Najnowsza część kultowej serii Cywilizacja na sklepowych półkach jest już od dość dawna, a obecnie nawet doczekała się dodatku i choć osobiście grałem w nią już jakiś czas temu, postanowiłem wrócić do niej właśnie teraz. Moje intencje są proste – dowiedzieć się czy Cywilizacja IV autorstwa Sida Meiera potrafi przetrwać próbę czasu i po dłuższej przerwie ponownie wciągnie na długie godziny zapalonego gracza, tudzież zainteresuje nowicjusza.
Na początek jednak dość nietypowo zacznę od oględzin polskiej edycji. Wydana przez Cenegę wersja tejże strategii zasługuje na głośne i wyraziste „Dziękuję”. W pudełku oprócz płyty DVD z danymi znajduje się także dodatkowy dysk z patchami i łatką polonizującą oraz dodatkowymi materiałami. Dzięki temu możemy zagrać w angielską lub polską wersję językową (przetłumaczone zostały wszelkie teksty). Jednak to nie wszystko, bowiem w opakowaniu znajdziemy także ilustrowaną, ponad dwustustronicową instrukcję oraz blisko stustronicowy, nieoficjalny poradnik. Obie książeczki wydane zostały na ładnym papierze, a ich przejrzystość wywołuje poczucie potrzeby dokładnego przestudiowania. Do tego jeszcze dochodzi duża rozkładana karta technologii i specyfikacji. Tak właśnie powinna wyglądać dobrze wydana pozycja strategiczna, bowiem dzięki temu nowicjusz będzie mógł spokojnie zapoznać się z możliwościami tytułu. Teraz przejdę do sedna sprawy i zagłębię się w czysto cywilizacyjne szczegóły. Seria ta w swojej czwartej odsłonie jest, jak pewnie większość z Was wie, rewolucyjna i tym samym genialna. Chyba nikt nie sądził, że można w tej grze tyle jeszcze rzeczy zmienić i dodać. Idąc jednak po kolei, co by Wam mętliku w głowie nie narobić:
Na początku był tutorial...
Tutorial to pozycja obowiązkowa i to zarówno dla nowicjusza, jak i dla każdego uważającego się za „cywilizacyjnego eksperta”. Oczywiście spowodowane jest to wspomnianymi zmianami, przez co mało kto chce ryzykować i zaczynać grę od razu, plując sobie potem w brodę i mamrocząc pod nosem „cholera, w trójce to było inaczej”. Jednak dobrze zrobiony i ciekawy samouczek nauczy nowicjuszy, tudzież „douczy” weteranów, więc nie martwcie się, że spędzicie nad nim pół dnia bowiem jest „krótko, zwięźle i na temat”. Jedynym mankamentem, który wciąż mnie męczy, jest animowana twarz Sida natrętnie napastująca mnie w samouczku. Pan Meier przy tak wielkim swoim samouwielbieniu pewnie w kolejnej części będzie jedną z osobistości w świecie gry, a sama Cywilizacja zostanie uznana za jeden z cudów świata.
Stwórz swój wymarzony świat...
Jak to już zwykle w tej sadze bywa możemy bawić się na gotowych scenariuszach lub sami zaprogramować, jak ma wyglądać nasz świat. Oczywiście możemy też pozostawić te sprawy komputerowi, ale jednak nie ma to jak mieć wpływ na teren gry. Decydując się na to posunięcie możemy wybrać pomiędzy dziesięcioma gotowymi ustawieniami świata różniącymi się klimatem, ułożeniem kontynentów, czy ilością mórz i jezior oraz oczywiście wielkością całej mapy. Następnie wybieramy swoją nację, a jest ich aż osiemnaście, i wybieramy jednego z dwóch (czasem jest tylko jeden) autentycznych przywódców. Wybór ten jest ważny, gdyż definiujemy tym samym jaką drogą chcemy podążać w grze. Każdy wódz daje nam inny bonus, w zależności od tego kim był w rzeczywistości. Jeden da nam ulepszenia jednostek, a inny wolność kulturową, tak więc należy wybierać mądrze. Dalej czeka nas już tylko wybór jednego z dziewięciu poziomów trudności i szybkości gry. Uważajcie jednak, by na początek nie szarżować i zaczynać zabawy na wysokim poziomie, gdyż komputerowy przeciwnik nie jest już tak głupiutki jak kiedyś i może Wam sporo namieszać.