|
Nie trudno zauważyć, że coraz więcej deweloperów próbuje naśladować Rockstar Games. Dowodem na to może być wręcz kosmiczna liczba gangsterskich dystrybucji. Zaliczają się do nich chociażby tak świetnie prezentujący się Godfather, będący pozycją zainicjowaną przez Electronic Arts, czy też utrzymany w bardziej westernowej konwencji Total Overdose, 25 to Life –ciekawie zapowiadająca się gra Eidosu, czy wreszcie druga część niebyt docenionego True Crime produkcji Activision. Wszystkich konkurentów na tym polu jest o wiele więcej, a wśród nich kilku tych, o których dotychczas nie było jeszcze głośno. Takim tytułem jest właśnie Just Cause powstający w studiu Avalanche, znajdującym się w niezbyt malowniczej stolicy Szwecji. To właśnie tam, w Sztokholmie, powstaje gra, która może najbardziej zagrozić pozycji lidera.
Fabuła
W Just Cause wcielamy się w amerykańskiego agenta CIA, niejakiego Rico Rodrigueza. Tajniak ten zostaje wysłany na jedną z wysp archipelagu San Esperito. Po przybyciu na miejsce i spotkaniu z informatorem Rico dowiaduje się, co go czeka. Jego zadaniem jest obalenie rządów Salvadora Montalbany - dyktatora, który zbiera na swoich wyspach broń masowego rażenia. Co gorsze, jest on wspierany przez potężny gang narkotykowy Rioja, a miejsce składowania ładunków jest nieznane, podobnie jak cel tego przedsięwzięcia.
Przyjaciele
Rzecz jasna, cała akcja jest ściśle tajna, ale wcale nie oznacza to, że Rico będzie zdany tylko na siebie. Już na początku pomogą nam lokalni wywiadowcy – Sheldon i dziewczyna o imieniu Kane, która okazuje się być dawną kochanką Amerykanina! Z kolejnymi misjami dołączą do nas następni sprzymierzeńcy, a wśród nich przywódca miejscowej partyzantki, którego Rodriguez wyciągnie z więzienia, a także jego seksowna siostra. Wkrótce respekt do nas poczuje także Edmundo Retinaldo – szef kartelu narkotykowego pracującego dla dyktatora.
Zadania
Obawy mogłaby budzić nieliniowość Just Cause, a raczej jej pozorny brak. Twórcy zapierają się, że gra będzie totalnie nieliniowa i dająca dużo swobody. Wbrew temu, co mówią, już pierwsza misja nie zaoferuje nam jakichkolwiek możliwości wyboru. Co więcej, praktycznie w całości została opisana skryptami, co oczywiście jeszcze bardziej podkreśla brak liniowości. Dyrektor Avalanche tłumaczy ten fakt, chęcią przeniesienia graczy od razu w sam środek akcji, by mogli zobaczyć, czego w dalszej części gry mogą się spodziewać. Potwierdzeniem jego słów może być choćby... druga misja, w której to wybierzemy jedną z wielu ścieżek, trudniejszych bądź prostszych, ale prowadzących do tego samego celu. Podobnie jak w GTA: San Andreas, zaraz po wykonaniu prologu będziemy w pełni swobodni.
|