Taka już jest dola recenzenta, że musi pisać na temat
nie tylko gier światowych, ale też i lokalnych. Nie muszę chyba wyjaśniać, czym
różnią się te dwa pojęcia. Mi po raz kolejny przyszło recenzować twór, który
uznania może szukać na próżno za granicą. Z jednej strony to dobrze, że ktoś
tworzy w naszym pięknym kraju gry, lecz z drugiej jednak trudno nie oprzeć się
wrażeniu, iż ewidentnie mamy do czynienia w większości przypadków z produktami
bardzo przeciętnymi. Nie inaczej jest z serią Maluch Racer i spółka. Rozumiem,
że młodzi twórcy potrzebują jakiegoś zastrzyku pieniędzy do tworzenia lepszych
gier, więc na początek wydają coś, co ma trafić w tę niszę tanich i przyjemnych,
a przede wszystkim wzbudzających wspomnienia, tytułów. Niestety był już Maluch,
był Poldek, był Trabi, a teraz karuzela zatacza koło i jest „nowy” kaszlak -
Maluch Racer 2. Jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się Cinquecento Racer’a i
Lanos Driver’a, tudzież Punto Racing Challenge’a. Oczywiście każdy na
rewolucyjnym silniku z trasami godnymi światowych hitów i ilością modeli do
wyboru większą niż ktokolwiek mógłby wymyśleć. Jednym słowem - zapraszam do
recenzji.
„Legenda powraca! Niezwykle popularna w Polsce
gra, Maluch Racer, powraca już w marcu tego roku w zupełnie nowej
odsłonie…”
Rzeczywiście mamy do czynienia z zupełnie nową odsłoną,
czyli całkiem nowym pudełkiem. W grze mamy do wyboru tryb kariery oraz
pojedyńczych wyścigów. Żeby jednak w pełni korzystać z trybu jednowyścigowego
musimy najpierw po kolei odblokowywać wszystkie trasy jako zawodowy kierowca,
aby móc później ścigać się do woli. Oczywiście o trybie multiplayer możemy sobie
tylko pomarzyć. Wspinanie się po kolejnych szczebelkach kariery w grze polega na
wygrywaniu kolejnych wyścigów, dzięki czemu zyskujemy dostęp do coraz bardziej
różnorodnych modeli malucha oraz kolejnych tras do przejechania. Szalę goryczy
przelewa niestety zbyt wyśrubowany poziom trudności, którego nijak nie można
ustawić. Bardzo trudno jest wygrać wyścig, a każdy nasz błąd może być naszym
ostatnim, bowiem nawet na prostej problemem jest dogonienie
przeciwnika.
W Maluch Racer 2 do naszej dyspozycji jest dziesięć
wersji kaszlaka. Począwszy od podstawowej, jakie widujemy na ulicach, a na
bardziej lub mniej „podtuningowanych” wersjach skończywszy. Wszystko to wygląda
kiepsko. Tu jakiś inny kolor, tam spojlerek i już mamy wersję rajdową.
Oczywiście o odpadaniu jakichkolwiek elementów czy powstaniu znaczących śladów
po stłuczce możemy tylko pomarzyć. Ponadto wszelkie uszkodzenia nie wpływają na
naszą jazdę. Nasz maluch po prostu zawsze i wszędzie trzyma się podłoża. Tak
samo jest z interakcją, która zaczyna się i kończy na pachołkach.