Pięć lat temu po raz pierwszy zostałem wciągnięty w świat gry komputerowej do tego stopnia, że dopiero słońce o poranku przypomniało mi o potrzebie odpoczynku. Wszystkiemu winna była niepozorna strategia ekonomiczna o miłej i niegroźnej nazwie Tropico. Niedawno dzięki firmie Cenega Poland i jej Kolekcji Klasyki miałem okazję znów wcielić się w dyktatora małej wysepki. Tym razem jednak zrobiłem to nie raz, lecz trzy razy gdyż Tropico: Antologia to zbiór dwóch części serii wraz z dodatkiem.
Tropico
W Tropico wcielamy się w dyktatora mniejszej lub większej karaibskiej wyspy. Naszym zadaniem jest dzielić i rządzić dla dobra swego... przepraszam, dla dobra ludności. Uogólniając rozgrywka polega na rozbudowie wyspy tak, aby zarabiać nie tylko na sprzedaży dóbr natury, ale także na turystach żądnych przygód. Czy dojdziemy do tego używając swojej silnej dyktatorskiej ręki, czy poprzez całkowite otwarcie się na świat – zależeć będzie to tylko od nas.

Pierwsza część Tropico wciągnęła mnie głównie dzięki temu, iż nie była to kolejna gra w której zarządzało się bezmyślnymi ludzikami. Tutaj każdy z mieszkańców wyspy ma swoją osobowość. Każdy ma inne nazwisko i różne potrzeby. I to właśnie o to wszystko się rozchodzi. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kierujemy ludźmi, którzy zrobią to co do nich należy, lecz w zamian muszą dostać godziwą pensję, by móc utrzymać rodzinę. Póki udaje nam się zaspokajać potrzeby mieszkańców, jest dobrze. Jednak oczywiście zdarzy się, iż nasi podwładni będą z czegoś niezadowoleni. Kiepskie mieszkanie bądź jego brak, marne wyżywienie, brak szkół dla dzieci, niewystarczająca ilość kościołów, miejsc rozrywki dla mas czy wreszcie kiepska opieka zdrowotna – o to wszystko musimy zadbać jeśli chcemy utrzymać się na stołku. Jeśli bowiem niezadowolenie będzie wrastać, dojdzie do buntu i w ostateczności nawet do rewolucji, a do tego dopuścić przecież nie możemy.
Zaspokajanie potrzeb to jedno, a budowanie swojego małego imperium to drugie. W Tropico celem zabawy jest taka rozbudowa wyspy, aby osiągnąć ustalony z góry cel jak zadowolenie mieszkańców, odpowiednia ilość pieniędzy, osiągnięcie danej ilości turystów odwiedzających naszą wysepkę i tym podobne zadania. Nie ważne jednak do czego musimy dojść, i tak zawsze najważniejsza jest gospodarka. Zaczynamy więc od budowy farm, przy czym farmy na których hodować będziemy na przykład banany lub papaję, dostarczać będą jedzenie naszym podwładnym. Czym innym są farmy tytoniu, który po odpowiedniej, fabrycznej obróbce w ostatecznej formie kubańskich cygar pozwolą nam na niezły zarobek. Tak więc rozwój przemysłu to budowanie farm i fabryk w celu zaspokojenia potrzeb lokalnych jak i zarobienia trochę zielonych dla „El Presidente”, czyli dla nas samych. Innym aspektem jest turystyka, która wymaga sporych nakładów. Inwestowanie w hotele, plaże i różne atrakcje jest kosztowne, lecz dobrze zaplanowane pozwoli nieźle zarobić na turystach.