|
Przed Wami dwóch niesłychanie walecznych przeciwników! W lewym narożniku wszechmocny i niezwykle potężny… Bóg Wulkanów! W przeciwnym narożniku niepokonany dotąd mistrz zwierzęcych pięściarzy, ulubiony bohater komputerowy wszystkich dzieciaków i wreszcie niekwestionowany mistrz wagi piórkowej - KANGUREK KAOOO!
Przyznam się bez zbędnych ceregieli, że z Kangurkiem Kao spotkałem się po raz pierwszy właśnie teraz, podczas jego recenzowania. Nie to, że nigdy o nim nie słyszałem, gdyż wielokrotnie obiło mi się o uszy co nieco na jego temat, ale jakoś nie miałem okazji wcześniej zobaczyć poprzednich części na ekranie monitora. Również moja młodsza siostra (lat 6), na którą nie raz się jeszcze w tym tekście powołam, owego kangurka ujrzała po raz pierwszy.
Tajemnica Wulkanu jest trzecią już odsłoną przygód popularnego w kręgu młodocianych graczy, kangura. Pierwsze dwie części szczycą się naprawdę wysoką renomą - gra ubóstwiła wręcz dzieciaki, a i rodziców potrafiła przyciągnąć przed ekran. Jeśli graliście we wcześniejsze części, wiecie zapewne, że Kangurek Kao to pozycja wymagająca od nas sprytu, przebiegłości i przede wszystkim zręczności. Ich brak może bardzo utrudnić rozgrywkę i znacznie zmniejszyć satysfakcję z zaliczania kolejnych misji. Akcja gry przenosi nas na Wyspę Pelikanów, gdzie zmęczony przygodami kangur postanawia wreszcie odpocząć. Niestety, urlop chyba nie został mu przeznaczony - sielanka trwała bardzo krótko. Podczas testowania samolotu, niechybnie wypada z niego przyjaciel Kao i wpada prosto do… krateru wulkanu, rozwścieczając tym panującego w nim boga. Jak nie trudno jest się domyślić, waleczny kangur jako przykładny bohater zrobi wszystko by uratować kumpla, a żeby tego dokonać, musi przeciwstawić się sługom Boga Wulkanu.
Pierwsze spotkanie mojej siostry z grą zakończyło się salwami radosnych okrzyków, kiedy listonosz zapukał do drzwi i wręczył mi paczkę, oraz niecierpliwego oczekiwania na zainstalowanie się programu, kiedy postęp kopiowania plików ciągnął się w nieskończoność. Jako, że czasami, oprócz udostępniania siostrze komputera do gry, uczę ją także go obsługiwać, toteż zleciłem jej wpisanie serialu/klucza. Przyznam, że widok był przekomiczny - tak szybko chciała odnajdywać literki i cyferki na klawiaturze, że co chwilę gubiła się i musiała zaczynać od nowa. Kiedy wreszcie udało się jej wklepać wszystkie klawisze w odpowiedniej kolejności, tryumfalnie kliknęła „ok”, po czym w nerwowym oczekiwaniu wpatrywała się niemo w monitor do czasu, aż program sprawdzi płytę i w końcu uruchomi grę.
W pierwszych chwilach po ujrzeniu programu była wręcz zachwycona. Barwne menu i ładny filmik spełniły swoje zadanie - pora na rozpoczęcie długo oczekiwanej przygody. I tutaj małe rozczarowanie. Pomimo tego, że z wielkim zapałem próbowała wykonać pierwsze zlecenie, nie udało się jej go zaliczyć. Wlatywanie w chmurki wspomnianym samolotem podczas jego testowania, przysporzyło jej masę problemów, ale z moją pomoc udało się przebrnąć do końca testu. Fakt faktem, czasu na zaliczanie kolejnych obłoków nie ma zbyt wiele i trzeba całkiem sprawnie manewrować machiną, by zaliczyć misję. O ile dla większości graczy problemu nie będzie, o tyle młodszym może to sprawić problem. Stosunkowo dużo było misji, w których młodsza siostra potrzebowała mojej pomocy, pomimo tego, że w wcześniej dane jej było już grać w gry tego typu - czy to Shreka, Madakaskar czy inne produkcje dla maluchów. Jednym słowem, poziom gry sprawia, że nie sprawdzi się ona w momencie, kiedy chcemy wreszcie chwilę odetchnąć od młodszego rodzeństwa, jest za to świetna, gdy gromadka przy komputerze liczy więcej niż jedną osobę - testowanie i próbowanie wykonania kolejnych misji przez kolejnych graczy może okazać się świetną zabawą - także, gdy w tej gromadce znajdzie się ktoś dużo starszy, na przykład rodzice.
|