Mijały lata, miesiące, tygodnie… aż wreszcie jest! Piąta część Heroes zawitała na dyskach twardych naszych PeCetów. Do boju o prawo zrecenzowania gry stanęło dwóch redakcyjnych fanów tej najlepszej (naszym zdaniem) serii strategii turowych osadzonych w świecie fantasy. Do rozlewu krwi na szczęście nie doszło, narodził się za to pomysł podwójnej recenzji. Mamy nadzieję, że nowa formuła się wam spodoba.
PoNgO: HoMM V, jak większość długo wyczekiwanych tytułów, okazał się dziełem bardzo kontrowersyjnym. Opinie wśród heroesomaniaków są podzielone, ja sam zresztą mam mieszane uczucia. Taki stan rzeczy można łatwo wytłumaczyć – ile graczy tyle różnych oczekiwań, a siłą rzeczy nie da się wszystkim sprostać.
DanVari: Moje pierwsze chwile spędzone z najnowszą częścią „heroesów” były swego rodzaju gorączkowym testowaniem programu. Wszystko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że gra wygląda tak, jak chciałby żeby wyglądała każdy fan serii i miłośnik trzeciej (najlepszej!) części sagi. Obawy czy ludziom ze studia Nival Interactive uda się spełnić pokładane w nich nadzieje prysły jednak bardzo szybko. Już po kilkunastu minutach i przejściu pierwszej misji w kampanii wiedziałem, że twórcy doskonałych serii Etherlords, Blitzkrieg czy Silent Storm sprostali powierzonemu im zadaniu, a nowy Heroes jest po prostu wielki!
PoNgO: Warto zaznaczyć, że rosyjski Nival okazał się studiem raczej rzemieślniczym (użyczył silnika i programistów). Prawdziwe pieczę nad artystyczną wizją gry sprawował Ubisoft. Przyznać trzeba, że francuski koncern narzucił własny styl, trochę odmienny od tego, do czego przyzwyczaił nas amerykański duet 3DO/New World Computing (dla niewtajemniczonych: te dwie firmy tworzyły wszystkie gry z M&M w tytule, aż do momentu gdy zbankrutowały, a prawa do marki nabył Ubisoft). Francuzi powiedzieli wprost, że Heroes V nie powtórzy błędu czwartej (w opinii wielu najgorszej) części cyklu. Mówiąc jeszcze krócej: mieliśmy oczekiwać Heroes III w 3D. Dzięki takiemu postawieniu sprawy wiedziałem czego się mam spodziewać i to właśnie otrzymałem. Nie było więc rozczarowania.
Z czym się to je?
PoNgO: Z dziennikarskiego obowiązku wyjaśnię w paru słowach jak wygląda mechanizm rozgrywki. Jest on (niestety?) prawie identyczny do tego znanego z poprzednich części Heroes, więc fanom cyklu radzę od razu przejść do następnego śródtytułu.
Do czynienia mamy z klasyczną strategią turową, w której każda tura jest równa jednej wirtualnej dobie. Gracz kieruje poczynaniami tytułowych „bohaterów” walczących pod szyldem jednej z sześciu frakcji. Każdy bohater jest jednocześnie dowódcą tworzonej przez siebie armii. Wraz z wojskiem przemierzają oni mapę świata w celu pozyskiwania nowych surowców (drzewo, ruda, siarka, rtęć, kryształy, klejnoty, złoto), zdobywaniu zamków, skarbów oraz pokonywaniu wroga. Wszystko to w ramach zwiększania potęgi danego imperium. Gra dzieli się na trzy ekrany: miasta, mapy świata oraz walki. Musimy dokonywać zarówno decyzji strategicznych (podczas bitew), jak i ekonomicznych (gospodarowanie zasobami, budowa budynków i produkcja jednostek). Bohaterowie prócz własnej armii mają do dyspozycji magię oraz różne umiejętności specjalne (nabywane wraz ze wzrastającym doświadczeniem).