Oprócz monet i serduszek, symbolizujących życie, zbieramy także przedmioty specjalne, które są zmyślnie poukrywane po całej planszy. Nieźle się trzeba nagłowić, żeby do takiego przedmiotu dotrzeć, ale gdy to już się uda, satysfakcja jest niemała. Młodsi pewnie będą mieli niezłą frajdę, jak skompletują 10 takich przedmiotów. Zresztą, nie tylko w tym przypadku trzeba kombinować. Jak już wspomniałem, każda postać ma jakieś specjalne właściwości. Obi-Wan dysponuje Mocą, jest też najlepszym wojownikiem. Luke ma pistolet, który przyda się, kiedy będzie trzeba kogoś skrócić o głowę na odległość. Roboty obsługują komputerki, dające dostęp do zamkniętych pomieszczeń. Myślicie, że robi nam się małe RPG? Nic z tych rzeczy, drużyna drużyną (jakkolwiek by się kojarzyła), ale LEGO Star Wars II: The Original Trilogy, zresztą podobnie jak poprzedniczka, to typowa zręcznościówka. Bezapelacyjnie.
Ciekawym urozmaiceniem rozgrywki, oprócz poukrywanych przedmiotów dodatkowych, są pojazdy, którymi możemy sterować. W pewnym fragmencie wersji demo przyjdzie nam nawet zasiąść za sterami AT-ST. Ma maszyna potęgę, trzeba przyznać. Kilka razy 'fire' i obszar czysty. Mucha nie siada. Chyba, że nasza nieporadność bierze górę i zostajemy ustrzeleni przez tych nieszczęsnych Szturmowców, którzy zasiadają w podobnych maszynach. Mam nadzieję, że w pełnej wersji przyjdzie nam polatać myśliwcami i stoczyć parę epickich bitew na pełnym niebie. W końcu z tego słynie saga Gwiezdnych Wojen.
Wszystko ładnie, przyjemnie, sielanka. Ale oczywiście ktoś musiał puścić bąka i z pikniku zrobił nam się tzw. kaszan. Twórcy położyli kilka elementów na całej linii, także z dobrej perspektywy niespodziewanie przydzwoniliśmy w wysoki i twardy mur. Chodzi przede wszystkim o pracę kamery. Często wręcz nie widzimy, gdzie wchodzimy. A zza pleców co i rusz to wyskakują nam, niczym zające z kapelusza, oddziały szturmowe. Osobiście wpuściłbym za to programistów do jednej klatki z Rancorem tak na 10 minut. Druga sprawa - zawodzi detekcja trafień. Możemy sobie machać mieczem świetlnym po głowie takiego zapuszkowanego w biały kostium dziada, a ten dalej będzie w nas naparzał blasterem. Szczęściem twórcy pokusili się o combosy - może nie jest to wachlarz wielkości pawiego ogona, ale zawsze to jakiś sposób na załatanie dziury po braku celności szabelki świetlnej. Pozostaje jeszcze kwestia sterowania. Perfekcyjne to ono na pewno nie jest, ale mamy za to dowolność w wyborze klawiszy, które będą odpowiedzialne za poszczególne ruchy. Łącznie będziemy potrzebowali bodaj dziewięciu palców, żeby wszystko szło sprawnie i gładko. Jak na mój gust, mimo wszystko za dużo. A może po prostu dobrałem sobie złą konfigurację na mojej klawiaturce...

Ben na stare lata zapragnął potańczyć na rurce... i do tego w
powietrzu!
Grafika, jak mogliśmy się spodziewać po tytule, jest klockowata. Poszczególne części zostały jednak wykonane starannie, a efekt ich rozpadania się wygląda przyzwoicie. Podobnie zresztą, jak efekty wybuchów czy korzystania z Mocy. Denerwuje mnie za to animacja - gdy musimy posłużyć się wspomnianą Mocą, a stoimy w niewygodnym dla programu miejscu, w miarę składania kolejnych klocków zostajemy automatycznie przesunięci w inne miejsce. Wygląda to nieciekawie, ale na szczęście nie ma tak dużego wpływu na rozgrywkę, jak choćby praca kamery. Muzykę z Gwiezdnych Wojen wszyscy znają i lubią (a kto nie lubi, niech się schowa pod kamień), więc tu nie ma co komentować. Johnny Williams jak zawsze w formie. Po raz kolejny twórcy nie zdecydowali się na podłożenie głosów postaciom, czy choćby opatrzenie ich pomrukiwań tekstem. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą, ja się wstrzymuję od opinii.
Ja tam Rycerzem Jedi nie zostanę, gdyż Mocy nie poczułem. A wszystko przez topornie działającą kamerę i nienajlepsze, mimo wszystko, sterowanie. Brakowało mi w demie też opcji zapisu, gdyż misja jest dość długa (czas, potrzebny do jej przejścia zwiększa się jeszcze, jeśli chcemy odblokować wszystkie tajne przedmioty). Gdyby nie to, grałoby się całkiem przyjemnie i być może przyjrzałbym się bliżej pełnej wersji gry. A tak nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić ją nieco młodszym graczom, którzy zapewne w świecie zbudowanym z klocków LEGO będą czuli się jak ryby w wodzie, oraz oczywiście fanom gwiezdnowojennej Sagi.
Prognoza: PRZECIĘTNA