|
Jak informuje nas instrukcja dołączona do gry, Vivisector to trójwymiarowa gra akcji z elementami RPG. No i owszem, owe „elementy RPG” w grze są, tylko że w śladowych ilościach. Ograniczają się jedynie do rozwoju kilku umiejętności: szybkości, odporności, pewności strzału oraz zdrowia. Nie wiem, jak Wy, ale ja bym tego nie nazwał „zaawansowanym systemem rozwoju umiejętności”. Ot, malutki bajer nieco uatrakcyjniający grę, a nie żaden rozbudowany system. Umiejętności tych możemy wyuczyć się za punkty doświadczenia, które z kolei zdobywamy nie za zabicie pojedyńczych potworów, ale całej ich grupy w krótkim czasie czy za różne dodatkowe akcje. Może nią być odkrycie ukrytej lokacji, wysoka celność, nietykalność naszej postaci (brak obrażeń przez jakiś czas) czy wykonanie sekcji zwłok zabitego potwora przy użyciu noża.
Do naszej dyspozycji oddano cały szereg broni - od noża przez pistolet, strzelbę, M16, broń szturmową (M60, Gauss), broń snajperską, wyrzutnię (bazookę), broń energetyczną (np. Tesla) aż po granaty. Razem sztuk szesnaście - całkiem sporo. Co do innych przedmiotów, w grze możemy znaleźć oczywiście amunicję do wymienionych działek i trzy rodzaje apteczek (mała, średnia, duża), czyli nic nadzwyczajnego. Nie pokuszono się o zaimplementowanie żadnych dodatkowych gadżetów. Z wszystkich tych zabawek strzela się całkiem przyjemnie.
Nieco jeszcze o interfejsie gry. Bardzo ciekawie zrealizowano menu. W tle widać kawałki (oko, ucho) zwierząt czy bestii w laboratorium. Przypięte są do nich różne rurki, kabelki i usztywnienia, a owe żywe jeszcze organizmy co jakiś czas ruszają się. Wygląda to naprawdę efektownie. Fajnie jest zmieniać opcje gry, podczas gdy patrzy się na nas i co chwilę mruga wielki stwór unieruchomiony w jakiejś metalowej konstrukcji. W samej grze układ opcji i okienek jest raczej standardowy. W lewym dolnym rogu poziom życia i radar, w prawym zaś liczba pozostałej amunicji, a na górze punkty doświadczenia.
Oprawa graficzna produktu jest przeciętna. Vivisector prezentuje się nieźle pod względem jakości tekstur. Ponadto podczas zabawy znajdziemy się w różnorodnych i, co warte uwagi, naprawdę ładnie wykonanych lokacjach i pomieszczeniach. Szkoda, że zdarzają się scenografie słabsze, jak np. wrak samolotu, ale ogólnie jest pod tym względem bardzo dobrze. Podobnie jest z muzyką - wszelkie głosy, strzały, krzyki, odgłosy sapania, biegu i tym podobne zostały zrealizowane na wysokim poziomie. Inaczej brzmi strzał kuli wbity w drewno, a inaczej odbity od częściowo matalowej konstrukcji niektórych zwierząt.
Również pod względem interakcji z otoczeniem nie jest najgorzej. Co prawda nie możemy przestrzelić linki czy drutu, ale drzewo nożem porysować już można. Przyzwoicie wyglądają też obrażenia potworów. W jednej scenie napotykamy na zmutowaną hienę przyczepioną drutami do ściany. Moment ten pozwolił mi dokładnie przyjrzeć się modelowi obrażeń (wiem, jestem sadystą). Każda część ciała zwierzaka odpowiednio krwawiła, a przy rozleglejszych obrażeń widać było kości. Również po śmierci wroga możemy się z nim troszkę pobawić. Gdzieniegdzie wpleciono także krótkie filmowe przerywniki, które wyglądają nawet okazale.
Niedociągnięć gra nie posiada na szczęście zbyt wielu, niemniej jednak kilka baboli przedostało się do jej ostatecznej wersji. Na przykład udało mi się raz wydostać (choć nie powinno) z zamkniętej klatki z potworami. Próbowałem dokonać tego czynu drugi raz, ale za nic mi się nie udało. Wyjście z klatki pełnej bestii znacznie ułatwiło mi ich eksterminację - nie mogły zadawać mi żadnych obrażeń, a ja im i owszem. Nie jest to wielkie przewinienie ze strony autorów, ale służy jako dowód na to, że gra nie ustrzegła się błędów.
Spolszczeniem Vivisector zajęli się ludzie z Cenegi i trzeba przyznać, że odwalili kawał dobrej roboty. Zarówno instrukcja, jak i napisy w grze, przetłumaczono poprawnie bez większych kwiatków (pomijając kilka literówek). Lokalizację Duszy Bestii można uznać za dobrą i rzetelnie wykonaną.
No i przyszedł wreszcie czas na podsumowanie i odpowiedź na pytanie - kupić czy nie kupić. Vivisector, pomimo tępego i uproszonego systemu rozgrywki, nadal pozostaje pozycją godną zaproponowania. Szkoda tylko, że zamiast ciekawej gry akcji dostaliśmy uproszczoną strzelankę. Na uwagę zasługuje na pewno otoczka fabularna. Stworzenie klimatu wyspy skażonej zaawansowanymi badaniami i eksperymentami genetycznymi wyszły znakomicie. Zmutowane zwierzaki i ci jacyś dziwni żołnierze robią swoje. Dodajmy do tego jeszcze porządnie wykonaną grafikę, ładnie wkomponowaną w to wszystko muzykę, masę broni i przeciwników do pokonania i mamy pozycję w sam raz na długie wieczory. Według mnie, kupno Vivisector to dobry pomysł, tym bardziej iż gra kosztuje jedynie 30 zł. Może nie gorąco, ale polecam.
Jakub "Ogór" Ogórek 15 lutego 2006 r.
|