Seria Commandos produkcji Hiszpanów z Pyro Studios to gry o nieustraszonych, działających w ukryciu komandosach uwodzące dynamizmem, mnóstwem możliwości i pięknymi krajobrazami. Pierwsze trzy części niewiele się od siebie różniły w przedstawianiu akcji – ten sam widok na poczynania bohaterów – z góry. Pozwalało to spojrzeć na akcję całościowo, zaplanować poczynania i obserwować europejskie i orientalne krajobrazy. Czasem miało się ochotę wcielić się w jednego z bohaterów i obserwować działania drużyny z tej perspektywy. Najnowsza część serii – Strike Force właśnie to umożliwia.
Wersja beta, którą dostała nasza redakcja udostępnia kilka misji, zasadniczo niepowiązanych ze sobą. Jednej misji w ogóle nie da się ukończyć, postaciom brak mimiki, głosów nie mają wcale. Generalnie jednak udostępnionej części gry brakuje tylko szczegółów. W pełni pozwala wyczuć klimat Strike Force i napisać kilka słów o nadchodzącej odsłonie serii Commandos.
Menu, które nie różni się zasadniczo od innych wojennych gier standardowo stylizowane na draśnięte zębem czasu może oczarować chyba tylko muzyką, o której potem. Wachlarz opcji nie też nie oczarowuje – ot standardowy zestaw ustawień audio i wideo.
Teatrem działań jest Zachodnia Europa – trochę to sztampowe i mało innowacyjne. Na szczęście malowniczość serii udało się zachować – zniszczony wojenny Berlin czy lodowata norweska baza robią wrażenie – a to przecież nie wszystkie lokacje. Umundurowanie i wszelkie akcesoria są realistyczne, tak samo jak zabudowania i rozmaite tereny. Grafika choć nie najwyższych lotów, to prezentuje się jak najbardziej przyzwoicie. Uroku grze dodaje filtr „postarzający” obraz przez dodanie szumów. Modele są dopracowane, ruchy doskonale odzwierciedlają rzeczywistość, a hitlerowcy mogliby prezentować się lepiej tylko, gdyby zwiększono im poziom inteligencji – czasem aż pchają się pod lufę, a sytuacja w której można samotnie, bez większego uszczerbku na zdrowiu zastrzelić cały personel wrogiego obozu nie powinna się zdarzyć… Podobnie zresztą sojusznicy, którzy nie kwapią się do pomocy i zachowują się całkiem przewidywalnie, bo wrogowie chociaż niespodziewanie potrafią zamienić się w kamikadze i biegiem wyskoczyć z ukrycia wprost na lufę. Twórcy powinni dopieścić ten aspekt do czasu premiery. 
Rozgrywka jest bardzo prosta i intuicyjna, co zresztą jest standardem. Trzeba wspomnieć o opcji przełączania widoku między komandosami, którzy pozostawienie sami sobie są dość nieporadni. Gdy jeden członek elitarnej drużyny zostanie postrzelony natychmiast zostaje otoczony opieką niezależnych sojuszników, wyniesiony w bezpieczne miejsce i wyleczony, a w tym czasie drugi może osłaniać jego ratowników. Najważniejsze i krytyczne momenty akcji pokazują się zawsze w małym okienku, aby lepiej ją kontrolować. Nie wyobrażam sobie, aby takiej opcji nie było – gra straciłaby cały urok i stała się bezrozumną strzelaniną. W takim przypadku można jednym bohaterem wycofać się w bezpieczne miejsce, aby osłaniał atakującego wojaka. Opcji taktycznych nie ma niestety zbyt wiele. Nie jest to już taka gra, jak poprzednie z serii. Co prawda nadal jest zróżnicowanie między trójką udostępnionych postaci – Zielony Beret rzuca nożami i pędzi przed siebie z karabinem w ręku, szpieg zdobywa mundury, przedziera się na terytorium wroga i eliminuje bezszelestnie Niemców, a snajper ukrywa się i z wielką dokładnością eliminuje przeciwników. Niestety element planowania ograniczono do minimum i praktycznie można teraz zaliczać misje idąc przed siebie z nadzieją, że amunicji nie zabraknie. Do pełnej wersji ten aspekt akurat się nie zmieni, ale może inaczej sytuacja prezentować się będzie w nieudostępnionych dla mnie misjach.
Na wielką uwagę zasługuje muzyka - jest wprost wyśmienita. Pompatyczne marsze i głośne brzmienia podkreślają heroizm komandosów. Jest bardzo mocna i może nawet mocniejsza od samej gry, ale z pewnością to kawał dobrej roboty. Jeśli tylko muzyka z Strike Force zostanie wydana jako soundtrack, to każdy fan klimatów wojennych powinien z miejsca stać się jej właścicielem.
Commandos: Strike Force nie jest tym, co wyobrażałem sobie grając w poprzednie części i marząc o widoku tej gry z pierwszoosobowej perspektywy. Z tego co widziałem i mogę wywnioskować spodziewam się produktu dobrego – jeśli nie bardzo dobrego, ale tracącego powoli ducha serii… Ze smutkiem stwierdzam, że komandosi zmienili się w prymitywnych zabijaków, udających tylko elitarnych twardzieli operujących na tyłach wroga z finezją i morderczą precyzją.
Udostępnione we „wczesnej wersji beta” misje są jeszcze niedopracowane i niekompletne, potrafią jednak przykuć do monitora. Nie są one aż tak złe i jeśli cała gra ma być połączeniem najlepszych aspektów każdej z nich, to będzie bardzo grywalna.
Strike Force wróżę dobrze i należy spodziewać się przynajmniej w połowie tak dobrej i wciągającej rozgrywki jak w reszcie serii Commandos.
Prognoza: DOBRA