Recenzja: Pro Evolution Soccer 6

Autor: Adam "Harpen" Woźny
Opublikowano: 1 stycznia 2007 r.

Pro Evolution Soccer 6 - recenzja

Pro Evolution Soccer 6, wedle zapowiedzi twórców – dalekowschodniego studia developerskiego KONAMI - nie miał wprowadzać powiewu świeżości do popularnych kopanek, lecz w nieznaczny sposób ulepszyć to wszystko, co było dobre w poprzedniej odsłonie cyklu, dodając kilka elementów, których można nie zauważyć gołym okiem. I tak też się stało. Jednak nie wszystkie z nowości mogą nas zadowolić. Dlaczego?
Otóż, CD Projekt - polski wydawca programu, w porozumieniu z producentem, postanowił stworzyć rodzimą wersję językową PES6. Przetłumaczono nie tylko napisy w menu, lecz zadbano także o to, by spotkania komentowali dwaj gwiazdorzy branży: dziennikarz Polsatu Sport – Mateusz Borek i redaktor naczelny Przeglądu Sportowego – Roman Kołtoń. Dodatkowo na okładce pojawił się Adriano (którego facjata zdobi wszystkie wydania gry) oraz Maciej Żurawski (figurujący na boxie wyłącznie w Polsce). Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że komentarz jest po prostu żenujący. Poszczególne kwestie wypowiadane przez w/w osobników brzmią nadzwyczaj sztucznie. Nierzadko zdarzają się również sytuacje, w których słowa padające z ust komentatorów nie mają w ogóle odniesienia do tego, co dzieje się na boisku. Pomijam już fakt, że zwykle trzy na cztery odzywki Kołtonia (który i tak odzywa się bardzo rzadko) występują po zakończeniu akcji i brzmią następująco „I aż się prosi o pytanie, czy aby na pewno musiał podawać?”. A to, że wirtualny piłkarz wraz z kolegami nie skleił akcji, tylko po prostu biegł sam przez połowę boiska finiszując swój rajd strzałem, nikogo już nie obchodzi. To jednak dopiero początek komedii. Uśmiać się można chociażby po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę. Wówczas Borek rzuca kilka tekstów, wśród których najbardziej zabawnymi wydają się „Drużyny zamieniły się stronami boiska” tudzież „Trenerzy wypuszczają identyczne jedenastki”. Jedyną rekomendacją może być cena programu (sugerowana 129,90 PLN, lecz już teraz w sklepie wydawcy można kupić grę za około 80 złotych, przy wykorzystaniu WPLN) oraz bezbłędnie wykonane tłumaczenia napisów (roboty nie było dużo, ale tę i tak można było spartolić, o czym świadczy przełożenie premiery omawianego tytułu – pierwotnie miał on zadebiutować w tym samym terminie co na świecie, ale ze względu na błędy w lokalizacji datę rynkowego debiutu przesunięto o kilka tygodni).

Pro Evolution Soccer 6 oferuje standardowe tryby rozgrywki, takie jak pojedynczy mecz, turniej (w którym zawarta jest także możliwość rywalizacji w lidze), karierę, trening oraz nową opcję nazwaną po naszemu Spotkaniem Międzynarodowym (gracz wybiera jedną z drużyn i bierze udział w szeregu spotkań, by zdobyć upragniony puchar. Tryb ten przypomina poniekąd mistrzostwa świata). Nie trzeba chyba wyjaśniać, na czym polegają pierwsze z wymienionych wariantów rozgrywki, lecz zaznaczyć należy, że poza nimi, gra oferuje także tryb rozgrywki wieloosobowej, który to jest esencją rozgrywki (ze względu na grywalność i podział na ligi, rankingi graczy, etc.). Nie tylko w wersjach konsolowych, lecz także i na pecetach pod warunkiem, że wyposażymy swojego blaszaka w odpowiedni kontroler. I pewnikiem nie będzie nim joystick. ;-) Na serwerach można znaleźć naprawdę sporą ilość graczy, chętnych rozegrać z nami niezobowiązujące spotkanie. Przyznać trzeba, że większość zawodników, którzy decydują się rozpocząć karierę w Sieci, reprezentuje naprawdę przyzwoity poziom gry, lecz zdarzają się i tacy gracze, którym brak obeznania. Wówczas niestety spotkanie kończy się wysokim zwycięstwem do zera. Szkoda, bo wtedy gra traci na miodności. A tej ogólnie rzecz ujmując – nie brakuje. Ba, można nawet powiedzieć, że wycieka ona ze wszystkich możliwych stron.

