|
Azjatyckie horrory na zachodnim gruncie zagościły już na dobre. Mało kto nie widział chociaż amerykańskiej wersji The Ring, nie słyszał o serii Klątwa, czy Dark Water. Im więcej takich produkcji jest dane nam obejrzeć, tym więcej tracą ze swojej świeżości i oryginalności. Schematy zaczynają się powtarzać, w rezultacie azjatyckie horrory straszą coraz mniej. Trochę inaczej jest w przypadku Widma.
Widmo (w oryginale The Shutter – ang. migawka) to horror produkcji tajlandzkiej. Do tej pory filmy z tego dość egzotycznego kraju nie były znane szerszej publiczności. Miejsce akcji widać nie tylko po jeszcze dziwniejszych „krzaczkach” w gazetach, czy imionach, ale także w rytuałach i mentalności ludzi. Schematy znane są jednak z innych filmów tego typu i zostaną w pełni zrozumiane przez przeciętnego widza. Fabuła pełnymi garściami czerpie z Kręgu, Klątwy czy Dark Water. Jun staje się ofiarą klątwy, razem z kręgiem innych osób. Nie łatwo się od niej uwolnić, a i trochę strachu będzie… Schemat wypracowany już wcześniej, ale i dzięki temu sprawdzony. Twórcy znaleźli jednak „złoty środek” i nowatorskie sposoby straszenia połączyli z wypróbowanymi przez innych. Zaskakujące rozwiązanie i zarówno trzymająca w nieustannym napięciu akcja, jak i „wybuchający” często strach są bardzo dobrym rozwiązaniem. Duża w tym zasługa młodej ekipy aktorów, choć nazwiska Ananda Everingham, Natthaweeranuch Thongmee, Achita Sikamana i tak są szerzej w naszym kraju nieznane. Niramon Ross odpowiedzialny jest za świetne zdjęcia. Nie tylko od strony merytorycznej The Shutter wyróżnia się na tle innych azjatyckich horrorów. Wiele malowniczych ujęć czy akcja kamery podążającej za bohaterem w dół drabiny na długo pozostanie w pamięci. Nie mała przy tym zasługa Niramona Ross, odpowiedzialnego za niezwykle klimatyczną i wysmakowaną muzykę. Nie towarzyszy ona przez cały czas zadręczając niepotrzebnie uszy, a potrafi zjawić się nagle, niczym widmo. Muszę przyznać, ze więcej spodziewałem się po tym filmie po obejrzeniu rewelacyjnego trailera z autentycznymi zdjęciami, na których znajdują się duchy. Myślałem tak, aż nie zobaczyłem rewelacyjnego zakończenia…
Kilka rzeczy odróżnia Widmo od innych azjatyckich horrorów, które mieliśmy okazję obejrzeć w ciągu ostatnich kilku lat. „Zmiksowane” wątki z tychże filmów, plus nowe otoczenie okolic Bangkoku, grupa młodych, ale dzięki temu autentycznych aktorów i niesamowity klimat sprawiają, ze podczas projekcji Widma można się bać. Ale przecież po to idzie się na taki film, nieprawdaż?
Ocena: 9/10
Jakub "Fan_SW" Grzęda 5 lutego 2006 r.
|