Ot, technika.
Oprawa dźwiękowa stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Właściwie tylko dźwięki silników mogłyby być lepsze, pyzatym nie mam na co narzekać. W czasie rozwałki świetnie słychać… rozwałkę właśnie, pisk opon, tłuczone szkło, gięte blachy, uderzające o wszystko deski, metalowe rurki, opony czy w co tam się wjedzie. Na nawierzchniach gruntowych słychać nawet uderzające o podwozie kamyczki, tym głośniej i intensywniej, im szybciej się jedzie – super sprawa. Nie przypadł mi natomiast do gustu wybór muzyki, towarzyszącej zmaganiom na torze. Są to różne rockowe kawałki, ale właściwie wszystkie są… zbyt nijakie, za łagodne, za wolne. O ile nadają się jako podkład w menu, to nijak nie komponują się z obrazem destrukcji w czasie wyścigu, po pewnym czasie zacząłem po prostu puszczać sobie muzykę z Winampa.

W kwestii grafiki w zasadzie nie mam zastrzeżeń. Można przyczepić się do detali, takich jak odbicia słońca na samochodzie w czasie jazdy pod dachem, czy fakt, że czasem jakaś belka wbija się w kabinę kierowcy i samego kierowcę, ale to są drobiazgi. Poza nimi wszystko wygląda tak jak powinno. Bardzo szczegółowe są tory, jak już wspominałem pełne różnych elementów dodatkowych. Może nie wszędzie tekstury są najwyższej jakości, ale z uwagi na tempo gry i intensywność akcji, trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby to zauważyć. Świetne są modele samochodów, które po prostu genialnie poddają się niszczeniu. Bardzo szczegółowo widać efekty uderzeń w przeszkody – pogięte blachy, porysowany lakier, urywające się właściwie wszystkie elementy, od zderzaków, przez maskę i drzwi, po rury wydechowe i koła. Bardzo efektownie wygląda samochód po uderzeniu z pełną prędkością bokiem w słup – dokładnie widać gdzie nadwozie ustąpiło pod naporem przeszkody. Przed popsuciem, zwłaszcza pojazdy z klasy Street, także prezentują się bardzo dobrze, z błyszczącym lakierem i chromowanymi detalami. Nie brakuje też różnych smaczków w stylu odbijającego się w asfalcie słońca, które dodatkowo nieco oślepia. W dodatku gra działa u mnie bardzo dobrze w najwyższej rozdzielczości (1280x1024) ze wszystkimi detalami ustawionymi na najwyższe wartości, nawet w czasie największych kraks, kiedy dookoła fruwają chmury szczątków. Dopiero włączenie czterokrotnego antyaliasingu spowodowało zauważalny spadek liczby wyświetlanych klatek, ale przy tak wysokiej rozdzielczości stosowanie tej opcji ma już mocno wątpliwy efekt.
And the winner is…
Dotychczasowy opis sprawiać może wrażenie, że FlatOut 2 jest grą bez wad. Jest to stwierdzenie bardzo bliskie prawdy, bowiem twórcom udało się stworzyć produkt, który jest dokładnie tym czym miał być. Rozwinęli i poprawili wszystko to, co poznaliśmy przy okazji premiery poprzedniej części i zrobili to bardzo dobrze. Niestety gra przy wszystkich swoich zaletach jest zbyt prosta. Przede wszystkim już po kilku wyścigach właściwie nie istnieje problem gotówki, można kupić w zasadzie dowolny samochód i zaopatrzyć go we wszystkie ulepszenia. Nawet jeśli zabraknie na jakąś część, wystarczy jeden wyścig, w którym zamiast na jeździe skupimy się na rozwałce i już kasa pełna. W dodatku wyścigi same w sobie są dość krótkie i łatwe. Tak naprawdę problemy z wygraniem mistrzostw miałem dopiero w najmocniejszej klasie, kiedy jeździłem potężnym samochodem z napędem na tył. I były to problemy związane raczej z opanowaniem pojazdu niż pokonaniem przeciwników. Ale mimo to, nawet po ukończeniu wszystkich serii na pierwszych miejscach, cały czas wracam do FlatOuta ot tak, żeby przejechać kilka okrążeń, rozbić parę szyb i wyrwać kilka zderzaków, a na ostatnim okrążeniu obejrzeć szlak zniszczenia, znaczony szczątkami wszystkiego, co było na torze – to wciąga. Zdecydowanie polecam.