Kiedy Władca Pierścieni wchodził na ekrany kin, krytycy mówili, że Tolkien przewraca się w grobie. Kilka tygodni temu słyszałem z kolei wypowiedź pani Katarzyny Grocholi, autorki książki pt. ,,Ja wam pokażę", na której został oparty film pod tym samym tytułem. Powiedziała ona, że jest najwierniejszym widzem tegoż obrazu i idzie na seans już dwudziesty któryś raz. Cóż, po obejrzeniu obu dzieł stwierdzam, że mam dokładnie odwrotną opinię co do tych tytułów, niż osoby, których wypowiedzi przytoczyłem przed chwilą. ,,Ja wam pokażę" to kolejne romansidło o kiepskiej fabule, pozbawione pomysłu, a przez to wtórne i sztampowe. Zapraszam do lektury recenzji filmu.
,,Ja wam pokażę" to kontynuacja losów Judyty, którą mieliśmy okazję poznać w filmie i książce pt. ,,Nigdy w życiu". Gdy wszystko zmierza do jej ślubu z Adamem, ten otrzymuje długo oczekiwane stypendium i wyjeżdża na kilka miesięcy za granicę. Najbardziej z tego faktu ucieszona jest Tosia - córka Judyty. W długotrwałym wyjeździe Adama zwietrza bowiem szansę na pogodzenie się rodziców. Knuje po temu wiele intryg, które finalnie, jak się zapewne domyślacie, nikomu nie wyjdą na dobre. Sytuacja pogarsza się, kiedy Tosia przekonuje matkę do spędzenia świąt w Polsce. Wcześniej bowiem Judyta obiecała Adamowi, że przyjedzie do niego na Boże Narodzenie.

Ich dwóch, ona jedna - zdecydowana, którego ma wybrać. Jak zawsze wszystko się psuje i wtedy właśnie wzrastają akcje tego drugiego. Co prawda na krótko, ale jednak wzrastają - bez tego nie byłoby komedii romantycznej. Przyjął się w światku recenzentów filmów taki stereotyp, że komedia romantyczna to najgorszy chłam, na którym nie można zostawić suchej nitki pod żadnym względem. Muszę przyznać, że trochę się z tego trędu wyłamuję, gdyż dobre romansidła z odpowiednią dawką humoru na poziomie (tak, istnieją takie filmy ;) nie stanowią dla mnie przedmiotu pogardy. ,,Ja wam pokażę" nie spełnia jednak tych wymogów i z żalem stwierdzam, że to kolejna nieudana produkcja, trzymająca niski poziom. Już nawet nie chodzi tu o grę aktorów, bo zawsze twierdziłem, że jeśli jest dobra fabuła, to i role automatycznie odgrywane są po prostu lepiej. Nie będę się więc czepiał ani Grażyny Wolszczak, ani Pawła Deląga, ani Cezarego Pazury. Chociaż nie, ten ostatni wybitnie mi do tego filmu nie pasuje. Odegrał typowego Pazurę (13. posterunek etc.), co zupełnie niszczy w moich oczach i tak mierną koncepcję filmu.
W tytule artykułu wspomniałem o kobiecie, siedzącej obok mnie podczas seansu. Dla uściślenia powiem, że obok mnie siedział jej chłopak/narzeczony/mąż, a ona na kolejnym miejscu. Jeszcze przed filmem powiedziała: ,,Ja już wiem, kto będzie się śmiał najgłośniej". No cóż, znała swoje możliwości, i jak rzekła, tak się stało, pomimo tego, że mało było w filmie rzeczywiście zabawnych momentów. Nie przeszkadzało to mojej sąsiadce śmiać się w niebogłosy i komentować zajadle, jacy to faceci są źli (na szczęście pół żartem, pół serio). Więc, drogi czytelniku, jeśli jesteś właśnie takim typem osoby, jak owa pani (choć muszę przyznać, że spłyciłem jej charakterystykę do minimum, ale w końcu nie jestem psychologiem...), to zapewne na ,,Ja wam pokażę" ubawisz się przednio. W innym przypadku lepiej sobie odpuść. Filmu nie ratuje bowiem ani Grażyna Wolszczak, która mimo wieku cały czas prezentuje się, hm... nieźle, ani w miarę dobra ścieżka muzyczna. Dobrego humoru jak na lekarstwo, o fabule lepiej nie wspominać. Tym razem szczerze odradzam.
Ocena:
3.5/10