|
Rico na swojej drodze spotyka wielu przeciwników, ze stojącymi na czele policjantami i wojskiem. Ich zainteresowanie naszą osobą jest wyrażone, w pięciostopniowej skali i podobnie do serii Grand Theft Auto, im wyższy stopień wskaźnika z tym większym zaangażowaniem będą nas ścigać. Nasi wrogowie są wyposażeni w podobną broń do nas, więc pod tym względem szanse są wyrównane. Niestety, jeśli chodzi o współczynnik inteligencji komputerowych postaci to trzeba nad nim jeszcze popracować. W zasadzie przez cały czas sami pchają się nam pod muszkę, wcale się nie ukrywając. Ich zachowania są schematyczne i przewidywalne.
Dawno temu jedna ze stacji telewizyjnych emitowała serial po tytułem „Żar tropików”. Po spędzeniu kilkudziesięciu godzin z Just Cause właśnie on przyszedł mi na myśl, a to ze względu na krajobraz jaki nas otacza. Wyspa jest ogromna, według oficjalnych informacji teren archipelagu to ponad tysiąc kilometrów kwadratowych. Większość z tego obszaru to zielona dżungla. Wszystkie miejsca „zielone” są zrobione doskonale. Gra nawet na najniższych ustawieniach oczarowuje grafiką. Tekstury drzew, krzewów są zadziwiająco piękne. Niewielki procent terenów to miasta, które powiedzmy szczerze stanowią tylko tło dla lasów. Wyspy połączone są mostami, a przez całe San Esperito przebiegają kilometry dróg. Poruszanie się pomiędzy poszczególnymi lokacji jest lekko uciążliwe, a to z powodu wielkości mapy i niektórym osobom może to znacząco zniesmaczyć rozgrywkę. Przy wielu trasach znajdują się wioski znane z amerykańskich horrorów klasy B. Wszystkie są małe i bardzo podobne do siebie. Podczas zwiedzania lokacji będzie nam towarzyszyła lekka muzyka łatwo wpadająca w ucho i co więcej nie nudząca się szybko (prawie wcale). Dźwięki, jakimi usłany jest świat także stoją na wysokim poziomie i dotrzymują kroku innym elementom produkcji.
Tworząc Just Cause producenci nie ustrzegli się kilku błędów, które, miejmy nadzieję, zostaną usunięte przez nadchodzące łatka. Jednym z nich jest przenikanie tekstur pojazdów przez drzewa. Nie mamy większego problemu, aby przejechać przez niektóre z nich. System uszkodzeń wozów także się nie sprawdza, bo o ile gdy strzelamy do nich z karabinu to jesteśmy w stanie uszkodzić opony czy zbić szyby, jednakże jeśli wyskoczymy samochodem choćby z największego klifu to przetrwa nie draśnięty. To samo tyczy się momentów, gdy przewrócimy nasz pojazd, on twardo wróci do prawidłowej pozycji. Hak, który posiada bohater potrafi się wbić nawet w pancerną blachę, ale żeby spróbować przy jego pomocy wspiąć się na jakiś budynek możemy tylko pomarzyć. Rico jest tajnym agentem i pewnie dlatego może wstrzymywać oddech pod wodą dopóty, dopóki z niej się nie wynurzy. W czasie podróży motorówką możemy zauważyć, że silnik (chodzi mi o tą część odpowiedzialna za wykonywanie skrętów) w ogóle się nie porusza. Tkwi cały czas w jednym miejscu, jakby był sklejony przy pomocy Super Glue. Prowadząc samochód możemy pochwalić fizykę jazdy, ale gdy przesiądziemy się na motor tę fizykę będziemy przeklinać. Najmniejszy ruch klawisza, a nasz jednoślad zmienia się w nieujeżdżonego konia.
Na wstępie porównałem Rodrigueza do dwóch aktorów. Bardziej trafne byłoby jednak porównanie go do odgrywanych przez nich postaci, Jamesa Bonda i El Mariachi, gdyż klimat programu przypomina nam tych dwóch bohaterów i ich ekranowe wyczyny. Just Cause pomimo kilku wad z pewnością jest bardzo dobrą produkcją. Co więcej jest ciekawą alternatywą dla ludzi znużonych serią Rockstar Games. Może i ten tytuł nie zdobędzie tylu fanów, ale z pewnością z czystym sumieniem mogą go polecić każdemu, gdyż mamy do czynienia z rasowym hitem!
Sebastian ”jedi_alan” Kędzierski 2 października 2006 r.
|