Bunt Maszyn, a to mi fabuła. Mój „piec” na co dzień buntuje się używając oprogramowania wiecie jakiej firmy, więc jakoś bez obaw zagłębiłem się w świat wojen między maszynami i ludźmi. Oczywiście i w tym przypadku sprawdziło się przysłowie, że „gdzie chęci brakuje, tam bubel powstaje”. Tak też jest z grą Terminator 3: Bunt Maszyn. Najwyraźniej twórcy, pomimo sporych funduszy, woleli się nie przemęczać i sklecili takie byle co - typową zapchaj-dziurę rynkową. Tak to jest, jak powstają gry na bazie filmów, które chcą tylko pozbierać resztki, jakie pozostały po kinowych hitach. Bunt Maszyn wpierw pojawił się na rynku konsolowym i został tam przyjęty raczej chłodno. Jeśli myśleliście, że w wersji na PC będzie lepiej, to was rozczaruję - ponownie, my pecetowcy, jesteśmy traktowani jak użytkownicy drugiej kategorii i dostajemy w swoje ręce grę, w której nic nie poprawiono.
Terminator 3: Bunt Maszyn serwuje nam ciąg dalszy fabuły, znany z trzeciej części filmu. Superkomputer Skynet przejmuje władzę nad światem i rozpoczyna zagładę, w wyniku której większość ludzkości ginie. Wszyscy, którzy przeżyli, stają teraz po jednej stronie do walki przeciwko zaawansowanym maszynom. Kto przeżyje tą wyniszczającą wojnę? Rebelianci z Tech-com czy Terminatory ze Skynet? Na to właśnie pytanie mamy odpowiedzieć grając w Bunt Maszyn.
Jak grać?
Terminator 3: BM ma dwa tryby: dla wielu i dla jednego gracza. Przy czym zarówno single jak i multi są niemal identyczne. Różnią się tylko tym, że w jednym możemy grać wyłącznie z botami i przeciwko botom, a w drugim możemy przez sieć zagrać także z ludźmi. Ponieważ boty jak zwykle do inteligentnych nie należą, a przejście trybu singleplayer nie daje nam żadnego bonusu, nasza ingerencja w opcjach gry ogranicza się do wyboru mapki, więc proponuję używać go jedynie do zapoznania się z planszami i uzbrojeniem.
Z kolei multiplayer pozwala nam na zabawę w trzech trybach. Terminacja polega na przejęciu i utrzymaniu jak największej ilości baz znajdujących się na mapie. Tryb misji polega na obronie lub ataku na dany obiekt, podczas gry drużyna przeciwna robi dokładnie odwrotnie. Trzecim i niestety ostatnim trybem jest TeamDeathmatch, którego tłumaczyć chyba nie trzeba. Zastanawia jedynie fakt, dlaczego gra nastawiona na zabawę w sieci ogranicza się jedynie do trzech trybów zabawy.