|
Przed premierą o Vivisector nie było głośno i - prawdę mówiąc - nie spodziewałem się po nim niczego nadzwyczajnego. Jednakże już na samym początku byłem wniebowzięty, fabuła wręcz wessała mnie w świat stworzony przez jej twórców. Niestety, w miarę postępu gry ogarniała mnie do niej coraz to większa niechęć. Liczyłem na strzelankę ciekawie zrealizowaną, a zarazem wciągającą, tymczasem otrzymałem coś a’la Serious Sam.
Vivisector: Dusza Bestii jest grą akcji bazującą na powieści Wyspa Doktora Moreau, zrealizowaną przez studio Action Forms. Programiści starali się przedstawić w niej to, co mogło zaistnieć po stu latach od wydarzeń, jakie opisał pisarz. Na wyspę Sorio zostaje zesłany oddział z celem zbadania dziwnych zdarzeń, jakie miały tam miejsce. Niestety, żadnemu z członków drużyny nie udaje się przeżyć, w wyniku czego 1 lutego 1987 roku na miejsce zostaje przetransportowana druga ekipa. Jej dowódcą jest oficer Curt Robinson, w którego to wciela się gracz. Naszym zadaniem jest odnalezienie śladów poprzedników, dokładne zbadanie przyczyny ich śmierci oraz ustalenie, co znajduje się w samym sercu wyspy.
Ci, którzy czytali wspomnianą powieść, zapewne już spodziewają się, co nas czeka. Pozostałym wyjaśniam, iż chodzi o eksperymenty genetyczne przeprowadzane na zwierzętach. W ich wyniku powstały całe zastępy zmutowanych potworów, z którymi musieli się borykać żołnierze, by dotrzeć do centrum i zniszczyć źródło całej tej plagi.
My w drodze do celu będziemy przedzierać się przez wyspę podzieloną na trzy strefy: zewnętrzną, wewnętrzną i tzw. Dworce Bólu. Im dalej w głąb wyspy, tym mniej rozległe tereny wymagające od nas podjęcia innej taktyki. Na początku walczymy na otwartym polu, narażając się tym samym na ataki ze wszystkich stron, ale wraz z dalszą podróżą teren działań zmniejsza się, co nie znaczy, że zabawa staje się łatwiejsza. Wręcz przeciwnie, bo napotkamy tam na trudniejszych przeciwników.
Rozgrywka w Vivisector jest banalnie prosta, głównie za sprawę zaznaczonych na radarze miesc, w które mamy się dostać. Są to świecące na zielono urządzenia zwane punktami orientacyjnymi. Po ich dotknięciu światełko gaśnie, a maszyna składa się, natomiast na mapie zaznaczony zostaje kolejny cel. Właściwie cała gra polega na bieganiu od jednego punktu do drugiego. Jednak aby nie było zbyt nudno, twórcy przygotowali dla nas masę mało przyjemnych niespodzianek w postaci nagle pojawiających się wrogów. Przyznam, że czasami czułem się jak w Serious Samie. Pewnego razu spokojnie zbliżam się do kolejnego check pointa, a tu nagle „łup!” - charakterystyczny dźwięk i nagle jestem otoczony przez kilkanaście zmutowanych wieprzów. Parę strzałów ze strzelby i całe towarzystwo wącha kwiatki od spodu. Zaliczam cel, idę dalej, nagle znów „łup”, charakterystyczny dźwięk itd. Podsumowując, rozgrywka w Vivisector jest szalenie sztampowa i schematyczna. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o bardziej rozbudowany model rozgrywki.
Kolejnym utrudnieniem są różnego rodzaju pułapki. Nie wiem, jak niskie trzeba mieć IQ, żeby wejść w sam środek wielkiej zasadzki, którą nawet ślepy by zauważył. Ogromne zatrzaski i fragmenty wyłaniającej się spod ziemi klatki, a w samym środku tego wszystkiego nic innego, jak punkt orientacyjny, który trzeba zaliczyć by rozgrywka posunęła się dalej. Zmuszony chęcią przejścia etapu, wchodzę w sam środek piekła. Klatka zamyka się. Jestem sam w środku. Nagle biega już koło niej przynajmniej dwadzieścia wściekłych świnek. Klatka ze mną podnosi się. Będąc w środku niej, załatwiam paru przeciwników, ale nadal jest ich tam na dole zatrzęsienie. Nagle klatka otwiera się od spodu, a ja spadam wprost na świniaki. Super. Myślałem, że Dusza Bestii będzie czymś więcej aniżeli bezmyślną strzelanką w stylu Poważnego Sama. A zaczynało się tak ciekawie...
Potwory w grze podzielono na trzy grupy. ModBestie to lekko stuningowane, uzbrojone, czworonożne zwierzęta - napotkamy je w pierwszej strefie (zewnętrznej). Zaliczają się do nich takie stwory, jak elektreny, płomuary, granatoryle czy niedźwiedzie szturmowe. Humanimale to - jak ujęli twórcy - przerażające stwory będące połączeniem ludzi i zwierząt zamieszkujące tereny strefy wewnętrznej. W jej skład wchodzą niekompletni, hieny czy gepardy. Ostatnie z nich to Overbrutale stworzone przy pomocy najnowszych odkryć biologicznych. Są nimi czarne wilki, tygrysy czy helexy ze śmigłami wmontowanymi w głowy. Spotykamy je w ostatniej strefie - Dworcach Bólu. Przeciwników jest rzecz jasna więcej, ale jak widać wszyscy są bardzo zróżnicowani i trzeba przyznać pomysłowo zrealizowani.
|