Kong to już inna para kaloszy. Nie potrzebuje on żadnych dodatkowych sprzętów do walki. Wystarczy mu naturalna siła. Do walki wykorzystuje łapy i zdolność wpadania w furię (po aktywowaniu tej funkcji goryl staje się silniejszy i wytrzymalszy na ciosy a ekran staje się żółtawy). Walka nim jest efektowna i bardzo przyjemna. Ciosy wykonywane przez nas powalają i łamią przeciwników. Na ekranie nie ma również paska życia. Gdy nasz bohater staje na krawędzi śmierci ekran monitora robi się bardziej czerwony, a gdy w takiej sytuacji zostaniemy trafieni, umieramy. Następnie zostajemy przeniesieni do najbliższego punktu zapisu.
Na naszej drodze staną istoty wzorowane głownie na mieszkańcach prehistorii. Raptory, wielkie kraby, nietoperze, węże i tubylcy. Nie ma tego wiele, ale na brak monotonii nie ma co narzekać. A tak, byłbym zapomniał o niekwestionowanym liderze, mianowicie T-Rexie. Jedynej istocie, która równa się z samym Kongiem. To właśnie walka między tym dinozaurem, a tytułową Małpą jest najbardziej efektowna. Przeciwnicy zachowują się, jak na nich przystało. Raptory starają się współpracować i omijają przeszkody, które przed nimi ustawiamy. Sztuczna inteligencja wyraźnie daje się odczuć i jest wykonana profesjonalnie. To samo można powiedzieć o zachowaniu naszych przyjaciół.
Głównym celem Carla i jego drużyny było nakręcenie filmu. Ale zmienił się on diametralnie i jedyne, co obchodzi naszego bohatera to fakt, aby wszyscy przeżyli i wydostali się z wyspy. Perypetie ludzi są bardzo realistyczne i przekonują o swej „prawdziwości”. Zachowanie niektórych nie raz sprawiało, że chciałem daną osobę zastrzelić czy chociaż uderzyć lewym sierpowym (nie z powodu błędów technicznych, ale ze względu na ich charakter, np. spójrzcie na Carla - to przez niego dostałem urazu do reżyserów ;-). Niestety autorzy nie przewidzieli odbierania życia głównym bohaterom, albo ich ekhm... uszkadzania, a szkoda.

Świat, jaki przemierzymy, pełen jest zieleni. Grafikom udało się bardzo ładnie odwzorować dżunglę, jaskinie, etc. Dzięki takim smaczkom, jak łańcuch pokarmowy czy płonąca trawa, mamy większą radochę z grania. Otóż w grze napotkamy np. larwy, które możemy nabić na włócznię. Gdy ją rzucimy gdzieś w zarośla, zaraz rzucą się na nią drapieżniki, które staną się pożywieniem większych istot i tak dalej. Ogień, płonący w różnych miejscach można wykorzystać rzucając go w trawę. Jeśli ktoś będzie się w niej znajdował, zginie niezależnie czy jest przyjacielem czy wrogiem. Dobrze wygląda także efekt ryku lub oszołomienia. Gdy dany potwór wyda z siebie przerażający dźwięk, ekran zaczyna falować, a my tracimy orientacje. Modele postaci i potworów wyglądają bardzo dobrze. Pod względem graficznym nie ma się do czego przyczepić. Jedyny mankament stanowi kamera w sytuacji, gdy gramy Kongiem. W niektórych momentach tracimy naszą postać z ekranu, często podczas walki. Dźwięk też jest niczego sobie. Odgłosy przyprawiają o dreszcze, a muzyka zmienia się w zależności od akcji. Szkoda tylko, że dzięki niej można czasami przygotować się na atak. Prawie zawsze zdarza się, że na moment przed atakiem muzyka przyspiesza. Mamy wtedy wystarczająco dużo czasu, aby się przygotować.
Jedno jest pewne. Twórcy programu postawili na emocje. Chociaż gra jest liniowa w stu procentach (więcej się nie da), to właśnie emocje powodują, że tak chętnie sięga się po ten tytuł. Takich skoków adrenaliny jak tu, nie było już dawno. Dzięki temu przeszedłem King Konga z ochotą, nie robiąc nic na siłę. Bieg pomiędzy nogami brontozaurów czy ucieczka przed tyranozaurem na długo pozostają w pamięci. Dodatkowy atut, pchający do dalszej rozgrywki, to dodatki, do których dostęp uzyskujemy podczas przechodzenia gry.
Uczciwie trzeba przyznać, że Ubisoft przygotował bardzo dobry produkt. Nie jest on może szczególnie wybitny, ale warto w niego zagrać. Mimo drobnych błędów gra się przyjemnie. W Polsce jego wydaniem zajęła się Cenega, po raz kolejny przygotowując profesjonalne kinowe tłumaczenie. Polecam nie tylko fanom goryli!