|
Wtopa Capcomu?
Capcom – firma developerska, jak również wydawca stworzonych przez siebie tytułów, głównie zasłużyła się na rynku elektronicznej rozrywki przede wszystkim marką Resident Evil, której poszczególne odsłony odniosły niebywały sukces. Dlatego też uruchamiając grę Beat Down: Fists of Vengeance miałem niemalże pewność, iż do moich rąk trafił raczej produkt na wysokim poziomie. Rzeczywistość okazała się brutalna, zaś potwierdziło się to, iż od pewnej reguły są wyjątki. Zatem Capcom tworzy i wydaje świetne pozycje. Jednak tym razem to zdanie mija się z prawdą... Oj mija się.
Słowem wstępu, słów kilka o...
Pozwolę sobie od podstaw omówić najnowszy twór dalekowschodniej korporacji, bowiem wątpię, aby był on znany graczom. O Beat Down: Fists of Vengeance nie było ani głośno w prasówkach, serwisy nie zapowiadały tej gry – po prostu pewnego dnia do redakcji trafiła wersja promo owego produktu i cóż, trzeba było zrecenzować, wiedząc tylko tyle, że to od Capcomu. Po uruchomieniu okazuje się, że mamy do czynienia z trójwymiarową grą akcji, w której rozgrywka została przedstawiona z perspektywy trzeciej osoby, czyli zza pleców kierowanej postaci. Konkretniej rzecz ujmując: jest to bijatyka.
Wycieczka po Las Sombras
Akcja została umiejscowiona w fikcyjnym mieście Las Sombras, w którym rywalizuje ze sobą kilka gangów, zaś przodującym, wzbudzającym największy respekt jest ten prowadzony przez niejakiego Zanett’iego. Zatem tradycyjnie członkowie nielegalnej organizacji wykonują wszelakie zadania, powierzone im przez bossa. Wszystkie oczywiście kończą się pomyślnie, dlatego też żaden z gangsterów nie widzi nic dziwnego w tym, że szef postanowił wysłać swoich ludzi, ażeby ci sprawdzili, co planuje konkurencyjna ekipa, która bierze udział transakcji narkotykowej. Dopiero w momencie, gdy piątka najlepszych ludzi, jakich posiada w swoich szeregach Zanetti przybywa na miejsce ewentualnej wymiany towaru, okazuje się, że członkowie konkurencyjnego gangu są martwi, zaś ludzie Zanett’iego wpadają w pułapkę, bowiem okazuje się, że zostali posądzeni o zabranie narkotyków i pieniędzy do własnych kieszeni. Na (ich) szczęście, udaje się zbiec z miejsca zdarzenia... I w tym momencie do gry wkracza użytkownik, którego zadaniem jest pokierowanie po kolei każdym z pięciu gangsterów tak, ażeby przetrwali oni w mieście i oczyścili się – rzecz jasna – z zarzutów. Podczas przygody nasi bohaterowie mają możliwość zaciągania w swoje szeregi kolejnych postaci, które nabywają drogą rekrutacji. Te dołączają do składu, po uprzednim zmierzeniu się z nami. Rzecz jasna - muszą wygrać.
Fight!
Jednym z mocniejszych punktów jest walka. A jakże. Widać, iż twórcy najwięcej uwagi zwrócili na ten element, bowiem wykonany on został naprawdę solidnie. Może nie rewelacyjnie i innowacyjnie, ale jednak dobrze. Ciekawostką jest fakt, iż gracze, którzy nastawili się (a to przecież nic dziwnego) na walkę wyłącznie za pomocą rąk i nóg postaci, zostaną mile zaskoczeni. Bowiem zaimplementowany został motyw, który pozwala na „załatwienie” przeciwnika nie tylko kończynami, ale także przedmiotami znalezionymi na mapie. Tymi można rzucać we wroga, uderzać jego, etc.
Naturalnie tu
Miasto Las Sombras, którego eksploatację prowadzimy podczas całej przygody z grą, można powiedzieć standardowo, że „żyje swoim życiem”. Po ulicach przechadzają się postacie niezależne, a także bohaterowie „potrzebni” graczowi do wykonania poszczególnych zadań, tzn. potencjalni przeciwnicy do walki. Co ciekawe dla każdego z nich przygotowano przede wszystkim charakterystyczne zachowanie, a także podłożono każdemu z nich osobny głos. Należy koniecznie dodać, iż kwestie, jakie wypowiadają omawiane postaci, prezentują faktyczny stan tego, co moglibyśmy usłyszeć podczas wizyty w takim mieście w rzeczywistości. Roi się od przekleństw itd.
|