Nie przesadzaj z osadnikami...
Jedną z bardziej widocznych nowalijek już na początku rozgrywki jest zmiana sensu myślenia co do rozwoju. W poprzednich częściach najważniejszym było zagarnięcie jak największej ilości terenu, co równało się właśnie z urbanizacją. W Civ4 jest jednak już inaczej. O wiele więcej zależy od otaczającego nas terenu, a dokładnie od dostępnych surowców, bowiem to właśnie bogactwo naturalne w znacznym stopniu ustosunkowuje nasz rozwój. Odpowiednie surowce w pobliżu miast i dobre ich spożytkowanie na budowę to klucz do sukcesu. Nie popełniajcie więc mojego błędu i nie bawcie się w poszerzanie granic, bo skończycie z głupią miną na twarzy, gdy wróg najedzie Was jednostkami o jakich jeszcze nie słyszeliście. Inną sprawą jest z kolei planowanie rozwoju już istniejącego miasta. W „czwórce” mamy nie tylko znane już wszystkim irygacje, drogi i kopalnie. Do wyboru dostajemy także plantacje, osady, młyny, winnice i wiele innych możliwości zagospodarowania terenów wokół miast. Będziemy musieli więc wysilić się troszkę więcej niż zwykle i z góry zacząć planować rozwój aglomeracji w odpowiednim kierunku.
Religia – opium dla ludu...
Religie to swoista nowość w Cywilizacji. Wybór swojego proroka jest o tyle ważny, gdyż nie tylko działać będzie niczym miód na serca naszych buntujących się podwładnych, ale także może prowadzić do wielkiej wojny, jeśli nasi sąsiedzi mają skrajnie inne poglądy na ten temat. Możemy oczywiście wysyłać na wrogie tereny misjonarzy, którzy będą próbować nawracać innowierców na nasze, jedyne słuszne wyznanie. Przy okazji posłużą oni jako zwiadowcy, którzy odsłonią nam trochę wrogie tereny, co ułatwi planowanie podboju. Jeśli z kolei trafimy na nację o takim samym wyznaniu jak nasza, to nie będziemy musieli się raczej obawiać ataków z jej strony. W tym miejscu jeszcze pozwolicie, wspomnę także o wielkich osobistościach, które mogą narodzić się w naszych miastach, jeśli tylko budować będziemy w nich cuda, dając nam różnorodne bonusy, jak odkrycie za darmo nowej technologii, rozpoczęcie Złotej Ery czy chociażby wybudowanie głównej świątyni naszej religii, co ułatwi jej ekspansję na kolejne miasta.
Dziel i rządź.... albo nie dziel...
W nowej Cywilizacji w niepamięć odeszły czasy zmieniania ustrojów, co wiązało się z chwilową anarchią. Teraz nie tylko praktycznie nie ma takowego buntu, to jeszcze trudno już mówić o ustrojach jako takich. Obecnie są one jedynie podstawą do dalszego rozwoju systemu rządów, który polega na wyborze cech z pięciu podstawowych dziedzin – władzy, ekonomii, religii, prawa i pracy. Cechy te można do woli łączyć ze sobą tworząc tak ciekawe byty jak teoretycznie wolnorynkowa gospodarka i komunistyczne rządy, jak to w najludniejszym kraju świata jest obecnie. Oczywiście kombinacji takich jest o wiele więcej, choć brakuje mi tu możliwości stworzenia rządów bliźniaków, co mogłoby na przykład skutkować podwojeniem wydajności naszego państwa (szkoda że nie ma tak w rzeczywistości).
Technologia + wojsko = wygrana
Jak zwykle Sid Meier oddał nam do dyspozycji rozbudowane drzewko technologii, które jest bardziej „elastyczne” niż w poprzednich częściach. Już nie musimy sztywno podążać za technologicznym sznureczkiem w celu dotarcia do jakiejś nauki – możemy używać skrótów, dzięki czemu pomijając niektóre dziedziny, dotrzemy do interesującego nas wynalazku. W Cywilizacji 4 dostępnych jest kilkadziesiąt jednostek wojskowych. Nowością są poziomy doświadczenia, zdobywane po każdej udanej walce. Dzięki nim nasi wojacy będą otrzymywać do wyboru specjalne bonusy ataku bądź obrony. I tutaj właśnie zaczyna się główkowanie, bowiem ważnym elementem naszej wojennej machiny jest dobór rodzajów wojsk i ich odpowiednie promowanie w drodze awansu. Przed atakiem trzeba wysilić swoje szare komórki i zaplanować jakimi wojskami atakować i przewidzieć tudzież zaplanować, przynajmniej na kilka najbliższych tur, ewentualne manewry wroga jak i nasze. Takie rozwiązanie sprawia, iż walka jest o wiele ciekawsza niż w poprzednich częściach, a co za tym idzie oczywiście lepsza.