Recenzja: The Sims 2

Autor: Xanthe
Opublikowano: 19 października 2004 r.

The Sims 2 - recenzja

Jest! Nareszcie! Moja i tylko moja. Upragniona, wyczekiwana - druga część, kultowej już gry, The Sims w moich łapkach. Chyba każdy, kto choć raz miał przyjemność zagłębić się w tę produkcję, zastanawiał się, jak się spełnią te piękne zapowiedzi twórców dotyczące kontynuacji. Wszyscy dobrze wiemy, że firma Electronic Arts dużo obiecuje, a później nijak ma się to do rzeczywistości. Moje pragnienie by to sprawdzić osiągało już apogeum, gdy rzuciłam się na kolorowe pudełko. W porę sobie jednak przypomniałam, że podobno istotą inteligentną jestem i chyba należałoby się zachowywać jak przedstawiciel homo sapiens, a nie jak dzika małpa, która dojrzała banana... Dlatego też z podejściem wręcz pedantycznym przestudiowałam najpierw od deski do deski załączony do gry podręcznik. W sposób przystępny i interesujący zostało mi wszystko wyjaśnione, więc chyba czas zabrać się za instalację. I tutaj zaczęły się pierwsze schody... Bo jak niby wyjąć płyty (bądź płytę DVD)? Jakiś ukryty przycisk w pudełku? Tajemne hasło? Krople potu wystąpiły mi na czoło, zimny dreszcz przebiegł po plecach, ale w końcu się udało. Nie mam jednak bladego pojęcia jak ma sobie z tym wyzwaniem poradzić np. siedmiolatek! Ale skoro CDki uwolnione, to zabieram się do instalowania. Przygotowana na żmudne przekładanie płytek, zostałam tym razem mile zaskoczona - w końcu ktoś wpadł na to, że takie siedzenie i gapienie się na pasek postępu procesu nie jest wcale zabawne! Brawo! Czas ten umila nam przyjemny quiz testujący naszą pamięć i wiedzę o Simsach. Chociaż kiedy podchodzimy do niego po raz trzeci lub czwarty, to już nie jest tak zabawnie - a instalacja ciągle w toku...

Na szczęście prędzej czy później doczekamy się końca i już można zacząć żyć na całego! Na początku dobrze jest zapoznać się z samouczkiem. Został on podzielony na dwie części - dla osób dopiero poznających The Sims, a także dla tych już wtajemniczonych. Pierwszy pokaże nam o co w tym właściwie chodzi, a drugi zwróci uwagę na nowości wprowadzone do rozgrywki. Gdy już się wprawimy, to wystarczy wybrać okolicę (lub stworzyć zupełnie nową) i wykreować sobie rodzinkę (można zdecydować się na te już dostępne, ale chyba ciekawiej gra się simem „ulepionym” przez nas od początku do końca). No i tutaj natykamy się na tę wielką innowację - modelowanie postaci. Właściwie to skupiamy się na buźce naszego pupilka. Poprzez wprowadzanie zmian na każdym elemencie twarzy (nos, oczy, policzki itd.), mamy praktycznie nieograniczony wachlarz możliwości. A takie sprawy jak uczesanie, kolor włosów, makijaż czy zarost, możemy edytować także w trakcie rozrywki - umożliwia nam to odpowiednia interakcja z lustrem. Potem musimy zdecydować jakie ciuszki mają się znaleźć w garderobie naszego bohatera. Jest to wybór o tyle istotny, że np. na taki ubiór codzienny jesteśmy skazani do momentu wybrania się na szał zakupów, a na takowy musimy mieć kasę... Ostatnim elementem przy kreowaniu postaci jest charakterek. I tutaj pojawiła się kolejna nowość, chyba najbardziej istotna w trakcie gry - aspiracje życiowe sima. Ma gromadzić dobra, romansować na lewo i prawo, czy może założyć szczęśliwą rodzinę? Bogactwo, wiedza, rodzina, romanse, popularność - wszystkie one niosą za sobą określone pragnienia i obawy. Ich spełnianie zabija nudę dnia codziennego, a także wpływa na stopień zadowolenia naszych podopiecznych. W ten sposób nabijamy też specjalne punkty, które potem możemy przeznaczyć na wyjątkowe nagrody, umilające nam życie. Tak więc nasz bohater nie jest już tylko kukiełką kręcącą się bez ładu i składu, ale ma przed sobą jasno postawione cele, do których dąży (czasem za wszelką cenę).

