|
Niebotyczne wręcz napięcie, panowie w kominiarkach, broń gotowa do wystrzału i
drzwi... Zwyczajne na pozór, jakich wiele, a jednak... Po ich otwarciu rozegra się piekło.
W naszych rękach znajduje się ludzkie życie, to my stanowimy pierwszą i
zarazem ostatnią linię obrony, jedyną instancję, od której wyroków apelacji nie będzie.
Tak można krótko opisać świat, w jaki przenosiła nas seria taktycznych shooterów
Tom Clancy's Rainbow Six. Przenosiła, bowiem ostatnia odsłona tej gry, „Lockdown"
stała się kompletnym niewypałem. Bezmyślność oraz brak elementów taktycznych to
główne zarzuty graczy. Rainbow Six stał się więc zwykłą strzelanką, jak na przykład
Quake. Twórcy postanowili jednak broni nie składać i poprawić się, wydając kolejną
wersję RS. Najnowsze ich dzieło miało być powrotem do korzeni. Ważniejsze
ponownie miało stać się planowanie, niż tępawa eliminacja przeciwników.
Jednoręki bandyta
Najnowszy Rainbow Six: Vegas przeniesie nas, jak sam tytuł z resztą wskazuje, do
stolicy światowego hazardu. Tak, tak, tym razem terenem działań będzie Las Vegas,
miasto kasyn, neonów, rozpusty, nocnego życia i... mógłbym tu wymieniać i wymieniać
bez końca. Naszym zadaniem nie będzie bynajmniej gra w kości lub oczko. Twórcy
scenariusza szykują dla nas noc pełną wrażeń. Wiadomo, że gdzie są kasyna, są
również pieniądze, a gdzie są pieniądze, tam zazwyczaj, prędzej czy później,
pojawiają się złodzieje. My, jako członkowie elitarnej grupy Rainbow, mamy więc za
zadanie strzec owych nieprzebranych bogactw i chronić niewinnych cywili. Z racji
tego, że czas rozgrywki przewidziany jest na dokładnie jedną noc, możemy się
spodziewać, że nasze zadania nie będą łatwe. Czas upływa nieubłaganie i nie
będzie on naszym sojusznikiem, a ponadto przeciwnicy dybiący na dolary z
Las Vegas na pewno nie będą jednorękimi bandytami.
Bad Guys
Jak poprawiać, to poprawiać wszystko. Z takiego założenia wyszli twórcy Rainbow
Six'a i zapowiedzieli wzmożoną pracę nad inteligencją naszych przeciwników. W Vegas nie będą oni
byle mięsem armatnim wbiegającym nam pod lufy. Mają oni postępować racjonalnie
do zaistniałych okoliczności. Co więcej mają oni myśleć strategicznie.
Przyznam, że gdy usłyszałem te deklaracje włos zjeżył mi się na głowie, a zęby
mimowolnie zaczęły zgrzytać. Formułka: "AI naszych bohaterów wirtualnych będzie
lepsza niż dotychczas" staje się powoli szablonowym, obowiązkowym sloganem. Mam
wrażenie, że programiści mówią tak z przyzwyczajenia. Nie spotkałem jeszcze gry,
która pod tym względem rzeczywiście dorównywałaby obietnicom, jakie pod jej adresem
padły przed premierą. Nasz przeciwnik zazwyczaj nie myśli. Trudności z jego pokonaniem
wiążą się z tym, że: albo ma on przewagę liczebną, czyli mówiąc kolokwialnie w
"kupie siła", albo jest silniejszy od naszej postaci i po co ma myśleć, skoro zadaje dwa
razy więcej obrażeń, ma dwa razy lepszy sprzęt i gigantyczną liczbę punktów życia,
albo w końcu jest świetnie rozmieszczony, czyli graczu śpiesz się, śpiesz, ja i tak już tam jestem.
Moja intuicja, z którą nie jest wcale tak najgorzej, podpowiada mi, że z Rainbow Six:
Vegas, wcale nie będzie inaczej. Sądzę, że scenariusz będzie wyglądał tak:
programiści obiecali, myśmy im uwierzyli, grę kupili, twórcy zaś podliczyli zyski i
zapowiedzieli, że następnym razem nasi przeciwnicy będą na prawdę inteligentni. Ot,
takie błędne koło.
|