Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, jestem skonana.
- Tia, a ja z Gwiezdnych Wojen...
Z Gwiezdnych Wojen są też klocki Lego czy też najnowsze Gwiezdne Wojny, przeznaczone na pecety są z klocków Lego. Już po raz drugi otrzymujemy możliwość przeniesienia się w uniwersum Star Wars, zbudowanego z duńskich klocków. Wszystko to za sprawą wersji demonstracyjnej gry LEGO Star Wars II: The Original Trilogy, które niedawno ukazała się w sieci. Sprawdzamy, czy warto wrócić nie tylko wspomnieniami do czasów dzieciństwa, kiedy to zatapialiśmy się w świat kolorowych części i budowaliśmy z nich rozmaite budowle, pojazdy itp. Tyle, że tym razem zabawa odbywa się na ekranach komputerów, a my częściej niszczymy, aniżeli budujemy.
Gwoli przypomnienia. Pierwsza część gry była klocuszkową adaptacją pierwszych trzech Epizodów Gwiezdnych Wojen. Co za tym idzie do boju prowadziliśmy takie postaci, jak Qui-Gonn Jin, Yoda, Obi-Wan Kenobi czy "Young Skywalker", jak zwykł mawiać staruszek Palpatine. Druga odsłona oferuje nam czynny udział w tercecie Epizodów, chronologicznie pierwszych (biorąc pod uwagę czas nakręcenia filmów), lecz tytułowo IV, V i VI. Zaczynamy zatem w momencie pojawienia się w życiu Luke'a Skywalkera dwóch robotów - R2D2 i C3PO. Dalej wkracza poczciwy Ben Kenobi, Ludzie Pustyni wyżynają w pień rodzinę głównego bohatera, a temu nie pozostaje nic innego, jak przyodziać świetlówkę i ruszyć w szeroki świat. To wszystko znamy doskonale z Nowej Nadziei oraz kolejnych Epizodów, więc nie ma sensu zagłębiać się w fabułę.

To ile za ten złom, panie Solo?
Demo oferuje jedną misję. Rozpoczyna się ona w chwili przybycia Obi-Wana i Luke'a do Mos Eisley, a kończy brawurową ucieczką Sokołem Millenium przed Szturmowcami, Jabbą, czy innym środowiskiem kryminogennym. Pojawia się więc ulubieniec tłumów, Harrison... tzn. Han Solo wraz ze swym wiernym, ogromnym, kudłatym i wrzeszczącym przyjacielem - Chewbaccą. W wersji demonstracyjnej znalazło się również miejsce dla Dartha Vadera, choć jego zakrawającego na gruźlicę oddechu nie dało się usłyszeć. W pełnej wersji zapewne przyjdzie nam sterować także symbolem seksu lat 70' ubiegłego wieku, czyli Księżniczką Leią, czy właśnie czarnohełmym Lordem V. Wydarzenia nie są oczywiście dokładną rekonstrukcją tego, co działo się w filmie, gdyż na potrzeby gry rozbudowano takie elementy, jak walka ze Szturmowcami, czy wykorzystanie umiejętności poszczególnych postaci.
W zasadzie, z super-produkcją Lucas-Filmu łączą grę jedynie... wstawki filmowe. To na nich widzimy osławiony mindtrick ("You don't need to see his identification" i tak dalej), koniec pieśni dla Greedo po krótkim, acz rzeczowym lunchu z Solo, czy wreszcie ucieczkę Sokoła Millenium z naszymi mniej lub bardziej dzielnymi bohaterami na pokładzie. Filmiki te są zrobione, kolokwialnie mówiąc, z jajem (co osobiście nie podoba mi się, ale taki chyba urok tej gry...), dlatego też właśnie pozwoliłem sobie na nieco luźniejszą formę tekstu.
Rozgrywka polega na sterowaniu daną postacią, zbieraniu pieniążków, unicestwianiu atakujących nas Szturmowców - krótko mówiąc jest to prosta i przyjemna zręcznościówka. A przynajmniej taka powinna być. Do tej, nie do końca pewnej 'przyjemności' jeszcze wrócimy. Widać, że gra była robiona pod kątem nieco młodszych odbiorców, gdyż brutalności, panie, tutaj nie uświadczysz. Jak machniesz mieczem w nadbiegającego białego ludzika z pistoletem, to się rozleci na kawałeczki, które po chwili znikną. Żadnej krwi, ani odgłosów męki. Poza tym - grałem długo i nawet chwilami się podkładałem, a mimo to nie udało mi się zginąć. Owszem, moja postać kilkukrotnie rozlatywała się, podobnie jak wywołani przeze mnie do tablicy już nie raz Szturmowcy, jednak po chwili następowała jej pełna reaktywacja.