No i nie udało się Namco zrobić kolejnej dobrej gry. Koncern mający w swoim dorobku tyle produkcji, że opisanie każdej z nich, nawet w dwóch zdaniach, zajęłoby mi pewnikiem kilka dni, tym razem zawiódł na całej linii. Najnowsza propozycja ojców Donkey Konga, sagi Ridge Racer czy Soul Calibur nie jest niestety taką, w którą chciałbym zagrać dla przyjemności. Niestety, z racji dziennikarskiego obowiązku musiałem się zaopiekować Mage Knight Apocalypse, czyli grą, w której przeniesiemy się do świata pierwotnie wykreowanego, na potrzeby gry planszowej, przez firmę WizKids Games.
Przyznać trzeba, że autorzy mieli dobry pomysł na Mage Knight Apocalypse, aczkolwiek nie udało się go im zrealizować prawie w żadnym stopniu. Zacznijmy może od fabuły. Jak zwykle nie jest ona najmocniejszym elementem całości i nie powoduje, że gracz zanurza się w rozgrywce po uszy, by poznać dalsze losy kierowanego bohatera. Nie będę się specjalnie rozpisywał na jej temat, lecz powiem, że scenariusz można ograniczyć do schematu „uratuj świat przed złem”. Rozgrywkę rozpoczynamy od wyboru jednej z pięciu zaimplementowanych postaci (wampirzyca, krasnolud, amazonka, elfa oraz mag Draconum, tj. stwór przypominający smoka), przygotowanych uprzednio przez programistów. Niestety, nie oddano do naszej dyspozycji żadnego kreatora, zatem nie mamy możliwości stworzenia własnego herosa. Kiedy już zdecydujemy, którą z postaci będziemy przemierzać świat gry, to czas się zapoznać z zasadami w nim panującymi. Przenosimy się wobec tego do krótkiego samouczka, a następnie do właściwej części zabawy.
Tę ostatnią najlepiej rozpocząć od zwrócenia uwagi na to, w jaki sposób będzie rozwijała się nasza postać. Widać, że autorzy chcieli pójść w nieco inną stronę, niż producenci znanych i lubianych gier z gatunku aRPG, i zastosowali nieco udziwniony system awansu naszego bohatera. Niestety w trakcie rozgrywki nie zbiera on punktów doświadczenia i nie „leveluje”, lecz rozwija się nieco inaczej. Otóż po każdym starciu z wrogiem powiększa się jego siła, zaś po wykonaniu danego zadania może wzrosnąć jego iloraz inteligencji. Warto tutaj zwrócić uwagę na pewne niedogodności. Bowiem jeśli chcemy rozwinąć daną umiejętność, a nie awansowaliśmy jeszcze na odpowiedni poziom w innym drzewku (tak, wszystkie skille prezentowane są na drzewkach), to musimy na siłę zająć się to poprzednią zdolnością, by odblokować kolejną tą, która jest nam potrzebna do dalszej egzystencji. Bo jak wiadomo, brak niektórych umiejętności może powodować zacięcie się w grze i niemożność pokonania kolejnych przeciwników.
Oczywiście, jak na grę z elementami cRPG przystało, na naszej drodze napotkamy różnego rodzaju bestie, które musimy unicestwić. Jednak nie ma co liczyć na duże zróżnicowanie wrogów i raczej trzeba być przygotowanym na to, że w kolejnych lokacjach będziemy spotykać ciągle tych samych nieprzyjaciół. Jedynie monotonnie kreatur może ratować to, że wszystkie z nich zostały obdarzone różnymi zdolnościami, które powodują, że niekiedy starcia nie są zbyt nudne. Przy okazji warto także napomknąć o tym, ze w trakcie rozgrywki będziemy zbierać różnorakie przedmioty, wypadające z przeciwników. Jednak kolejne elementy naszego ekwipunku znajdziemy również w dość pokaźnych skrzyniach ulokowanych na mapie. Lecz nie oszukujmy się – wszystkie bonusy w postaci złotych diamentów, świecących pierścionków, czy innych takich, nie mają większego wpływu na rozgrywkę.
Niestety, ale musze to powiedzieć. Mage Knight Apocalypse nie przyciąga do monitora z kilku powodów. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że rozgrywka tak naprawdę ogranicza się do biegania z punktu A do punktu B, by potem znów wrócić do A, zabijając po drodze kilku przeciwników i ewentualnie zbierając przedmioty. Gracza nie powali na kolana również ilość zadań (kampanię podzielono 6 rozdziałów, z których każdy złożony jest z trzech lub czterech w miarę rozbudowanych misji), a także czas potrzebny na ich wykonanie - całą grę można ukończyć w około kilkanaście godzin (może trochę więcej). A kilkanaście godzin to na action cRPG naprawdę mało zwłaszcza, że, jak już wspomniałem, rozgrywka jest niezwykle monotonna i zarazem liniowa. Jedynie może uratować ją to, że akcja umiejscowiona została w dość zróżnicowanych terenach, o zmiennych warunkach pogodowych. Zatem trafiamy zarówno na przepełnioną słońcem pustynię, jak również odwiedzamy lasy pokryte śniegiem, czy wszelakiej maści zamknięte lokacje, czyli jaskinie bądź krypty.
Prawdopodobnie najmocniejszym punktem programu jest jego oprawa wizualna. Pomimo, że w niektórych miejscach widać gołym okiem, w jaki sposób poskładano do kupy poszczególne tekstury, by stworzyć złudzenie niezwykle rozbudowanej w szczegóły lokacji, to i tak ma się wrażenie, że jakość grafiki jest naprawdę wysoka. Nieco gorzej jest z animacjami, gdyż te prezentują raczej mizerny poziom wykonania, podobnie zresztą, jak praca kamery. Ta ostatnia jest umiejscowiona w złym miejscu i bardzo rzadko daje się ją tak ustawić, by można oglądać wszystko to, co jest najważniejsze w danym momencie na ekranie. W grze pojawia się także muzyka, lecz w istocie nie ma ona żadnego wpływu na rozgrywkę, gdyż po jakimś czasie wszystkie motywy tak wpasowują się w tło, że zapominamy o ich istnieniu.
Reasumując, Mage Knight Apocalypse nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Nie jest to nawet przeciętna gra, która oferuje nam stare i sprawdzone schematy, chcąc nie wyróżniać się z tłumu. W tym przypadku widać, że twórcy mieli pomysł na to, by zaprogramować nieco innowacyjną produkcję z gatunku action cRPG, lecz niestety, nie podołali temu. Zarówno nieciekawa fabuła, liniowa rozgrywka, jak i szereg innych elementów (np. cena, która w Polsce wynosić będzie 99,90 PLN) nie przemawiają za zakupem recenzowanego tytułu. Już lepiej zainwestować w Dungeon Siege z Kolekcji Klasyki. Wówczas otrzymamy cztery razy więcej zabawy i frajdy, za czterokrotnie niższą cenę. ;-) Serdecznie polecam takie rozwiązanie i trzymanie się z daleka od nowego „dzieła” Namco.