Niewątpliwie trzeba przyznać, że lepszego wejścia na scenę po prostu nie można było sobie wymarzyć. Bo oto pewnego razu entuzjaści multiplayerowej strzelaniny Unreal Tournament 2003 postanowili, że stworzą do niej jakiś mod. Jak pomyśleli – tak zrobili, w efekcie czego otrzymaliśmy bezpłatny i nieoficjalny dodatek nazwany Red Orchestra. Następnie, gdy ukazała się kolejna odsłona FPS-a, na bazie którego powstała wspomniana modyfikacja, zapaleni gracze postanowili po raz kolejny dać znać o sobie. W efekcie czego powstała ulepszona wersja RO i wzięła udział w konkursie $1,000,000 Make Something Unreal, gdzie – wbrew pozorom – do wygrania nie była okrągła suma „zielonych” lecz po prostu silnik Unreal w wersji 2.5. Otworzyło to przed utalentowanymi programistami drogę do stworzenia komercyjnej wersji swojej produkcji. I tak, mili państwo, powstała Red Orchestra: Ostfront 41-45.
Recenzowana produkcja reprezentuje gatunek strzelanin przedstawionych z pierwszej osoby nastawionych raczej na potyczkę za pośrednictwem sieci (dostępna jest także opcja gry z botami). Jednak nie może być ona konkurencją dla serii Battlefield, bowiem o wiele bliżej jej do znanego i lubianego RtCW: Enemy Territory, z którym i tak chyba łączą ją tylko realia rozgrywki – mianowicie druga wojna światowa. Do naszej dyspozycji oddano dwie strony konfliktu, po których się opowiadamy – Sowietów oraz Niemców. Zależnie od dokonanego wyboru możemy skorzystać z unikalnych narzędzi eksterminacji (w sumie 28 tychże), pojazdów (14), jak i wszelakiej maści gadżetów. Zacznijmy może od pierwszej ze wspomnianych przeze mnie nacji. Wyposażona została ona przede wszystkim w takie pukawki, jak choćby PPSh 1941G czy Tokarev SVT-40, zaś z czołgów należy wymienić T-34, którym rzecz jasna możemy pokierować. Natomiast jeśli chodzi o naszych zachodnich sąsiadów, to ci mogą korzystać z Mausera 98K czy stacjonarnego MG42. Natomiast PzKpfw IV Ausf F1 oraz F2 to niemieckie czołgi, również dostępne w grze. To oczywiście tylko przykłady wyposażenia wszystkich jednostek.

Akcję gry przenieść może nas na teren jednej z trzynastu niezwykle zróżnicowanych lokacji. Co prawda nie mamy tu do czynienia z dużymi mapami, aczkolwiek gołym okiem widać, że twórcy bardzo mocno przyłożyli się do szczegółów, w efekcie czego wszystko dopracowane jest na ostatni guzik. Jednak staranne wykonanie to nie wszystko, bowiem producenci postanowili również obdarzyć każdą z map osobnymi klimatem, który ewidentnie odczuwa się w trakcie rozgrywki. Dodatkowo warto zauważyć, że wraz z grą otrzymujemy edytor, dzięki któremu gracze tworzą kolejne pola bitewne. Miejmy nadzieję, iż spowoduje to, że w Red Orchestra: Ostfront 41-45 pogramy jeszcze, co najmniej, kilka miesięcy, jak nie dłużej. Jeśli jednak ktoś nie ma zamiaru pobierać dodatkowych poziomów i tak nie będzie się nudził, gdyż trzynaście zaserwowanych lokacji w zupełności wystarcza.