Informatycy z Deadline Games sądzili, że tworzą grę, która zdeklasuje GTA: San Andreas. Grę, która przez długi czas będzie zajmować nasze myśli oraz czas. Niestety, ich najnowszy produkt, o którym właśnie jest mowa – Total Overdose – pokazuje, że nie można mierzyć zbyt wysoko... Total Overdose zawita na ekranach naszych monitorów już w październiku.
Total Overdose z założenia miało być produkcją w klimacie znanym z filmu „Desperado”, a gatunkowo połączeniem GTA i Matrix’a czy Max Payn’a. Dzieło firmy Deadline Games jest połączeniem tych gier, niestety z każdej z nich zaczerpnięto jedynie kroplę z morza pomysłów.
Fabuła TO przedstawia się banalnie. Agent DEA w trakcie akcji prowadzonej przeciwko handlarzom narkotyków zostaje ranny, co może zaważyć na losie akcji. Ma on jednak brata bliźniaka, który mógłby go zastąpić. W osobę brata wciela się gracz, i ma za zadanie zlikwidować bossa mafii narkotykowej. Jak widać fabularnie produkt nie prezentuje sobą nic rewelacyjnego.
Zawiodłem się również, gdy spotkałem pierwszego przeciwnika. Owszem, szybko wyciągnął pistolet i zaczął do mnie strzelać – nawet celnie (czasami aż za celnie), jednak nie pomyślał, że przydałoby się ruszyć, ponieważ stojąc w miejscu jest dla mnie idealnym celem. Nie wpadło mu to do głowy i w związku z tym jego ciało już po paru sekundach leżało na ziemi. Ruszyłem dalej, w poszukiwaniu kolejnych wrogich jednostek. Właściwie zrobiłem około 3 kroków, gdy zza budynków zaczęło wysypywać się mrowie ludzi, uzbrojonych we wszelkiego rodzaju bronie białe oraz palne. Postanowiłem więc wykorzystać nieco możliwości mojego bohatera. Już po minucie gry okazało się, że zrobiłem wszystko, co moja postać potrafi. Mogłem rzucać się na boki w spowolnionym czasie, wbiegać na ściany i odbijać się od nich również spowalniając bieg czasu. I... to wszystko. W ten sposób wyeliminowałem setki przeciwników, sam tracąc jedynie ułamek punktów życia bohatera.
Produkt serwuje nam również parę „bardzo zabawnych” ataków specjalnych, pomagających „nieco” w eksterminacji wrogich jednostek. Do wyboru mamy niewiele: złoty pistolet, którego każdy strzał jest strzałem „między oczy”, tzw. „huragan”, czyli ostrzelanie z UZI wszystkich znajdujących się wokoło, użycie dwóch strzelających futerałów, znanych już z filmu Desperado. Do tego dochodzi jeden „bonusowy” atak, jednak go nie zdradzę – niech chociaż to będzie niespodzianką (jedną z bardzo niewielu).
Wyposażenie TO nie jest imponujące. Moim zdaniem tych parę pistoletów, strzelb, wyrzutnia rakiet, granaty i parę broni białych to zbyt mało jak na dzisiejsze czasy. Oczekiwałem czegoś więcej. Czegoś, co mnie zaskoczy. Niestety zawiodłem się – mamy do dyspozycji standardowy ekwipunek eksterminatora.
Grafika to kolejny wielki minus gry. Prezentuje się nawet nieco gorzej niż w słynnym San Andreas. Tekstury są wykonane niedokładnie, bez „zbędnych” detali. Otoczenie wygląda jeszcze gorzej. Schematy budynków co i rusz się powtarzają, to samo okna (można założyć, że w miasteczku znajduje się jedna firma produkująca ramy okienne), oraz ludzie poruszający się po ulicach. Modeli postaci jest jeszcze mniej niż w GTA!
Drugim ważnym aspektem gry (oprócz walki) jest podróżowanie samochodem. Modeli pojazdów jest nie więcej niż 20, z czego większość występuje okazjonalnie. Można sobie wyobrazić, jak wygląda ulica w TO – pełna takich samych maszyn, w których siedzą sami bracia bliźniacy. Model jazdy również nie stoi na najwyższym poziomie. Samochód zbyt często wpada w poślizgi, czasami zbyt szybko zwiększa prędkość, a innym razem wręcz przeciwnie. Do tego trzeba dołożyć absolutny brak realizmu modeli zniszczeń. Pojazdy właściwie im nie ulegają! Możemy z prędkością 200 km/h wjechać w budynek – co najwyżej zderzak się przekrzywi. Jednak wystarczy parę kul, żeby samochód widowiskowo (jak na możliwości graficzne TO) wybuchł.
Podsumowując – Total Overdose nie jest grą przełomową. Posiada zbyt wiele niedoróbek, oraz niewykorzystanych, nierozwiniętych pomysłów. Gra z ogromnym potencjałem, a jednak producenci poszli na łatwiznę i stworzyli coś, w co można pograć... jeśli nie ma się pod ręką czegoś na poziomie.
Prognoza: PRZECIĘTNA