Przysiądź się do nas cny wędrowcze. Stary Kurdt za chwilę będzie opowiadał jedną z tych swoich historii, o smokach i potworach. Nic lepszego do roboty w tej karczmie nie znajdziesz, jako żeś już, jak widzę, spłukany doszczętnie.
Yrhm. Wiele historii opowiedziano tutaj, w tej brudnej zapuszczonej karczmie, stojącej przy wschodnim gościńcu. Drewniane, poharatane doświadczeniami stoły, niekształtne krzesła i ławy, rozległe pajęczyny z rozmaitymi lokatorami, okna, przez które nie wlewa się światło - wszystkie te rzeczy mogłyby opowiadać o tym i owym godzinami. O bohaterach, o łotrzykach, o przygodach, o tragediach, o burdach, o zabójstwach, o cudach. Niewiele znajdzie się wydarzeń, które by tutaj przemilczano. Nie inaczej jest z opowieścią, którą Wam, wedle waszej woli przybliżę. A jest to historia, którą opowiedziano po raz pierwszy przed czterema laty, swego czasu niezwykle, hje, hje, popularna, a która teraz, za sprawą magików z Cenegi powraca do łask, wydana w przystępnej formie w serii tanich, interaktywnych pergaminów. Oto historia Dungeon Siege.
Historia ta opowiada o perypetiach młodego, biednego farmera. Nie do końca wiadomo, czy był on mężem, czy kobietą, hje, hje, więc każdy z was, drodzy słuchacze będzie mógł się z owym bohaterem utożsamiać. Farmer ten mieszkał w Arannie, królestwie założonym kilkaset lat wcześniej przez uciekinierów z szarganego walkami kontynentu Covaeron. Przez wiele lat Aranna była bardzo spokojną okolicą, gdzie ludziom żyło się dostatnio - z czasem zapomniano więc o przeszłości i kolejne pokolenia coraz rzadziej rozpamiętywały stare rany. Aż pewnego dnia przeszłość powróciła, hje, hje, w postaci najazdu nieobliczalnych Krugów. I uczyniła to z rozmachem, rozbijając jedną z osad w pył oraz zabijając najlepszego przyjaciela naszego bohatera, który to przyjaciel na jego ręce złożył misję ostrzeżenia przed wrogiem wioski Stonebridge. Farmer, pobudzony przez chęć zemsty, w pogardzie mając mrozu szpony, lasu chaszcze, pustyni ogień, bagien opary i co tam jeszcze mogło go czekać, złapał za pierwszy lepszy kozik i wyruszył na niebezpieczną wyprawę ku ocaleniu ojczyzny.

A musicie wiedzieć, że Aranna była bardzo piękną krainą. Idylliczne strumyki, bajkowe drzewa, tajemnicze bagna i tym podobne krajobrazy wymuszały na bohaterze nierzadkie przestoje, tylko po to, by choć na chwilę zawiesić na nich oko, hje, hje. Do tego dochodziły urocze odgłosy żyjącego świata, wiatru szum, ptaków śpiew, osła rżenie, czy rozmowy kompanów. Ponadto nasz bohater miał dziwne wrażenie, jakby gdzieś w pobliżu czaiła się cała orkiestra symfoniczna, gdyż co rusz słyszał (lub jeno mu się zdawało) spokojne, kojce melodie, a w czasie walk patetyczne, zagrzewające do boju marsze. Bardzo ładne melodie i bardzo ładne marsze zresztą.