kurs uwodzenia --->


Menu  » Home  » Wiadomości  » Encyklopedia  » Zapowiedzi  » Recenzje  » Poradniki  » Publicystyka  » Forum

Inne  » Galeria  » Kody  » Pliki  » Konkursy  » Producenci / Wydawcy  » Rankingi  » Redakcja / Kontakt

Inne  » Zaloguj się  » Rejestracja

Inne

We have best tips and tricks for games!




Call of Juarez - beta test

Poleć artykuł Drukuj

Nienawidzę westernów. Nienawidzę z całego serca, dlatego właśnie nadchodzący hit (a jak!) Techlandu, Call of Juarez, mnie absolutnie, do tej pory, nie interesował. Brudne spelunki, napaleni i wiecznie nawaleni pseudokowboje i jeden muchacho myślący, że jest lepszy od drugiego. Ale może właśnie to skłoniło mnie do przyjrzenia się tej pięcioetapowej becie udostępnionej przez Techland dla mediów. Chciałem się chyba na czymś wyżyć, powkurzać nieco, bo musicie wierzyć, że z czego, bo z czego, ale z czepialstwa i wybuchowości to ja znany akurat jestem. No cóż, (nie)stety nie miałem zbyt wiele powodów do narzekań tego dnia (nie licząc złośliwości pewnego znanego, komercyjnego oprogramowania, przez które utraciłem wiele cennych danych, w tym niesamowite i efektowne screenshoty prosto z gry). Po wrzuceniu gry na dysk i przekonaniu wielbionego przez tłumy (ironia zamierzona) StarForce’a, że nie próbuję uruchomić pirackiego oprogramowania – nie obyło się bez pomocy Techlandu - moim oczom ukazało się menu główne. No to zaczynamy.




Bardzo dziki zachód
Jak łatwo się już na tym etapie domyślić, akcja CoJ dzieje się na dzikim zachodzie, tematyce tak rzadko poruszanej wśród producentów gier komputerowych. Uważam, że nie ma sensu dogłębnie opisywać fabuły, gdyż to swojego rodzaju grzech – niech za rekomendację posłuży fakt, że mi się bardzo spodobała, a jak pisałem, fanem westernów i wszystkiego z nimi związanego nie jestem. Historia przedstawia losy dwóch mężczyzn – łowcy i zwierzyny. Billy, bo tak ma na imię pierwsza z grywalnych postaci, powrócił do swojego rodzimego miasteczka, aby zobaczyć się z matką. Pech chciał, że został przyłapany przez lokalnego alfonsa na próbie darmowego skorzystania z usług dawnej znajomej, a obecnie panny o lekkich obyczajach. Cudem udało mu się zbiec, ale na wieść, że za jego głowę wyznaczono sowitą nagrodę w postaci półgodzinnej przejażdżki z ową (lub na, jeden pies) panną lokalne menelki postanowiły mu nieco utrudnić wydostanie się z miasta. Ambitnie, nie ma co. Kolejną z postaci jest obecny wielebny (fanatyk z niego jak diabli, bo to niby w imię Pana rozwala co to mu się napatoczy pod lufę) a dawny awanturnik i rewolwerowiec Ray. Wkrótce jednak zauważa Billy’ego stojącego nad ciałem zabitej matki i ojczyma (napis z krwi na drzwiach brzmiał Call of Juarez). Na widok pastora pan Świeczka (tak to pieszczotliwie na niego mówiono) postanowił zwiać, a więc wnioski wysunęły się same – morderca. Ray, w imię Pana, postanowił schować biblię i sięgnąć do skrzyni po dwa stare rewolwery, aby wymierzyć sprawiedliwość na domniemanym matkobójcy. I tak oto rozpoczyna się gra, a dalej jesteśmy wiedzieni przez więcej intryg, jak np. załamanie, utrata wiary w samego siebie i drogi Sprawiedliwego, porwania, nowe poszlaki. Naprawdę jest co poznać, gra z pewnością jakiegoś Oscara za scenariusz nie zdobędzie, ale nie jest to też pierwsza lepsza historyjka wymyślona podczas posiedzenia w toalecie. 


Pojedynki w samo południe
Call of Juarez to gra akcji z widokiem pierwszoosobowym. Chociaż autorzy szczególny nacisk położyli na „akcji”, to jednak jest też wiele momentów czysto zręcznościowych nie mających wiele wspólnego z rozwalaniem kolejnych moczymord. Zacznę od, moim skromnym zdaniem, zdecydowanie najgorszego aspektu produkcji – skradania. Jeśli zachcę czekać godzinami schowany w cieniu to, na litość boską, odpalę sobie Splinter Cella. Już w pierwszej misji, gdzie Billy musi zwiać z osaczonego miasteczka ten element pokazuje jak wybitnie jest frustrujący. I chociaż próbowałem na najniższym poziomie trudności, a wszystkie Splinter Celle zaliczam jedną ręką na najwyższym poziomie to tutaj nie mogłem sobie poradzić i po prostu odpuściłem. Ciągłe qucik-save i quick-load nie są ulubioną czynnością graczy. Chowając się za skrzynkami trzeba czekać na odpowiedni moment, aby przedostać się dalej niezauważonym (bo jak nas spostrzegą, to jak mawiają – dupa blada). Całość opiera się na skryptach, co w tym przypadku jest raczej zaletą, bo inaczej niż wyuczenie się tego na pamięć ja tego nie widzę. Dodam jeszcze, że timingi działania są bardzo ścisłe i nawet sekunda opóźnienia zakończy się niepowodzeniem, a często nie możemy mieć na oku wszystkich przeciwników i idziemy w ciemno. A głusi i głupi (są i spostrzegawczy i lubią kombinować podczas starć, aczkolwiek do tych geniuszów z F.E.A.R.-a chyba im trochę brakuje) to oni nie są, oj nie. Na całe szczęście w pozostałych czterech udostępnionych etapach nie musiałem już jak idiota czyhać za beczką z napisem TNT.


Strony: 1 | 2 | 3 Następna strona »



Błąd: Nie można wykonać zapytania do bazy danych.

Debug: Unknown column 'email' in 'field list'
( Nie skomentowano jeszcze )

Dodaj komentarz
Nick (*):
Email:
Komentarz (*):
(*) - wymagane pola


Mocny.com

LINKI POZYCJONUJACE:
nauka Brazylijczycy - strona 2 kredyt na samochód chirurgia estetyczna kulturystyka