Recenzja: Command & Conquer: The First Decade

Autor: Adam "Misiek" Woźny
Opublikowano: 1 marca 2006 r.

Command & Conquer: The First Decade - recenzja

Niezwykłe wydanie niezwykłej sagi – tak w skrócie można określić to, co oferuje sobą zestaw dwunastu gier z serii Command & Conquer (jedenaście strategii czasu rzeczywistego i jedna gra akcji/FPS), nazwany The First Decade i wydany z okazji dziesiątej rocznicy (która miałą miejsce w ubiegłym roku) pojawienia się pierwszej odsłony cyklu na rynku elektronicznej rozrywki. Tym oto arcyluksusowym pakietem, Electronic Arts w fenomenalny sposób uświęca kojarzoną przez wszystkich graczy markę.

Muszę przyznać, że Command & Conquer: The First Decade to strzał w dziesiątkę i zestaw warty zakupu nawet dla tych, którzy już mają w swojej kolekcji wszystkie lub większość części tegoż cyklu. Bowiem autorzy pakietu specjalnie na jego potrzeby postanowili pogrzebać nieco w kodach poszczególnych produkcji i dostosować je do dzisiejszych standardów, dzięki czemu nawet pierwszy C&C działa bez problemu na Windows XP Service Pack 2. Ewentualną bolączką może być fakt, że nie zaimplementowano do tej kompilacji tytułu Sole Survivor Online, ale i tak nie powinno to wywoływac u graczy jęku zawodu. Mamy tu wszystkie spatchowane wersje gier, wraz z ich oficjalnymi rozszerzeniami, zatem:

 

Command & Conquer – pierwsza odsłona przebojowego cyklu, która może wydawać się mniej doświadczonym graczom nawet śmieszna, ale wierzcie – pomimo archaicznej oprawy wizualnej, dostajemy naprawdę sporą dawkę grywalności i zabawę na wysokim poziomie. Otwiera ona drogę do kariery marki C&C i przyznam szczerze, że pierwsze moje zetknięcie z nią za pośrednictwem pakietu The First Decade zakończyło się dopiero po kilku godzinach!

Command & Conquer: The Covert Operations, czyli oficjalne rozszerzenie pierwszej części, które zadebiutowało na rynku po roku od premiery podstawowej wersji. Dodatek oferuje 15 nowych etapów do przejścia oraz – rzecz jasna – archaiczną grafikę, pełno pikselozy i zabawę na najwyższym poziomie. Słowem: tylko rozszerzenie, ale aż kolejnych kilka godzin z głowy.

Command & Conquer: Red Alert ukazał się w kilka miesięcy po premierze dodatku do „jedynki”. Autorzy zadbali o bardzo ciekawy scenariusz, dotyczący wynalazku wehikułu czasu przez Alberta Einsteina, który chciał zapobiec fatalnym skutkom II wojny światowej. Jednak zabójstwo Hitlera w 1932 roku nie rozwiązuje sprawy... Podobnie, jak w przypadku poprzedniczek, tak i ten tytuł zawiera sporą ilość zabawy przepełnionej emocjonującymi starciami, ale na piksele znów musimy się napatrzeć. ;)

Command & Conquer: Red Alert - The Aftermath w 1997 roku rozszerzył Red Alerta głównie o siedem nowych jednostek. Poza tym pojawiło się 18 nowych poziomów w trybie single player, a także aż sto (!!!) map dla rozgrywki sieciowej! Poza tym ścieżka dźwiękowa zawiera nowe kawałki, umilające zabawę przy dodatku.



Command & Conquer: Red Alert – Counterstrike również dodatek, również w 1997 roku, również do Red Alerta. Dostajemy nowe zadania do wykonania (w sumie szesnaście, po osiem dla każdej ze stron konfliktu). Jest to niestety bardzo słabe rozszerzenie, bowiem owe zadania wykonujemy w dowolnej kolejności, przez co ewentualnej fabuły na próżno tu szukać.

Command & Conquer: Tiberian Sun ukazał się w 1999 roku i zaoferował fanom sagi konflikt pomiędzy Bractwem Nod a międzynarodowym sojuszem wojskowym GDI (Global Defense Initiative). Warto dodać, że akcja została osadzona w niedalekiej przyszłości, konkretniej w XXI wieku. Również wielką rewolucją jest oprawa wizualna, bowiem wreszcie entuzjaści cyklu doczekali się przeniesienia świata gry do pełnego trójwymiaru. Co nie znaczy, że należy się spodziewać jakiś rewolucji w kwestii grafiki, jeśli przechodzimy wszystko od nowa, ale wtedy naprawdę było na czym oko zawiesić.

Command & Conquer: Tiberian Sun – Firestorm w 2000 roku pojawia się na półkach sklepowych i rozbudowuje scenariusz właściwej gry o nowy wątek, co owocuje liczbą 18 misji w trybie kampanii solo oraz 10 map przeznaczonych do potyczek w Sieci.

