RHOOOOAR. Nadchodzi król dżungli. Panie i panowie, oto wielki i niezwyciężony Kong. Ponad trzymetrowa bestia pochodząca z Wyspy Czaszek. To, co widzicie, to prawda, on istnieje, a jego wyspa jest pełna stworzeń, o których istnieniu nie mieliście pojęcia. Bestii, które pragną jedynie Was pożreć.
Od jakiegoś czasu na ekranach kin święci triumfy „King Kong” w reżyserii Petera Jacksona. Specjaliści od marketingu stwierdzili to, co zwykle stwierdza się przy tego typu hitach - możnaby zarobić, wydając grę opartą na wydarzeniach filmowych. I tak otrzymaliśmy „Peter Jackson’s King Kong The Official Game Of The Movie” (uff, ale długi tytuł). Za realizację projektu zabrali się panowie z Ubisoftu. Ich praca mile mnie zaskoczyła. King Kong jest jedną z lepszych gier, opartych na filmie ostatnich czasów. Ale wszystko po kolei.

Jak zapewne każdy się domyśla, to, co ujrzymy na ekranie monitora będzie po prostu interaktywnym filmem (trochę przesadzam). Zarówno fabuła filmu jak i gry nawiązują do dzieła z lat trzydziestych pod tym samym tytułem. Wszystko dzieje się w 1933 roku, gdy do rąk Carla Denhama trafia mapa, na której zaznaczono położenie Wyspy Czaszek. Reżyser pragnie nakręcić na niej film swojego życia. Zatrudnia ekipę i wraz z nią wyrusza w drogę.
Nasza postać to Jack Driscoll - aktor i scenarzysta w jednym. W drodze ku sławie towarzyszy mu piękna Anna Darrow - aktorka wodewilowa, Hayes - pierwszy oficer, na jednostce Venture, która pozwoliła dotrzeć na wyspę, oraz Jimmy - młody marynarz, a raczej chłopiec okrętowy. Nie zapominajmy również o Carlu - sprawcy całego zamieszania. Ci ludzie tworzą zespół, który przeżyje (choć nie w pełnym składzie...) jedną z najmroczniejszych i najniebezpieczniejszych przygód swojego życia. A wszystko zaczyna się, gdy przesiadamy się ze statku do łódek....
Jak już wspomniałem, wcielamy się w rolę Jacka. Jednak w kilku etapach będziemy kierować poczynaniami tytułowego goryla. Sama rozgrywka to typowy strzelanka widziana oczyma Driscolla, polegająca na tym, aby wyrżnąć przeciwników i przeżyć. Etapy z Kongiem w roli głównej różnią się tylko elementami zręcznościowymi i widokiem w trzeciej osobie. Eliminacji wrogów sprzyja broń. Jej rodzajów jest kilka, ale autorzy dobrali je dobrze. Do naszej dyspozycji oddano pistolet (Lugera), karabin maszynowy (Tommy Gun), strzelbę snajperską, shotguna oraz moją ulubioną włócznię. Jak widać, broń jest zróżnicowana pod każdym względem. Jednocześnie można nosić tylko jeden egzemplarz broni palnej i włócznię, która występuje tu w dwóch odmianach. Pierwsza jest wykonana przez tubylców, dzięki czemu jest wytrzymalsza. Druga z kolei wykonana jest z kości lub kawałków drzew, ewentualnie z tego, co można znaleźć w dżungli. Dlatego jest to broń niewyczerpywana. Obecność dodatkowych magazynków do broni palnej została dobrze wkomponowana do gry, przez co nie mamy tu do czynienia z typową wadą, gdzie amunicja znajduje się wszędzie. Bardzo podoba mi się brak paska amunicji na ekranie. Zamiast tego o stanie nabojów dowiemy się od samego bohatera po naciśnięciu odpowiedniego klawisza.