Jakieś trzydzieści sekund zastanawiałem
się, jak zacząć tę recenzję i doszedłem do wniosku, że zacznę od modlitwy. Panie
(redaktorze naczelny), czemu zesłałeś na mnie to nieszczęście w postaci gry,
która według polskiego wydawcy miała być najostrzejszym tytułem ostatnich lat i
obowiązkową pozycją w gronie fanów shooterów? Wiem, jestem grzeszny, ale
wolałbym już recenzować Pacmana niż Torrente: CHWDP.
Po tym jakże optymistycznym akcencie na
dobry początek przejdźmy do sedna. Torrente to gra, a nie kolejna nazwa strony
hostującej linki do nielegalnych danych w sieciach p2p. Dowiedziałem się tego w
momencie, gdy w moje łapki wpadł właśnie ten tytuł. Torrente to także popularny
w Hiszpanii serial telewizyjny, który siedem lat temu doczekał się nawet swojej
wersji na dużym ekranie. Opowiadał on o otyłym policjancie, będącym całkowitym
przeciwieństwem porządnych ludzi z odznakami. Nic dziwnego, iż ten pijak,
zboczeniec i - mówiąc wprost - typ spod ciemnej gwiazdy stracił pracę. Jednak
Torrente nie chce się z tym pogodzić i postanawia na własną rękę walczyć z
przestępczością.
Tak też wygląda fabuła tejże produkcji. W
Torrente: CHWDP do wykonania mamy blisko sześćdziesiąt misji i to jest
oczywiście plusem tejże produkcji. Nasze zadania są dość zróżnicowane.
Rozbrajamy bomby, eskortujemy VIP-ów, uczestniczymy w pościgach samochodowych
czy dodatkowo dostarczać przesyłki w dane miejsce. Wszystko to jednak sprowadza
się do jednego - należy nafaszerować ołowiem wszystkich, którzy spróbują nam
przeszkodzić. Do tego celu mamy kilka pistoletów i karabinków, a nawet wyrzutnię
rakiet. Jednym słowem - arsenał godzien polskiej armii. Niestety, wiele misji ma
ograniczenie czasowe, więc zazwyczaj nie mamy możliwości spokojnie zmasakrować
sobie naszych wrogów i „podziwiać widoków”. Co gorsza, sporym utrudnieniem jest
całkowicie zbyteczny mały wskaźnik, który teoretycznie powinien nam wskazywać
drogę do celu. W praktyce nie daje on nic, gdyż nie doprowadzi nas w żadne
miejsce, a tylko może przeszkadzać. Z kolei misje z pościgami samochodowymi
ograniczają się do strzelania w stronę pojazdu wroga, gdyż nasz samochód porusza
się samodzielnie po wyznaczonej drodze.
Nasi wrogowie są wyjątkowo głupi.
Zazwyczaj biegną wprost na nas i strzelają mniej więcej w naszym kierunku.
Niektórzy potrafią nawet kucnąć, co wydaje się szczytowym osiągnięciem twórców w
dziedzinie SI. Dodatkowo, aby nas zanudzić i całkowicie zniechęcić do tego
tytułu, przeciwnicy w każdej misji pojawiają się w ilościach wręcz hurtowych, co
sztucznie wydłuża „zabawę”. Z drugiej jednak strony nie ma się co dziwić.
Przecież gry tego typu polegają właśnie na radosnej eksterminacji przeciwników.
Szkoda, że zamiast cieszyć się z wirtualnych zbrodni, to płakałem i prosiłem
wszechmogącego, aby kolejna misja wreszcie się zakończyła.