Tytułem wstępu
Gdy do moich rąk trafiła paczka z grą Podróż do wnętrza Ziemi, nie byłem do końca pewien, czy to właśnie ja powinienem brać się za testowanie tej pozycji. Jednak po pewnym czasie stwierdziłem, że zrobię to, aczkolwiek do tego tytułu podszedłem z wielkim dystansem. Jednak, o dziwo, zostałem bardzo mile zaskoczony. „Podróż...” to może nie gra wybitna, ale bardzo interesująca i zapewniająca kilkanaście (wg twórców około 30-40) godzin miłej rozgrywki, bo... Właśnie? Co takiego jest w tej produkcji, że „przykleja” do komputera? O tym w dalszej części recenzji.
O Juliuszu Verne słów kilka
Zanim przejdę do opisywania gry, wspomnę co nieco o niejakim panu, który żył w latach 1825-1905, był francuskim pisarzem i podróżnikiem. Nazywał się Juliusz Verne i napisał takie powieści, jak na przykład „20 000 mil podmorskiej żeglugi”, „Tajemnicza Wyspa”, „W 80-dni dookoła świata”, a także „Podróż do wnętrza Ziemi”. Ta ostatnia była inspiracją dla programistów ukraińskiego studia Frogwares, które stworzyło grę przygodową o tym samym tytule. Należy dodać, że to, co zobaczymy na ekranie komputera, nie jest przeniesieniem książki do świata wirtualnej rozrywki, albowiem twórcy nie wzięli „żywcem” fabuły z powieści, lecz sami wykazali się inwencją. Wprowadzili masę różnych zagadek, dodając do „Podróży...” szereg nowych postaci, a także nowe miejsca, w których dzieją się wydarzenia...
Jak trafić do wnętrza Ziemi?
Bohaterką gry jest młoda (i nawet ładna) fotoreporterka, o przyjemnie brzmiącym imieniu Ariane, która pracuje dla magazynu „Horyzonty” (odpowiednikiem w realnym świecie może być na przykład kanał telewizyjny Discovery). Podczas jednej z misji dziennikarskich, mających na celu znalezienie ciekawego materiału, przytrafia się jej nieszczęśliwy i niespodziewany wypadek - transportujący ją helikopter rozbija się na Islandii, koło wulkanu Snaefell. Ariane, po wyjściu z wraku i zorientowaniu się w sytuacji, dochodzi do wniosku, że pilot helikoptera gdzieś zaginął - postanawia go poszukać i po pewnym czasie, nie wiadomo dlaczego, budzi się na jednej z egzotycznych plaż. Dowiaduje się, że jest kilkaset metrów pod powierzchnią Ziemi! Poznaje tam nową cywilizację, która (jak się okazuje) jest w niebezpieczeństwie. Ponieważ więcej o fabule możecie przeczytać na stronie polskiego dystrybutora, czyli firmy Techland, dlatego ja sobie pozwolę na tym etapie zakończyć jej opisywanie i przejdę do bardziej ciekawszych i ważniejszych rzeczy.
Oprawa audio-video wprawia w osłupienie (?)
Przede wszystkim grę, poza ciekawą fabułą, charakteryzuje bardzo dobra (żeby nie powiedzieć wręcz świetna) oprawa wizualna. Co prawda zastosowano stare, jakże sprawdzone rozwiązania (tj. system point and click, dwuwymiarowe tła i postacie w 3D), ale mimo wszystko jest co chwalić. Podczas przechodzenia kolejnych etapów i rozwiązywania ciekawych zagadek, przenosimy się na zróżnicowane tereny, takie jak chociażby piękne miejsca, w których przeważa zieleń (wiecie: trawa, drzewka itd.) lub biel (trochę tam śniegu napadało). Poza tym gracz odwiedza także szereg różnych, a jakżeby inaczej, pięknie zrobionych miejsc. Postacie, w przeciwieństwie do terenów, nie są już tak szczegółowo wykonane, aczkolwiek patrzenie na nie, nie powoduje, że gracz błaga tylko o to, aby jak najszybciej się ich pozbyć. Po prostu są przyzwoicie, aczkolwiek nie rewelacyjnie, wykonane. Nie rażą w oczy.
Jeżeli natomiast chodzi o muzykę, to tutaj również należą się wielkie brawa dla jej autorów. Spodziewałem się, że nie będzie mi dane wczuć się w grę, dzięki tak świetnie skonstruowanej oprawie audio. A jednak - jest klimatyczna. Oczywiście podczas rozgrywki pojawiają się poza tym różnego rodzaju dźwięki (czytaj: odgłosy natury, sekwencje wypowiadane przez bohaterów, szum morza, śpiew ptaków itd. itp.), których wykonanie jest nie tylko przyzwoite, lecz wybija się nieco ponad standard. I bardzo dobrze!
Zagadki i interfejs, czyli to, co w grach przygodowych rzeczą najważniejszą jest
„Podróż do wnętrza Ziemi”, a właściwie próby wydostanie się ze środka naszej planety, to szereg zagadek do rozwiązania. Czasem trudnych, innym razem banalnie prostych. Są takie etapy w grze, w których ci mniej doświadczeni użytkownicy, mogą mieć niemałe problemy z łamigłówką i co wtedy? Pozostaje albo męczyć się tak długo, aż się uda (ale przecież komu się chce siedzieć i trudzić, nie czerpiąc z tego żadnej satysfakcji), albo po prostu skorzystać z solucji (dostępne są już poradniki w języku polskim, a także angielskim).
Mówiłem, że zastosowano sprawdzony point & click - rzecz jasna wyszło to grze na dobre. Poza tym, cały interfejs w Podróży... jest bardzo przejrzysty i intuicyjny. Nasza bohaterka, będąc tak naprawdę sama w nieznanym miejscu, ma na swoim wyposażeniu specjalny komputer, dzięki któremu może wysyłać maile - taki rodzaj kontaktu ze światem. Oczywiście po pewnym czasie w naszym ekwipunku nagromadzi się masa przedmiotów. Warto dodać, że najlepiej zbierać wszystko, co znajdziemy po drodze, gdyż każda rzecz może być później potrzebna. Nigdy nie wiesz, co cię czeka.
Kinowa wersja polska
Jak już pisałem parę akapitów wyżej, za wydanie gry w Polsce odpowiada Techland. W ogóle dobrze, że Podróż do wnętrza Ziemi trafiła do Polski, bo to ciekawy produkt, w dobrej cenie (kosztuje u nas niecałe 70 złotych), zapewniający kilka dni zabawy. Poza tym, tytuł ten został wydany jedynie w kinowej wersji, co oznacza tyle, że kwestie wypowiadane przez Arianę i innych bohaterów są w języku angielskim, a na ekranie widać napisy w naszym ojczystym języku. Do tego rodzaju polonizacji nie można mieć zastrzeżeń, bo jest wykonana niemalże bezbłędnie. W końcu to najmniej kłopotliwy rodzaj wersji PL do wykonania...
Kilka słów od autora...
Podróż do wnętrza Ziemi to gra przygodowa, która na rynek weszła „po cichu” i zrobiła nieco szumu, dlatego też polecam ją wszystkim fanom gatunku, a także tym graczom, którzy mają ochotę na dość ciekawą wędrówkę. Produkt szybko się nie nudzi, sprawia czasem problemy, większe lub mniejsze, przez co jest grywalny.