11 września. Data symbol. Dzień żałoby całej Ameryki. Dzień, w którym dokładnie 5 lat temu poznaliśmy znaczenie słowa "terroryzm", tak gorzko przekonaliśmy się o jego sile. Dzień cierpienia, smutku, melancholii, zamachu na wolność nie tylko mieszkańców Stanów Zjednoczonych, ale także całego demokratycznego świata. Dzień, w którym porwane zostały 4 samoloty - dwa z nich uderzyły w wieże World Trade Center, a jeden w budynek Pentagonu. Czwarty i zarazem ostatni ze sterroryzowanych samolotów nie doleciał jednak do celu, którym najprawdopodobniej miał stać się Biały Dom. Te pamiętne wydarzenia bardzo wiernie obrazuje film w reżyserii Paula Greengrassa, zatytułowany "Lot 93".
Wszyscy pamiętamy, co działo się dokładnie 5 lat temu, dlatego też nie ma sensu zagłębiać się w fabułę obrazu, gdyż jest ona dość wierną kopią rzeczywistości. Wystarczy powiedzieć, iż akcja dzieje się praktycznie tylko w trzech miejscach - na lotnisku, tuż przed odlotem samolotu linii United Airlines z New Ark do San Francisco, w Stacji Kontroli Lotów oraz na pokładzie samego Boeinga 757-222. Całość skupia się wyłącznie na ukazaniu wydarzeń z 11 września 2001 roku. W filmie nie ma więc miejsca na wszelkie wątki poboczne, historyjki miłosne, zagłębianie się w prywatne życie poszczególnych pasażerów samolotu, co znamy z podobnych produkcji, w których to maszyna, znajdująca się na pełnym niebie zostaje porwana lub też przytrafia się jej jakaś poważna awaria. Tym razem wszystko jest skumulowane wokół epicentrum wydarzeń.
Film został tak nakręcony, aby aktorstwo, czy jakiekolwiek inne kryteria, które zazwyczaj bierze się pod uwagę przy ocenie tego typu obrazu, zeszły na plan dalszy. W obsadzie nie ma więc wielkich nazwisk. Dla Khalida Abdalla, który wcielił się w rolę Zaida, był to debiut na dużym ekranie, a jedynymi aktorami, mogącymi poszczycić się pokaźniejszym dorobkiem są April Telek, Christian Clemenson oraz Kirsten Williamson. Wszyscy dobrze wykonują powierzone im zadania, sprawiają ogromne wrażenie realizmu.
Główna w tym jednak zasługa reżyserii. "Lot 93" jest suchy, pozbawiony efektów specjalnych. Muzyki też jest niewiele, lecz pojawia się w najbardziej odpowiednich momentach, stwarzając odpowiedni klimat tragedii, rozgrywającej się na naszych oczach. Bardzo przypadła mi do gustu praca kamery. Każda scena wygląda tak, jakby była kręcona na żywo, wtedy, 11 września 2001 roku. Z jednej strony amatorskie wręcz ujęcia, rozmywający lub trzęsący się obraz, z drugiej to niewiarygodne odczucie realizmu. Oddanie dramaturgii sytuacji, odpowiednie ukazanie ludzkich uczuć, zmagania się z terrorystami i samym sobą.
"Lot 93" to film nie tylko o tragedii, ale także o zwycięstwie, jakie człowiek może odnieść głównie nad samym sobą. Pokazuje nam przecież bohaterską i heroiczną walkę z uzbrojonymi terrorystami na pokładzie samolotu, wzniesionego kilka tysięcy metrów nad ziemią. Heroiczną tym bardziej, iż pasażerowie zdają sobie sprawę, co wydarzyło się wcześniej tego dnia. Odczuwają na sobie presję, odpowiedzialność za kraj, w którym żyją. Wiedzą doskonale, iż muszą zaryzykować, wziąć sprawy w swoje ręce, poświęcając być może swoje życie. Walczą do końca, pomimo narastającej paniki, wszechobecnego chaosu i to chyba właśnie jest clue tego filmu - walka do samego końca nawet w beznadziejnej sytuacji. Każda tragedia ma swoich cichych bohaterów, którzy pokazują nam, jak stawiać czoła przeciwnościom losu. Dopóki istnieje choć cień nadziei...
Film w reżyserii Paula Greengrassa jest obrazem szczególnym z kilku względów. Pierwszym i zarazem najważniejszym jest fakt, iż porusza on tematykę tak bliską nie tylko Amerykanom (choć im szczególnie), ale i całemu światu, który rok w rok 11 września jednoczy się w żałobie z całymi Stanami Zjednoczonymi. Niezwykłość polega też na specyficznym ukazaniu poszczególnych scen. Muszę przyznać, że takiego właśnie suchego, pozbawionego zabarwienia obrazu się spodziewałem, a twórcy mnie nie zawiedli. W końcu "Lot 93" jest również szczególny, ponieważ na tle ogromnej tragedii pokazuje heroizm szarych, zwykłych ludzi, ich odwagę i determinację. Jest to swego rodzaju hołd dla tych anonimowych pasażerów, którzy zrobili to, co uważali za słuszne - bronili swojego kraju jak potrafili najlepiej, i choć imienia żadnego z nich nie będziemy pamiętali, to jednak czyn, którego dokonali, na zawsze wpisze się złotymi zgłoskami w czarne karty historii. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, oby tych złotych zgłosek było jak najwięcej, a czarnych kart jak najmniej...
Film dedykowany pamięci wszystkim tym, którzy stracili życie 11 września 2001 roku.