Buźka gotowa, ciuchy na grzbiecie i na dodatek nasz ludzik wie, czego chce - to na dobry początek proponuję... dom? Możemy oczywiście wprowadzić się do już istniejącego, wybrać któryś z katalogu, albo po prostu samemu wykazać się inwencją twórczą. W trybie budowania także wprowadzono kilka innowacji. Nasza chata stanie nareszcie na solidnych fundamentach, przed wejściem możemy sobie zafundować elegancki ganek, a dwa piętra i użytkowe poddasze przemieni nasze gniazdko w przestronną willę, zaoszczędzając cenne metry na ogród. No bo przecież musimy mieć miejsce na staw, mostek, altankę, basen i przynajmniej kilka drzew! Potem wystarczy już tylko umeblować te nasze cztery kąty - na szczęście jest w czym wybierać i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Poszukiwania ułatwią nam katalogi, w których elementy wyposażenia zostały posegregowane, tak więc szybko i bez problemów dotrzemy do wymarzonego przedmiotu. Wszystko niby pięknie, ale znalazł się minus w trybie budowy, który mnie szczególnie razi. Bo już się wydawało, że swobodnie możemy zabawić się w architekta i dekoratora wnętrz... Ukośna ściana - proszę bardzo! Chcesz mieć na niej drzwi lub okno - też nie ma problemu. Marzy Ci się kanapa ustawiona pod taką ścianą - nie ma szans. Niestety ten mankament nie został usunięty i chyba przyjdzie mi czekać na trzecią część gry... Jednak jak pięknie byśmy się nie urządzili, to przecież nie można siedzieć cały czas w domu na d... czterech literach! Spacer w parku, basen, spotkanie z przyjaciółmi, mały szał zakupów (jeśli nas stać), a może trzeba uzupełnić zapasy w lodówce? Wystarczy zadzwonić po taksówkę, a drzwi do tych wszystkich możliwości staną przed nami otworem. Niestety nawet tutaj dopatrzyłam się irytującego minusa (choć wcale się nie starałam) - realizm życia został zakłócony. Jak? Bardzo prozaicznie - załóżmy, że do miasta ruszamy o godzinie 14-ej. Zabalowaliśmy z przyjaciółmi i wracamy przed północą. Wczytuje się parcela z naszą chatą, a tu niespodzianka - znowu 14-ta! No cóż - jeszcze wiele zdążymy zrobić tego dnia, skradliśmy cenne minuty śmierci, ale pewien niesmak pozostaje.

Skoro nasz podopieczny ma już gdzie mieszkać, to przydałoby się źródło utrzymania. Tak samo jak w części pierwszej, wystarczy zajrzeć do gazety lub poszukać w Internecie, a na pewno znajdzie się jakiś wolny etat. Simy chyba założyły w między czasie związki zawodowe i wywalczyły kilka udoskonaleń w tej sferze życiowej. Nareszcie nie harujemy codziennie od rana do świtu, gdyż każdy z dziesięciu zawodów ma ustawowo w tygodniu dwa dni wolnego. Dodatkowo kobietom w ciąży przysługuje macierzyński, a po porodzie wychowawczy! Jeśli natomiast nasz stworek źle się poczuje (lub nie chce mu się ruszać z domu i tylko symuluje), to wystarczy zadzwonić do szefa i wziąć chorobowe. Po pewnym przepracowanym okresie czasu dostaniemy też dniu zwykłego urlopu do wykorzystania. Żyć, a raczej pracować - nie umierać! Jeśli nasz sim jest karierowiczem i liczy na szybki awans, to i taka możliwość istnieje. Losowo w czasie pojawiają się komunikaty informujące o takiej czy innej zaistniałej sytuacji w pracy i zostaniemy postawieni przed trudnym wyborem... Trafna decyzja gwarantuje wspięcie się na wyższy szczebel kariery, ale błędną można przypłacić nawet utratą stanowiska, co nienajlepiej odbije się na psychice naszej postaci. Także nasza ciężka praca zawodowa umożliwia zdobycie dodatkowych nagród rzeczowych. Są one o tyle przydatne, że potem w prostszy i ciekawszy sposób możemy rozwijać umiejętności do dalszych awansów. Jednak nie tylko wybrany domownik może cieszyć się z takich przywilejów. Jeżeli nagroda pojawi się już w naszej chatce, to z jej dobrodziejstw mogą korzystać wszyscy mieszkańcy.