Command & Conquer: Red Alert 2 czyli pełnoprawny sequel wiadomego tytułu, mający swoją premierę w 2000r. Wielce oczekiwany, wielkie nadzieje w nim pokładane. Jednak autorom udało się sprostać zadaniu, w efekcie czego otrzymujemy naprawdę solidny tytuł, zarówno dla fanów kariery w trybie solo, jak i w Sieci. Pełna dynamiki akcja, duża liczba jednostek i bogata ścieżka dźwiękowa, oraz wiele innych kwestii czynią ten produkt jednym z najlepszych w całej serii.

Command & Conquer: Red Alert 2 – Yuri’s Revenge to kontynuacja dobrej passy drugiego RA w formie pełnoprawnego dodatku, który ujrzał światło dzienne w 2001 roku. Dodał do aktualnie obecnych Aliantów i Sowietów trzecią stronę konfliktu - Yuri’s Psychic Army, a także 14 misji w trybie solo, ponownie 10 w multi i co ciekawe – aż ponad godzinę przerywników filmowych, ukazujących nam fabułę.



Command & Conquer: Renegade wydany w 2002 roku, jako jedyny z całej sagi nie jest strategią czasu rzeczywistego, lecz grą akcji/FPS z elementami RPG i ekonomicznymi. Niestety wedle krytyków produkt jest bardzo przeciętny (około 60%), jednak mnie szczerze mówiąc wciągnął niesamowicie. Największą bolączką jest chyba niski poziom trudności. Jako zalety należy uznać różnorodne lokacje czy też bronie.

Command & Conquer: Generals z 2003 roku to powrót serii w realia gier RTS. Jej fabuła osadzona w niedalkiej przyszłości opowiada o konflikcie pomiędzy połączonymi siłami USA i Chin a terrorystami z Global Liberation Army. Ów produkt wedle niektórych graczy jest najlepszym z całej serii. Niezwykle dynamiczne akcje, naprawdę świetna oprawa wizualna (dziś już może nieco mniej efektowna, ale znam dużo RTS-ów wyglądających gorzej niż Generals).

Command & Conquer: Generals – Zero Hour to oficjalny add-on do Generalsów, których rozszerza tradycyjnie o nowy wątek fabularny (3 nowe kampanie), lepszą oprawę wizualną (np. dodano efekty pogodowe), a także tryb Generals Challenge oraz kilka nowych jednostek (w tym motocykle bojowe). Zatem nie możemy narzekać na brak nowalijek, bowiem ów dodatek spełnia całkowicie swoje zadanie. Szczerze mówiąc – aż nadto.

Teraz parę słów o samym wydaniu. Mamy do czynienia z grubym „box-em” takim, w którym wydawane są gry na zachodzie. Otwierany jest jak książka, zaś w środku znajdziemy zwykłe – tradycyjne opakowanie DVD, gdzie zawarte zostały dwie płytki oraz instrukcja. Poza tym w wydaniu jest również plakat Command & Conquer w formacie A3. Sam zestaw prezentuje się niezwykle okazale. Dodam, że wszystkie odsłony cyklu w nim zawarte dostępne są wyłącznie w angielskiej wersji językowej (instrukcja, okładka etc.) zaś cena detaliczna kompilacji wynosi 139 złotych.

Autorzy chcąc uprościć graczom żywot postanowili oddać możliwość zainstalowania wszystkich gier z serii jednocześnie lub tylko wybranych. Potem w opcjach The First Decade możemy dowolnie instalować kolejne lub usuwać te, które już mamy na dysku. Łącznie wszystkie produkcje z serii zajmują około 10 GB na HDD. Warto odnotować usterkę (?), że pierwszy C&C jak i pierwszy Red Alert instalują się wyłącznie z rozszerzeniami, natomiast przy pozostałych częściach do których ukazały się dodatki, wybieramy, czy chcemy je wrzucić na dysk.



Na pierwszym krążku DVD znajdziemy sagę Command & Conquer, natomiast na drugim – wszelakie bonusowe materiały w związku z wydaniem The First Decade. I tak do naszych łapek oddano kilka filmików nt. serii, w tym jej historię, o której wypowiada się Louis Castle – twórca C&C. Poza tym są concept-arty i innej maści dodatki, aczkolwiek należy zaznaczyć, że filmy dostępne są wyłącznie w angielskiej wersji językowej, co może niektórym graczom sprawić kłopot.

Na koniec dodam, że niektórych z Was może irytować fakt, że pierwsze tytuły (do pierwszego Red Alerta z dodatkami włącznie) sprawiają problemy w kwestiach rozgrywek sieciowych, rozdzielczości ekranu czy dźwięku (którego nie słychać w dodatku do Command & Conquer).

Command & Conquer: The First Decade to świetne uczczenie jubileuszu tej serii strategii czasu rzeczywistego na rynku gier komputerowych. Świetnie wydana kompilacja, w całkiem przyzwoitej cenie 139 złotych, to naprawdę niezbędny zakup dla entuzjastów tegoż cyklu. Pomimo małych niedociągnięć, gorąco polecam!

Adam "Misiek" Woźny