Ostatnio można zaobserwować pewną bardzo pozytywną tendencję. Następuje ona, co prawda wolno, ale mimo to jest dość zauważalna. Z pewnością się zastanawiacie, czego ona dotyczy. Ja powiem krótko - poziomu wykonania gier, które to powstają w naszym pięknym, lecz niedocenionym kraju. Coraz częściej na ustach zachodnich graczy pojawia się polski tytuł. Na razie nie możemy się pochwalić tyloma dobrymi grami, jak na przykład nasi południowi sąsiedzi Czesi, ale ten stan rzeczy powoli zaczyna się zmieniać, a to za sprawą takich firm jak People Can Fly, Reality Pump czy Techland. Właśnie dzięki PCF i jego wspaniałym Painkiller`rze, Polska nie jest już kojarzona z samymi gniotami i możliwe, że nie będzie już nigdy. Jest szansa, że tak się stanie, bo na horyzoncie mamy tyle ciekawych tytułów, jak nigdy dotąd. Wystarczy, że podam trzy, które to w tej chwili robią największe wrażenie. Są to Wiedźmin, Diabolique: Licence to sin i Call of Juarez. Jak już zapewne wiecie po tytule zapowiedzi, skupię się właśnie na tej ostatniej.
Odpowiedzialnym za jego powstanie jest wrocławskie studio Techland, które to ostatnimi czasy zabrało się ostro do pracy. Na tegorocznych targach E3 zaprezentowało aż cztery nowe gry, z czego jedna jest kontynuacją poprzedniczki, a reszta całkowicie nowymi tytułami. Z całej tej grupki największe wrażenie robi CoJ, czyli pierwszy polski wirtualny western z prawdziwego zdarzenia. Pierwotnie omawiany przeze mnie projekt ochrzczono mianem The Lawman, ale obecnie postanowiono przemianować go na tytuł Call of Juarez. Zmianom nie uległa tylko nazwa, ale niemal cały mechanizm gry. Początkowo CoJ miał być strzelanką, o wyraźnym arkadowym charakterze, a myśl przewodnia polegała na szybkim i celnym likwidowaniu wrogów. Jednakże zdecydowano się na odejście od tego pomysłu na rzecz poważonego shootera z bardzo dużym naciskiem, położonym na fabułę. Posunięcie to wydaje się jak najbardziej uzasadnione. Gdyby przeanalizować cała historię gier, dziejących się na dzikim zachodzie, można dojść do wniosku, że prócz świetnego Outlaws, nie było już żadnego godnego polecenia tytułu. Z jednej strony jest to trochę zaskakujące, ale z drugiej może wynikać z faktu, że nie ma popytu na tego typu gry.
Fabuła CoJ prezentuje się bardzo smakowicie i ciekawie. Oparta ona będzie na klasycznym konflikcie dwóch bohaterów o odmiennym charakterze i w nowatorski sposób pozwoli graczowi wcielić się podczas rozgrywki w każdego z nich: Billy`ego, przestępcę i uciekiniera lub Ray`a, którego celem jest dopadniecie Billa. Wszystko to zostanie rozłożone na dwanaście obszernych scenariuszy, a cała historia będzie ulokowana w dziewiętnastowiecznym miasteczku Ciudad Juarez, w północnym Meksyku. Szkoda, że nie mamy więcej informacji odnośnie tego, jak będzie wyglądało to wcielanie się w obie postacie. Nie wiadomo, czy będzie to polegało na wykonywaniu każdej misji z pozycji Billego, jak i Raya, czy też na zmianie bohatera z biegiem wydarzeń.
Tak jak i w dobrym westernie, tak i w Call of Juarez zostaniemy świadkami widowiskowych akcji. Twórcy obiecują, że nie zabraknie pojedynków w samo południe, strzelalin na ulicach, napadów i pościgów konnych. Tylko czym były by pojedynki, bez użycia broni? W tej kwestii autorzy przygotowali zestaw realistycznych pukawek, pochodzących z tamtej epoki. Nie należy więc oczekiwać na szybkostrzelny automat „wypluwający” tysiąc naboi w minutę, a właśnie na broń, której celność i szybkość pozostawia wiele do życzenia.