Koniec końców i tak kiedyś przejdziemy na emeryturę. Swoje odpracowaliśmy i teraz możemy się rozkoszować wolnym czasem. Zaczniemy korzystać z życia, czy może zajmiemy się edukacją młodszych pokoleń? W końcu nawet o więzi rodzinne trzeba dbać. Ale taki wnuczek na przykład, to może dać ostro w kość biednej staruszce czy staruszkowi. Ach, ta dzisiejsza młodzież! A taki słodki bobas z niego był... Bobas? Staruszek? Tak proszę państwa - doczekaliśmy się pełnej zmiany pokoleń! Od wystającego brzucha mamy, przez rozwydrzoną nastolatkę, aż po poskręcaną artretyzmem babcię. W przyspieszonym tempie mamy okazję poznać uroki i przekleństwa każdego etapu życia. Np. wspomniany słodki bobas - oczy mamusi, nosek tatusia, a charakterek to chyba teściowej! Nienajlepiej z genami trafił... Na dodatek ile przy nim roboty! Nie wystarczy już tylko nakarmić i ukołysać do snu, jak to miało miejsce w części pierwszej. A kto przewinie? Kto umyje? Kto nauczy chodzić, mówić i korzystać z toalety? Przecież nawet taki mały brzdąc ma swoje pragnienia! Co prawda nie ma wśród nich wykończenia ojca lub matki, ale to mu najlepiej wychodzi... Na szczęście po paru dniach dorośnie i będzie można w końcu się wyspać. A może przywiązaliśmy się do pewnego okresu życia? Autorzy pomyśleli i o tym, więc mamy możliwość zatrzymania nieubłaganej klepsydry. Jak? - odsyłam do podręcznika. Co jednak zrobić, gdy rodzinka już bardzo nam się rozrośnie i nie będzie można nad wszystkimi zapanować? Twórcy także tutaj przychodzą nam z pomocą - wolna wola naszych podopiecznych. Pierwsza część The Sims nie zachwyciła mnie pod tym względem. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nasze simy były dość ograniczone i ich wybory często irytowały. Na tym tle bardzo dobrze wypada AI w części drugiej. Nie musimy się obawiać, że nasz podopieczny popełni jakieś głupstwo, które potem będzie ciężko odkręcić, bo ich wybory są przemyślane i często pokrywają się z decyzją, którą sami byśmy podjęli.

Życie mija, generacje się zmieniają, wielkie wydarzenia następują po sobie lotem błyskawicy. A może by to wszystko utrwalić dla przyszłych pokoleń? Zdjęcia czy film - co pani/pan sobie życzy? Album rodzinny możemy zamienić w barwną historię, jeśli tylko zechce nam się przyłożyć do opisów. Jednak czy ślubu swej jedynej córki nie warto uwiecznić nie tylko na kliszy? Przecież kamera tylko czeka, aż jej użyjesz! Potem plik z filmem wystarczy spakować, wysłać na stronę i czekać, aż cały świat będzie podziwiał rozmach tej imprezy! Jeśli przyjdzie Ci tylko ochota, to możesz stworzyć też historię całej okolicy i o każdym z sąsiadów wtrącić parę groszy. Kto się w kim kocha, kto kogo nienawidzi, kto kogo i z kim zdradza - lepsze niż telenowela brazylijska (choć wenezuelską ciężko będzie przebić...)!

Kamera, widok, grafika - dużo się pozmieniało w stosunku do części pierwszej. Na dobry początek wystarczy wyjść przed dom i po prostu się rozejrzeć. Mnogość możliwości ustawień kamery i jej ruchów spowoduje, iż dosłownie spojrzymy na grę z całkiem nowej perspektywy. I nie chodzi mi wcale o gotowe opcje widoku przyszykowane przez autorów. Teraz możemy nawet chmurki na niebie popodziwiać! Właściwie to tylko chmurki i naszą posiadłość, bo jak okiem sięgnąć, to po linię horyzontu nic nie widać... No chyba, że zachwyca nas asfalt na drodze. A czy przypadkiem obok nie powinien stać dom sąsiada? Poza tym wydawało mi się, że nabyłam parcelę koło lasu, a tu ani jednego drzewka! Może wycięli w międzyczasie, a ja niepotrzebnie się czepiam? Na szczęście to jedyny minus, jaki rzuca się w oczy. Reszta spraw tyczących wyglądu, to już same pochwały. Bo grafika, proszę państwa, to jest właśnie to, co towarzyszy nam cały czas i musi być wysokich lotów. Nawet na niskich detalach prezentuje się bardzo dobrze, a już ze wszystkimi bajerami, jak poziom detali, efekty graficzne, wygładzanie krawędzi czy odbijanie światła, jest po prostu miodzio! Spróbujmy spojrzeć z bliska, bardzo bliska, np. gdy nasz sim szykuje sobie jedzenie. Potrafi teraz przyrządzać kilkanaście potraw i każda wygląda inaczej - czyżbym w sałatce szefa kuchnia dostrzegała kawałki ogórków? A może pooglądamy telewizję? Ekran nie jest już statyczny i naprawdę te małe figurki poruszają się! Jeśli chodzi natomiast o ruchy naszej postaci, to twórcy bardzo się postarali. Simowie nie są już kanciaści i w końcu nabrali krągłości, a ich ruchy płynności i stały się bardziej naturalne. Został też poprawiony wygląd większości przedmiotów, chociaż trafiają się jeszcze niedopracowane buble (np. roślinki domowe).

