|
Gry spod znaku Star Wars mają w moim sercu szczególne miejsce. Jestem przecież wielkim fanem Sagi Georga Lucasa. W każdej z nich widzę coś ciekawego, choć są i takie, które po prostu odstraszają. Będąc jednocześnie recenzentem serwisu gry.mocny.com, muszę być jak najbardziej obiektywny i nie mogę faworyzować żadnej gry z charakterystycznym logo Star Wars na okładce. Będę tego przestrzegał. Cieszę się jednak, że Battlefronta 2 mogę praktycznie tylko chwalić – to świetna gra.
Dwa lata temu, w roku 2003 ukazała się zapowiadana na rewolucyjną gra Star Wars Battlefront. Był to pierwszy produkt ze stajni LucasArts z akcją osadzoną w świecie bohaterów i złoczyńców walczących wśród gwiazd (nie tylko ekranu), przeznaczony głównie do gry w trybie multiplayer. Galaxies to zupełnie inna historia – MMORPG, w którym trzeba słono płacić za abonament to zgoła odmienny sposób rozrywki. Na polu sieciowych strzelanek utarte pozycje zajmował między innymi Battlefield 1942. Właśnie do tej gry – shootera z akcją podczas Drugiej Wojny Światowej Battlefront był porównywany. Nie tylko z powodu zbieżności nazw – system rozgrywki był bardzo podobny i w obu równie lekki. Niestety przez kilka mało ciekawych rozwiązań, nierównych szans poszczególnych frakcji i naciągany tryb dla pojedynczego gracza, Battlefront nie był oceniany najwyżej – ode mnie dostał (lekko naciągniętą…) ocenę symbolizowaną cyferką 8. Battlefront 2 jest przynajmniej dwa razy lepszy. Niestety, redaktor naczelny nie pozwolił mi wystawić grze 16 oczek argumentując, że kod strony na to nie pozwala…
Zdobycie gry zajęło mi sporo czasu i nerwów. Do tego jeszcze zamieszanie w sprawie premiery – miała być miesiąc po światowej, ale spolonizowana, a niespotykanie była dostępna kilka dni wcześniej, w oryginalnej wersji za niespotykaną dziś cenę – 249 zł (na stronie LEMu). W najlepszej cenie, jaką znalazłem gra i tak kosztowała kupę kasy – 189 zł. Przez to traci ona na popularności, co mnie bardzo smuci – bo warto ją mieć, a każdy fan, albo chociaż miłośnik Sagi Star Wars wręcz powinien dodać ją do swego zbioru. Jeszcze przed instalacją z płytki DVD obejrzałem załączony trailer nadchodzącej gry RTS – Empire At War.
Menu „dwójki” różni się od części pierwszej Battlefronta znacząco. Nie ma już sterylnej czystości, wesolutkiego niebieskiego tła – za podkład służą ręczne rysunki i szkice. W połączeniu z pompatyczną muzyką Johna Williamsa daje to świetny efekt. Utwory zmieniają się co jakiś czas, a ich repertuar już w menu jest duży. Przez nieśmiertelny i idealny Imperial March, niewiele gorsze Duel of the Fates, aż do wyśmienitego Battle of the Heroes z Epizodu III. Ciekawa opcja – po kliknięciu na przycisk minimalizacji w prawym górnym rogu gry można wyjść do Windowsa, nie wychodząc z rozgrywki. Mała rzecz, a jakże przydatna. Ilość dostępnych zakładek także powoduje uśmiech na twarzy. Na początku wybrałem Instant Action, aby jak najszybciej wejść w świat gry. Jak Gwiezdne Wojny kocham – opadła mi szczęka! 24 różne mapy – w tym 6 z akcją w kosmosie. Druga rzecz – różne tryby rozgrywki! Już nie tylko Conquest, ale jeszcze Capture the Flag (w wersji z jedną, lub dwoma flagami), Assault, tajemnicze XL i Hunt. Na wielu mapach jest możliwość gry w jednej z dwu epok – podczas Wojen Klonów (Epizody I - III) i Galaktycznej Wojny Domowej (Epizody IV – VI). W sumie daje to (bagatela) 89 kombinacji!! To nie wszystko – jest jeszcze Campaign i tryb Galactic Conquest. Istny zawrót głowy, ale po kolei…
|