Ogólnie rzecz biorąc na rynku
panuje wręcz przesyt w dziedzinie pierwszoosobowych strzelanin, zarówno tych,
które są dedykowane konsolom (m.in. PlayStation 2) oraz komputerom osobistym.
Wydawać by się mogło, że wydany w 2004 roku Killzone pokazał klasę i wycisnął,
jeśli nie wszystkie, to przynajmniej większość soków z zasłużonej już
„czarnulki”. Jednak programiści z Criterion Studios stworzyli Black – grę
akcji/FPS, nastawioną typowo na efektowną i efektywną siecz, przy czym udało im
się oprawić całość niezwykle wyśmienitą oprawą wizualna, pokaźnym arsenałem
broni, wysokim poziomem trudności (zaawansowane technologie sztucznej
inteligencji wrogów + rozległe mapy + brak quick save + długie misje + rzadkie
checkpointy). Wszystkie te elementy składowe spowodowały, że udało się stworzyć
– może nie doskonałą – ale naprawdę wyśmienita produkcję z tzw. „górnej półki”.
Pomimo faktu, że żmudnym wydawać się może ciągłe parcie do przodu i rozwalanie
wszystkiego, co napotkamy na drodze, Black nie potrafi znudzić.
Nie spodziewajcie się w tej grze jakiegoś wyszukanego scenariusza, to
nie przygodówka, żeby uraczyć nas świetną i wciągającą fabułą. Nie ta liga. W
akcję zostajemy wprowadzeni – a jakżeby inaczej – za pośrednictwem filmiku,
który notabene został zrealizowany na wysokim poziomie. Rzecz dzieje się w
więzieniu. Widzimy rozmowę głównego bohatera gry – Jacka Kellera – z
niezidentyfikowanym kolesiem, który oferuje pomoc naszej postaci w zamian za
opowieść z cyklu „Prawdziwe Historie” odnośnie ostatniej akcji jednostki
antyterrorystycznej Black Operations (które Keller jest członkiem), ów miły pan
proponuje wyczyszczenie jego zabrudzonej kartoteki i nowe życie. Cóż mamy robić,
opowiadamy, czyli gramy przechodząc osiem rozbudowanych misji!

Trzeba było stanąć na czerwonym. Tutejsza policja jest
nadgorliwa...Moment rozpoczęcia gry może być szokiem
dla niektórych. Oto zaczynamy na pierwszym piętrze pewnego budynku, słysząc
serię strzałów, dynamiczną walkę itd., oczywiście z najsłabszą giwerą w ręku.
Próbujemy podejść do okna, to już dostajemy seryjkę nie wiadomo skąd, a posłane
w naszą stronę kule zbijają szybę. Już wtedy zdajemy sobie sprawę, że Black to
nie przelewki, to shooter – dosłownie. Nic więcej, tylko walka o przetrwanie,
zabijanie kolejnych wrogów i tyle. Zatem szukamy jakiejś lepszej spluwy i
wychodzimy na zewnątrz. Otwierając drzwi strzałem w klamkę z shotguna... Przez
moment ma się wrażenie, że wystarczy wybiec na środek mapy i strzelać na
wszystkie strony jak opętany to pokona się przeciwników. Jednak nic bardziej
mylnego – trzeba myśleć, gdzie się schować, jak wychylić, kucnąć, żeby stracić
najmniej punktów zdrowia i amunicji, a przy tym zlikwidować wielu wrogów. Ich
zachowanie nie jest zbyt mądre – przynajmniej tak stwierdzimy po dłuższym
obcowaniu z recenzowanym tytułem. Na początku wydaje się, że przeciwnik jest
wymagający, jednak dopiero później dokwitamy do tego, iż jego działanie możemy
ograniczyć do kilku zachowań, tj. ucieczki, przegrupowania się czy ukrycia.
Nieprzyjaciele często nas nie dostrzegają, gdy są zajęci likwidowaniem naszych
kompanów. Wówczas możemy zajść ich od boku, skrywając się wcześniej za
samochodem. Podejdziemy wtedy nawet na odległość 5 metrów i rozwalimy głowę
shotgunem. A wróg się nawet nie zdąży zorientować w sytuacji.