Październikowa noc roku 1942. Pewien oficer Wehrmachtu otrzymuje zadanie poprowadzenia patrolu żołnierzy przeciwko oddziałowi partyzantów. W tym samym czasie, w bliżej nieokreślonych miejscach, trwają badania nad stworzeniem specyficznych jednostek bojowych.
Specyficzność owych jednostek leży przede wszystkim w tym, że za ich podstawę mają służyć tzw. „nieszczęśliwie polegli”. Czyli, jak już się pewnie domyśliliście – chodzi o stworzenie zombie. Owe zombie mają być podległe niemieckiej armii - specjalnie opracowany proces przywracania życia w martwe ciała pozwala na to, by takie jednostki były wyposażone w niecodzienne atrybuty, takie jak nadnaturalna siła, zwiększona wytrzymałość, umiejętność wytwarzania pola ochronnego etc. Ale że los ma niezwykłą skłonność do podstawiania nogi w najmniej spodziewanym momencie, coś idzie nie tak. Wspomniany na początku oficer, Karl Stolz, ginie w akcji. Pewnie miałby bardzo wystawny pogrzeb, jednak gra z akcją osadzoną we wnętrzu trumny mogłaby być dość nieciekawa. Karl zostaje więc włączony do eksperymentu.
Dobry koktail Mołotowa nie jest zły.Podczas procesu przywracania życia los po raz drugi wtrąca swoje trzy grosze i Stolz, oprócz zdolności poruszania się, odzyskuje także świadomość. Co gorsza dla swych przełożonych, odzyskuje także wspomnienia, a jego aktualny stan nie bardzo mu się podoba. Ogólnie – Karl jest zły. A zły Karl, wyposażony w umysł, zdolność myślenia i nadnaturalne zdolności tytułowego
UberSoldiera, to dość niebezpieczna osoba. I tu przejmujesz nad nim, graczu, kontrolę.
Tyle historii. Co o grze słyszeliśmy w zapowiedziach?
UberSoldier to FPS napisany przez Rosjan ze studia Burut (autorzy Kreed) na autorskim silniku graficznym. W grze wykorzystano zaawansowany silnik fizyczny, system animacji postaci ragdoll, strefy trafień, interaktywne środowisko i co-byś-tam-nie-chciał. Teraz jednak przyszedł czas, by szumną falę zapowiedzi skierować na niepewne skały rzeczywistości. Brutalniej rzeczywistości. Yhm.