|
Howard Philips Lovecraft nazywany jest mistrzem horroru. Tworzył powieści zaskakujące, nowatorskie – „straszył strachem”, który odczuwali jego bohaterowie. Dawało to fascynujące efekty, które sprawiają, że od powieści H. P. Lovecraft’a ciężko się oderwać. Co ma wspólnego pisarz z przełomu wieków z amerykańskim filmem? Strach.
Historia „Zejścia” jest prosta. Grupa przyjaciółek preferujących sporty ekstremalne wybiera się do jaskini. Nie są już tak zgraną ekipą, jak kiedyś – a taka „misja” ma je na nowo połączyć. Grota, którą wybrały nie jest bynajmniej turystycznym szlakiem. Położona głęboko w malowniczych górach, z dala od cywilizacji, a w dodatku kryjąca wiele tajemnic – o czym brutalnie przekonają się uczestniczki wyprawy. Sceneria rodem z opowiadań Lovecraft’a wzmaga klimat napięcia, a w dodatku jest swoistą nowością – do tej pory horroru nie nakręcono w takim stopniu w jaskini. Specyficzne oświetlenie, jakiego wymaga taka lokacja z zachowaniem realizmu – światło wydobywa się tylko z latarek, flar i innych źródeł światła dostępnych dla bohaterek. Fabuła to nie tylko walka o przetrwanie z jaskinią, ale także wśród „przyjaciółek”, które w ekstremalnej sytuacji konkurują miedzy sobą. Tworzą przy tym bliżej niesprecyzowaną grupę osobowości, których nie da się tak łatwo określić jak we wzorcowym „Cube”. Duża w tym zasługa Juno (Natalie Mendoza) i Sarah (Shauna Macdonald), bo to między nimi rozgrywa się główna rywalizacja.
Co zaskakuje w informacjach z planu to fakt, że jaskinie wykonano w pełni w studiu filmowym. Zdziwiłem się strasznie, bo zupełnie nie da się jej rozróżnić od prawdziwej. Wykonano ją z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii. Silnie nalegał na to reżyser – Neil Marshall , który umiejętnie poprowadził cały film. „Zejście” to horror dość nietypowy, dlatego ogląda się go z taką przyjemnością. Strach „wybucha” niespodziewanie, ale napięcie nie przestaje towarzyszyć przez większość filmu. Choć muzyka jest skąpa, to dobrze dobrana. Śmiało więc powiem, że David Julyan jako kompozytor, sprawdził się. Główna „atrakcja” jaskini jest znów wzięta żywcem z przebogatej twórczości Lovecraft’a, ale za bardzo przypomina pewne postaci z filmów Peter’a Jackson’a. Nie chodzi tu o dinozaury z „King-Kong”, jednak sam pomysł na takie właśnie „straszydła” – nie sztampowe i wielokrotnie widziane w innych horrorach wyróżnia ten film wśród innych.
Choć w kinie trwa moda na horrory maści wszelakiej, zwłaszcza azjatyckie, to „Zejście” pokazuje, że Zachód ciągle ma czym straszyć – i to całkiem atrakcyjnie. Warto wybrać się na ten film, chociażby dlatego, żeby odpocząć od złych kobiet z Japonii/Korei/Tajlandii/Azji mszczących się niewiadomo za co, czasem nieudolnie strasząc bogom ducha winnych ludzi i nudząc nie bardziej winnych, znudzonych powoli widzów…
Ocena: 9/10
Jakub "Fan_SW" Grzęda 5 lutego 2006 r.
|