pudełku informacji, że gra wymaga stałego połączenia z Internetem (aktywacja odbywa się poprzez Steam).
Red Orchestra: Ostfront 41-45 z pewnością nie jest produktem najwyższych lotów, aczkolwiek uroku nie można mu odmówić. Niezwykle dopracowane lokacje, ciekawe rodzaje broni, czołgi oraz szereg innych elementów przemawiają za kupnem tej produkcji zwłaszcza, że w Polsce kosztuje ona śmieszne pieniądze. Natomiast błędy czy niedociągnięcia o których wspomniałem nie powinny nikogo razić na tyle, by nie zainteresował się tym tytułem. Bo warto, naprawdę, zwłaszcza że jego twórcy robili wszystko z czystej pasji, bez chęci zarobienia pieniędzy. Raczej chcieli odnieść komercyjny sukces i zostać zauważeni. To się im z pewnością udało. Ciekawe tylko, czy teraz zajmą się kolejną grą, czy raczej rozejdą się do większych firm. Czas pokaże.