Autorzy nie wysilili się zbytnio w kwestii udostępnionych krain, zatem niektórzy z Was będą z pewnością odczuwać monotonnie, ponieważ kilkadziesiąt godzin zabawy to konieczność odwiedzenia nie tylko Grecji, ale także Egiptu oraz Chin. Jakby tego było mało, że tylko trzy państwa, to momentami nie zauważa się tego, iż program przeniósł naszą postać na kolejny teren rozgrywki. Te ostatnie bowiem sprawiają wrażenie stworzonych na przysłowiowe jedno kopyto, ale nie oszukujmy się – zabawa i tak jest przednia, bo ciągle patrzymy w środek ekranu i łupiemy, nie zważając na to, co nas otacza. Fakt faktem, że czasem można się zatrzymać i rozejrzeć po mapie, ale nie jest to zbyt pasjonujące zajęcie. Zwłaszcza, że w perspektywie mamy kolejne tuziny nieprzyjaciół. Jeśli jednak narzekasz na to, że gra jest uboga pod względem oferowanych miejsc, w których rozgrywa się akcja, to niech to pozostanie Twoją prywatną opinią. Ja się momentami nudziłem, ale przyznam, iż nie miało to większego wpływu na pozytywny odbiór Titan Questa.

Naturalnie nie obyło się bez zaimplementowania systemu rozwoju postaci, która przede wszystkim nabywa w trakcie rozgrywki nowe umiejętności w postaci zadawanych ciosów czy czarów. Co kilka poziomów korzystamy z możliwości wyboru profesji, a następnie cały czas uczymy naszego bohatera coraz to ciekawszych rzeczy. W praktyce jednak to już tak ciekawie nie wygląda. Na karcie bohatera dostępna jest naprawdę pokaźna ilość ataków, aczkolwiek i tak niezależnie od wyboru na ekranie dzieje się ciągle to samo. To po pierwsze, a natomiast po drugie warto zauważyć, że zadawane ciosy nierzadko generują się losowo, żeby nie powiedzieć – bezczelnie przypadkowo, co również nie wpływa na zróżnicowanie. Pisząc o ciosach mam na myśli również i czary. Bowiem nowych zaklęć uczymy się także w trakcie zabawy, ale nijak nie ma się ochoty na to, by ciągle zmieniać coś w ustawieniach, gdy i tak można korzystać ciągle z tych samych czarów, zabijając kolejnych wrogów.
Dużym minusem gry z pewnością jest jakość oferowanych przedmiotów. Tych, co prawda to prawda, jest sporo, więc na ilość nie powinniśmy narzekać. Jednak już ich wykonanie i niezbyt widocznie gołym okiem różnice, pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie, jak i w kwestii korzystania z ciosów, tak i tutaj nikt nie powinien być zdumiony tym, że gra pozwala na zmianę poszczególnych narzędzi eksterminacji. Te bowiem różnią się od siebie jakimiś błahostkami, a w walce i tak wyglądają tak samo. Ba! Zadają nawet podobne obrażenia, więc na dobrą sprawę całe kilkadziesiąt godzin można biegać z jednym mieczykiem czy innym toporkiem. A jak ma się sprawa pozostałych elementów wyposażenia? Odzienie, jakieś tarcze itp. rzeczy zdobywamy już w Grecji i przechodząc przez tereny kolejnych państw nie wymieniamy praktycznie nic, bo nie ma takiej potrzeby. Raz, że szkoda kasy, a dwa, że i tak w praktyce wszystko będzie miało to samo zastosowanie. Cóż – przykre, ale prawdziwe.