Panzer Elite to wspaniały symulator czołgów z okresu II Wojny Światowej. Wg informacji na pudełku (rzekomo wystawionej przez Wirtualną Polskę) Panzer Elite Action: Pola Chwały to efektowny SYMULATOR pancernych batalii.
Forward, Kameraden!
Niestety, prawda w oczy koli. Pola Chwały to ledwo średni (i już na pewno nudny) zręcznościowy shooter z czołgami w roli głównej. Z dobrego imienia Panzer Elite czerpie tylko… imię, bo symulacji tu tyle, co u mnie wiary religijnej (czyli dokładniej – zero). No, ale po kolei. Autorzy udostępnili nam 18 misji podzielonych na 3 kampanie – niemiecką, rosyjską i amerykańską (rozgrywane właśnie w tej kolejności). Będziemy mieli okazję poszaleć takimi autentycznymi maszynami, jak np. Panzer II (ba, nawet podbijemy nim Polskę!), Panzer III, IV, V (Pantera), VI (Tygrys). Po drugiej stronie konfliktu staje T-34/76 i wersja 85, Józef Stalin I i II oraz popularny M4 Sherman czy Pershing. W PE zwiedzimy sobie Polskę (dokładniej Żabinkę), zaatakujemy lub obronimy Stalingrad, przeprawimy się przez zamarzniętą Wołgę (której, swoją drogą, nie mogła zmiękczyć nawet niemiecka artyleria), stoczymy bitwę pod Kurskiem i weźmiemy udział w operacji Overlord.

"Nie zdążyłbym, bo po dwóch dniach wysłaliby mnie na Syberię. Jeśli znaleźliby jakiś działający pociąg...
Pancerz fragmentuje!
A takiego! Jak wspomniałem, realizmu tu brak. Bo jak wyjaśnić sytuację, w której jednym T-34/76 bez żadnych problemów rozwalamy dwa Tygrysy i jednego Panzera IV w ataku frontalnym? To był jeszcze taki lekki przykład, bo często sytuacja wygląda dla nas dużo, dużo (z pozoru) gorzej. Zresztą, do tego jeszcze wrócimy.
Schemat zabawy jest wręcz prostacki. My i nasz super czołg (jak inaczej nazwać maszynę, która przyjmuje na boczny pancerz 15 pocisków przeciwpancernych i jeszcze nieźle się trzyma?) mamy za zadanie dojechać do punktu A, zrobić porządek i ruszyć do B. Tak przez cały czas, często będą nam pomagać komputerowi sojusznicy. Niestety, ich AI jest wręcz fatalne. Nie potrafią bezbłędnie wykonać prostego rozkazu, często gdzieś się klinują i nie mogą wyjechać (swoją drogą, zgadnijcie, co wtedy robi gra? Teleportuje ich do nas!). Mają też niezwykły dar do wpadania w odsłonięte miny, które nawet ślepy saper by ominął. Czasem będziemy musieli utrzymać jakąś pozycję i tu najgłupsza sytuacja, jaką w życiu widziałem. Nasi towarzysze zatrzymują się przed mostem w jednej z misji, a my sami musimy przez niego przejechać i utrzymać tak długo… aż przyjedzie wsparcie z drugiej strony tego mostu (zbędnym będzie dodać, że tym samym musimy zniszczyć ze 20 niemieckich maszyn). Innym razem naszym celem jest zestrzelenie kilkunastu atakujących nas Stukasów… karabinem pokładowym naszego czołgu. Realizm ponad wszystko! Powiedział główny deweloper i umarł...
Dla programu nie ma też właściwie znaczenia, jaką maszyną sterujemy. One wszystkie wytrzymują niemal tyle samo, mają jednakową prędkość czy… siłę rażenia (spróbujcie zniszczyć Panzera IV najpierw przy pomocy T-34/76, a potem JS II). 76mm czy 120, co za różnica? Cieniutki pancerz i tak wytrzyma po 3 salwy z obu! Na szczęście drobne znaczenie ma już to, czy strzelamy w przód, bok czy tył. Totalnym absurdem jest fakt, że można zniszczyć transporter opancerzony karabinem pokładowym tak samo łatwo jak ciężarówkę zaopatrzeniową. Dostępne w grze maszyny różnią się chyba jedynie ładownością i szybkością obrotową wieżyczki. Co się dzieje, gdy my i nasi podkomendni jesteśmy poważnie uszkodzeni, a na dodatek bez amunicji (kończy się tylko przeciwpancerna)? Nic szczególnego, po prostu podjeżdżamy do jednego z wielu rozmieszczonych na mapie punktów naprawczych i przeładunkowych, by w mgnieniu oka mieć maszynę niczym prosto z fabryki.