Oprawa audio miała być kolejnym elementem,
który powinien wyróżniać Torrente: CHWDP od innych tytułów. Niestety – miała,
więc o dźwiękach wspominać nawet nie będę. Powiem tylko, że są. Głosy z kolei w
polskiej wersji językowej są całkiem przyzwoite. Główny bohater ma dobrze
dobrany, przepity i przepalony głos, choć jego kwestie ograniczają się do
kilkuzdaniowego wprowadzenia przed misją i używania kilku, powszechnie uważanych
za obelżywe, określeń podczas gry. Z wielkim trudem próbowałem doszukać się w
tych powiedzonkach jakichkolwiek zabawnych kwestii, jakie polski wydawca
gwarantował nam w informacjach prasowych. Ostatecznie trafiłem na kilka
stwierdzeń, przy których można się co najwyżej uśmiechnąć.
Jak się już można domyślić, grafika też
pozostawia wiele do życzenia. Torrente nie uraczy nas nawet możliwością
ustawienia jakichkolwiek elementów związanych z grafiką. Gra po prostu odpala
się i tyle. Szczerze mówiąc, to tytuł ten wygląda jak z poprzedniego stulecia.
Wszystko jest kanciaste, tekstury rozmyte, a samochody na ulicach wyglądają
jakby pływały, a nie jechały. Do tego jeszcze kwadratowi ludzie i przeciwnicy
wyglądający jak zombie, a nie przestępcy. Mapy są stosunkowo niewielkie i
ograniczają się do kilku ulic w mieście. Silnik gry nie jest zbyt wydajny,
ponieważ rysowanie tekstur kończy się na kilkudziesięciu metrach. Dalej jest już
tylko mgła, która powoli odsłania nam kolejne części mapy. Na deser jeszcze
prześwity w teksturach i inne błędy i już mamy cały obraz hiszpańskiej gry
niskobudżetowej.
Tak oto dotarliśmy do końca. Torrente:
CHWDP jest podręcznikowym przykładem, jak gier nie powinno się robić.
Niesamowicie niegrywalna, kopiąca leżącego i oślepiająca swą prostotą. Jednak
nie to jest najgorsze, że gry tego typu w ogóle pojawiają się na rynku.
Największą pomyłką tej produkcji jest jej cena! 50 złotych! 50 Polskich złotych!
Powtórzę jeszcze raz – 50 PLN! To jest skandal. Rabunek w biały dzień. Jeśli
młoda polska firma wydawnicza zaczyna od takich posunięć, twierdząc, iż ta cena
jest atrakcyjna, to ja się pytam, gdzie ja żyję?! Hiszpańscy twórcy tegoż tytułu
liczyli na łatwą kasę, wydając grę bazującą na popularności lokalnego serialu -
i to jest jeszcze zrozumiałe, gdyby cena detaliczna była na poziomie cen innych
tytułów z tej niskiej półki. Niestety, u nas tak nie jest.