Bitwy
Każdy gracz, który choć trochę obeznany jest z serią Total War, świetnie
zdaje sobie sprawę z tego, że to ekran bitewny jest najbardziej magnetyzującym
elementem kolejnych jej części. Pamiętam dobrze, jak wiele osób narzekało, że
bitwy rozgrywane w Rome’ie, choć niezwykle widowiskowe i pięknie, rozgrywane
były często zbyt prosto. Nierzadko zdarzały się sytuacje, w których zwycięstwo
nawet nad parokrotnie przeważającą armią nie było niczym dziwnym. Działo się tak
po części przez niekiedy bardzo głupie posunięcia wojsk nieprzyjaciela, po
części przez słabo rozwinięty zmysł taktyczny przeciwnika. Z niewielkim trudem
można było sprowokować go do podzielenia armii, stworzyć lukę w szeregu, zmusić
do zgubnego pościgu za naszymi jednostkami markującymi ucieczkę. Kiedy przyszło
nam bronić mostu, bądź miasta, nawet o wiele liczniejsze armie zwykle nie mogły
przełamać naszej obrony. Nie zapomnę bitwy, w której grupką najemnych hoplitów
broniłem wąskiego mostu, który szturmowali Brytowie. Porzuciłem już wszelką
nadzieję na sukces, ponieważ moi żołnierze szybko tracili siły, a przeciwników
jakby nie ubywało. Wtem nagle brytyjski generał, kierujący oddziałem rydwanów
postanowił zaszarżować. Prawie spadłem z krzesła, gdy zobaczyłem, jak szeroka
formacja próbuje zmieścić się na moście, a żołnierze zgromadzeni na flankach
wjeżdżają prosto do rzeki, by tam zaznać beztroskiej kąpieli, która zwykle
kończyła się nagłym zejściem z tego świata. Jednym z owych nieszczęśników był
właśnie wrogi generał. Jego idiotyczna śmierć pociągnęła za sobą upadek morale
pozostałych wojsk, które albo uciekły w popłochu, albo rozbite podzielały los
wodza lądując w odmętach rzeki. Kolejnym, nieco głupawym, zwyczajem przeciwnika
był jego sposób szturmowania miast otoczonych kamiennymi murami. Komputer zwykł
posyłać do ataku siły o miażdżącej przewadze, jednak nie miał chyba pojęcia, co
zrobić ze zgromadzonymi wojownikami. Gdy dochodziło do szturmu (zwykle
wymuszonego przeze mnie), przeciwnik nie robił sobie nic z tego, że nie posiada
żadnych machin oblężniczych poza prostymi taranami, które i tak szybko zostawały
niszczone przez ostrzał ze strony moich łuczników i wież strzeleckich. Jasne
jest, że bez machin oblężniczych twierdza nie może zostać zdobyta. Nie było to
jednak na tyle oczywiste dla sztucznej inteligencji agresora. Żołnierze wroga
mimo braku jakichkolwiek szans na wygraną, czy chociaż na ubicie przyzwoitej
ilości moich łuczników, uparcie stali przed murami, przyjmując na siebie grad
moich strzał. Zwykle, gdy już jakieś 80% armii wroga zasilało glebę, komputer
decydował się na odwrót. Miałem szczerą nadzieję, że w dodatku takie przygody
zostaną mi oszczędzone. Na szczęście nie zawiodłem się. Walka na moście nie jest
już z góry przesądzona, ponieważ wprowadzono pewną innowację, a mianowicie,
możliwość przepraw rzecznych bez wykorzystania mostu. Pływać mogą lekkie
oddziały, w tym również konnica. Wymusza to całkiem nowe podejście do walk i
wyrównuje szanse obu stron na zwycięstwo. Nie należy jednak zapomnieć, że
przeprawa trwa dosyć długo, jednostki mogą potopić się w wyniku wycieńczenia,
bądź zostać bardzo łatwo zestrzelone przez łuczników. Co się tyczy oblężeń,
komputer w końcu zrozumiał, na czym polegał jego błąd i teraz próbuje trzymać
swoje jednostki poza zasięgiem rażenia łuczników, starając się najpierw
ostrzelać umocnienia pociskami miotanymi przez katapulty niszcząc kluczowe
miejsca, takie jak wieże i bramy. Jeśli powstanie wyłom w murach, przeciwnik
szybko rzuci się do ataku, nie dając nam okazji na przygotowanie obrony. Ponadto
chętniej korzysta z wież oblężniczych i drabin, próbując wyprzeć naszą obronę z
murów, po czym przejąć kontrolę nad bramą i otworzyć ją dla konnicy. Stara się
przy tym, aby nie narażać swoich sił na niepotrzebne straty, wysyłać na pierwszą
linię swoje najlepsze jednostki, by potem do pomocy rzucić resztę wojsk. Gdy
dochodzi do walk w otwartym terenie, przeciwnik stara się jak najszybciej
reagować na nasze poczynania, nie dając się otoczyć, pilnując flanek i obwodu.
Jeśli dostrzeże miejsce, w którym moglibyśmy ukryć naszych żołnierzy, nie zawaha
się przed posłaniem zwiadowców w tym kierunku. W trakcie bitwy niechętnie
rozdziela swoje wojska, próbuje wypatrzyć nasze słabe punkty i z determinacją
uderzyć w nie. Nareszcie korzysta z formacji, tworząc kliny dla swojej konnicy,
dodając jej siły przebicia, bądź formując zwarty szereg, gdy trzeba utrzymać
okupowaną pozycję. Chętniej pozwala swoim łucznikom przerzedzać nasze szeregi
przed właściwą szarżą, pamiętając przy tym, by nie posyłać do boju pojedynczych
jednostek. Mimo tak dużych postępów, ciągle zdarza mu się potknąć nie raz i nie
dwa, jednak w ogólnym rozrachunku, radzi sobie o wiele lepiej niż kiedyś. Nie
powinniśmy spodziewać się, że wzorem podstawowej wersji Rome’a będziemy wygrywać
bez trudu w większości bitew. Innym novum jest możliwość walk nocnych. Jeśli
tylko nasz dowódca posiądzie odpowiedni parametr, będziemy mogli zaznaczyć przed
bitwą czy życzymy sobie starcia w dzień czy po zmroku. Jeśli zdecydujemy się na
drugą opcję, nasze jednostki wyposażone zostaną w pochodnie, a armia objęta
zostanie dodatnimi bonusami wynikającymi z walki nocnej. Nie muszę chyba mówić,
że takie zmagania wyglądają naprawdę imponująco.