Muzyka... Tutaj się waham z oceną. Z jednej strony nic zachwycającego - skoczna wesoła melodyjka towarzysząca trybowi budowania czy zakupom, po pewnym czasie staje się irytująca, ale na szczęście można ją wyłączyć. Jednak kupmy naszemu simowi wieżę stereo i sprawdźmy, co ona proponuje. Z racji swych upodobań od razu przełączyłam na metal. Powiem szczerze, że spodziewałam się jakiejś tandety z gitarą, ale zostałam bardzo pozytywnie wprawiona w osłupienie! Utwory są... genialne? Na innych gatunkach nie znam się zbyt dobrze, ale jak dla mnie, to nie można im niczego zarzucić. Jeśli jednak nie przypadnie wam nic do gustu, to zawsze można zaimportować do gry swoje ulubione mp3 i wszyscy będą zadowoleni. Dźwięki otoczenia też są niczego sobie i doskonale oddają akustyczne atrakcje otaczającego nas świata.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą należałoby omówić przed podsumowaniem... Cenzura to kpina! Nie chodzi mi o to, że w ogóle jest - w końcu to produkt także dla młodych ludzi od lat siedmiu. Myślę jednak, że już lepiej było to rozwiązane w części pierwszej - obraz po prostu się rozmazywał. Teraz natomiast na goliźnie wyskakują olbrzymie, brzydkie prostokąty, na dodatek w nieciekawych kolorach. Jak to zobaczyłam pierwszy raz, to nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Zresztą cenzura - po co właściwie jest? Z jednej strony ona, a z drugiej opcje typu bara-bara, bara-bara w łóżku, bara-bara w wannie miłości, bara-bara w miejscu publicznym (chociaż wszystkie akcje ukryte, np. pod kołderką) i do tego jeszcze gorące pocałunki, które niewiele się różnią od gry wstępnej (tutaj już nic nie zostało dla naszej wyobraźni, bo wszystko widać). Na tle takich zachowań nie wiem, po co autorzy w ogóle bawili się w cenzurę. Zwłaszcza, że siedmiolatek to już raczej wie, czym się różnią kobiety od mężczyzn, a pytanie rodziców o bara-bara może się zakończyć tylko odebraniem gry...

Na sam już koniec mały bonus. Kiedy znudzi nam się życie, ulepszanie naszego gniazdka rodzinnego, a nawet bara-bara z kim popadnie, to możemy inaczej uwolnić naszą inwencję twórczą. Autorzy postarali się, by atrakcji w grze nie zabrakło nam na długi czas. Po pierwsze - możemy całkowicie od podstaw stworzyć nową okolicę. Las, jeziorko, ptaszki, tęcza, a nawet chmurki, będą zależeć tylko od nas i tego, czy i gdzie zechcemy je umieścić. Po drugie - możemy sami zaprojektować budynki użyteczności publicznej (lub domy na sprzedaż). Nie licząc się z kosztami postawimy mały, spożywczy sklepik osiedlowy, lub wielki kompleks handlowy z dodatkowymi atrakcjami, jak np. basen lub salon gier. Po trzecie i ostatnie - twórcy oddali w nasze ręce bardzo interesujący edytor, tzw. Warsztat. Dzięki niemu stworzymy całkowicie nowych simów i gotowych zaimportujemy do gry lub wyślemy w świat. Możemy jednak skupić się tylko i wyłącznie na garderobie i przerabiać wszystkie ciuchy dostępne w grze, nawet w najprostszym programie graficznym. Także nimi możemy potem pochwalić się przed innymi użytkownikami i oddać je do ściągnięcia na stronę internetową. Jak więc widać, jeśli sama rozgrywka nam nie wystarczy, to pozostaje jeszcze kilka możliwości, by spędzić miło i interesująco czas przy tym tytule.

To w końcu jest to produkt godny uwagi, czy szkoda na niego czasu? Z ręką na sercu odpowiadam, że nie. Każdy, kto kiedykolwiek zajrzał w ten świat, powinien odwiedzić go jeszcze raz. Pozostało co prawda kilka niedociągnięć i pole do popisu dla twórców, by co nieco poprawić, jednak na pewno dodatki rozwiążą w przyszłości kilka kwestii, oraz wzbogacą i uatrakcyjnią rozgrywkę. Nowy użytkownik zostanie z pewnością zassany przez ten symulator życia i ciężko będzie mu powrócić do rzeczywistości. Prawdziwy fan i maniak Simsów też długo nie będzie mógł się oderwać od tej produkcji. Nawet, jeśli po pewnym czasie dojdzie do wniosku, że to po prostu dużo lepiej wyglądająca i mająca trochę więcej funkcji przeróbka „jedynki”...


Xanthe