Omawiana produkcja charakteryzuje się niezwykłą dynamiką. Sam gameplay jest co prawda skonstruowany tak, by w PESie mogli odnaleźć się zarówno ci gracze, którzy preferują wolne rozgrywanie akcji, jak i ci lubiący w ekspresowym tempie przemieszczać pod pole karne przeciwnika. Jednak przyznać trzeba, że ci pierwsi nie mogą mieć tak samej siły przebicia, jak ci drudzy. No nieważne, do rzeczy zatem. Skąd ta szybka gra? Otóż autorzy postanowili zrezygnować z kilku kwestii na rzecz innych. Przede wszystkim warto zauważyć fakt, że sędziowie potrafią jeszcze lepiej zastosować przywilej korzyści, dzięki czemu nawet jednog czy drugie przewinienie może być odgwizdane dopiero po zakończeniu akcji. Arbiter pamięta wszystko i potrafi odpowiednio ukarać zawodników grających na faul, nie przerywając rozgrywki w kluczowym momencie. Kolejna sprawa to możliwość szybkiego wznowienia gry przy użyciu R1 i R2 w niektórych momentach. Gdy przykładowo piłkarz drużyny przeciwnej sfauluje naszego zawodnika mniej więcej w środku pola, wówczas program pokazuje nam na ekranie, że możemy od razu rozpocząć grę przy wykorzystaniu wspomnianych przycisków. Przydaje się to wtedy, kiedy chcemy szybko dokończyć akcję, a nie mamy zamiaru czekać na to, by przeciwnicy wrócili pod swoje pole karne. Takie sytuacje mają miejsce na co dzień w rzeczywistym świecie piłkarskim – to wiemy, lecz w PESie niestety brakowało tego elementu. Jednak nie mam zamiaru grze cały czas słodzić i muszę, z racji redaktorskiego obowiązku, wspomnieć o usterkach, które dręczą w trakcie zabawy. Nie ma ich wiele. Prawdę mówiąc jest jedna, ale za to bardzo poważna. Mowa o spalonych. Te odgwizdywane są oczywiście w momencie, gdy nasz zawodnik w momencie podania znajduje się za ostatnim z obrońców. Szkoda jednak, że bonusowo sędzia sięga po gwizdek, gdy piłkę poda nam zawodnik drużyny przeciwnej, tudzież gdy futbolówka odbije się od poprzeczki, słupka czy spojenia... Potrafi to naprawdę zirytować zwłaszcza, gdy przegrywamy jedną bramką, którą mogliśmy zdobyć właśnie wtedy, kiedy arbiter uniósł chorągiewkę. Kolejna sprawa to licencje. Naturalnie autorzy zadbali o to, by wykupić możliwość korzystania z nazwisk prawdziwych kopaczy i drużyn. Jednak i tak do ideału daleko, ale cieszy fakt, że możemy wreszcie zagrać Bayernem Monachium czy reprezentacją Holandii.

Z pewnością po raz kolejny bardzo mocnym atutem omawianej kopanki jest jej oprawa wizualna. Ponownie mamy do czynienia z niemal fotorealistyczną grafiką, charakteryzującą się wiernym odwzorowaniem poszczególnych zawodników, których możemy rozpoznać już z daleka. Dopełnieniem majstersztyku jest animacja kopaczy, jak i klimat towarzyszący nam w trakcie meczów. Ten stworzony jest nie tylko przy użyciu przyśpiewek kibiców, lecz także za pomocą zmiennych warunków pogodowych – grać możemy zarówno za dnia, jak i w nocy, w deszczu, śniegu czy przy rażącym w oczu słońcu. Zachowanie futbolówki również nie pozostawia wiele do życzenia. Tak, jak i w poprzednich odsłonach cyklu, tak i w tej, piłka zachowuje się nad wyraz realistycznie. Amatorzy mogą mieć problem nie tylko z jej przejęciem czy prowadzeniem, lecz w pierwszych kilku spotkaniach porządnie namęczą się, by oddać strzał w światło bramki. Co ważne jeszcze – łaciata nie klei się do nogi. To nie to, co konkurencja. ;-)

Słowem podsumowania. „Polecam najlepszą grę piłkarską” – taki oto napis widnieje na pudełku z PES 6, pod którym widnieje autograf gwiazdy polskiego wydania, Macieja Żurawskiego. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Wysoka sztuczna inteligencja przeciwników w trybie rozgrywki dla jednego gracza, świetny multiplayer, dynamiczny gameplay, polska wersja językowa (nie licząc komentarza) to tylko kilka z wielu zalet omawianej gry. Jednak, by w pełni rozkoszować się nią, wraz z pudełkiem należy od razu zakupić pada, gdyż niestety, ale na klawiaturze nie da się wykorzystać do cna zwrotności zawodników. Nie można również zagrać tak dokładnie piłki, jak przy użyciu kontrolera. Jednak co z tego, że konsolowatością bije od PES 6 na kilometr, gdyż i na PC jest on najlepszą kopanką, jaką kiedykolwiek widział świat. I mówię Wam to ja, który ma za sobą dobrych kilkaset meczy. No właśnie – kilkaset, nie zapomnijcie zatem, że ta gra wciąga bez reszty. Nie zapomnijcie o Bożym świecie.

Adam "Harpen" Woźny