|
Auta, czyli jazda w wielkim mieście
Kolejnym, niezbyt pochlebnym, zdaniem rozpocznę omawianie kwestii samochodów w Ojcu Chrzestnym, ponieważ stwierdzę, że i na tym poletku autorzy również się nie popisali. Niestety model jazdy przypomina wszystkie te, jakie znamy z niskobudżetowych arcade’owych ścigałek. Pojazdy zachowują się niezwykle nierealistycznie, jak na czasy w których rozgrywa się akcja gry, wozy rozpędzają się do zawrotnych prędkości, a co więcej – uszkodzenia nie mają wpływu na ich zachowanie. Słowem – żenada, moi drodzy! Przypomnijcie sobie, jak w Mafii zachowywały się poszczególne środki transportu. Przypomnijcie sobie, jak nie mogliście podjechać pod górkę, bo wcześniej zaliczyliście kilka słupów. Tutaj o tym zapomnicie.... Porównując Ojca Chrzestnego do wyśmienitego dzieła studia Illusion Softworks należy stwierdzić, iż w kwestii ilości dostępnych wozów, programiście EA także nam nie zaimponowali. Ot, liczbę grywalnych aut możemy policzyć prawdopodobnie na palcach jednej ręki, a na drugiej ilość dostępnych wersji kolorystycznych. Nic ponadto. Tak, ja wiem, że przez film nie przewija się zawrotna różnorodność pojazdów, ale to przecież nikogo nie usprawiedliwia.
Nowy Jork minus dwie wieże
Tak jadę i jadę po grze, a przecież wypadałoby wspomnieć o jakichś plusach poza fabułą i głównym bohaterem (nie mylić z jego kreowaniem). Takowym na pewno jest wirtualny Nowy Jork po którym porusza się użytkownik. Miasto jest naprawdę dobrze odwzorowane, klimatyczne i co najważniejsze, w jakiś tam sposób, żyje własnym życiem. Gracz nie korzystający z pojazdów, a chcący dostać się na wskazane miejsce, często musi przebiegać przez tłum ludzi przechodzących się po chodnikach, uważać na rozpędzonych piratów drogowych, etc. Słowem jest cząstką tego wszystkiego, co naturalnie bardzo cieszy. Z niektórymi postaciami możemy porozmawiać, od innych usłyszeć kilka niezbyt pochlebnych słów, z innymi porozmawiać nt. pobocznych misji. Oczywiście ci ostatni wyróżniają się specjalną ikonką, jaka wisi nad ich głową. Po metropolii rozstawieni są również bohaterowie mający największy wpływ na rozgrywkę. Nad nimi nie znajduje już ikonka, lecz całe logo gry, które możemy podziwiać w menu obok napisu Ojciec Chrzestny.
O oprawie wizualnej słów kilka
Do uruchomienia gry na najwyższych detalach nie jest wymagany super potężny komputer, aczkolwiek „zawdzięczamy” to temu, że autorzy nie pokusili się o stworzenie ultrarealistycznej oprawy wizualnej. Co prawda nigdzie nie wieje pikselozą, a efekty wybuchów (moim zdaniem najlepszy element grafiki) wyglądają więcej niż przyzwoicie, to i tak czasem mamy wrażenie, iż momentami Mafia wyglądała lepiej (a to przecież różnica czterech lat). Samochody nie są szczegółowo odwzorowane – autorzy skupili się raczej na ogólnych kwestiach, które widać gołym okiem. Elementy dodatkowe poszły na dalszy plan i na pewnym etapie produkcji w ogóle zrezygnowano z ich tworzenia. Szkoda, bo ogólnie mamy przyzwoicie wykonane tekstury, jednak bez (nie)zbędnych dodatków, na które bardzo często zwracamy uwagę, choćby z ciekawości.
Na PC nie warto! Na PS2 na własną odpowiedzialność...
Produkt trafił do naszego kraju w kinowej wersji językowej, w niezbyt przystępnej cenie ustalonej na poziomie 160 złotych, lecz od premiery minęło parę miesięcy, więc spokojnie dostaniemy ten tytuł za mniejsze pieniądze. Jednak czy warto? Moim zdaniem – nie, przynajmniej nie na PC. Jeśli już koniecznie się upierasz i chciałbyś zobaczyć na własne oczy, jak marnuje się znakomity potencjał, udaj się do sklepu po edycję dedykowaną konsoli PlayStation 2. Po pierwsze lepiej się na niej steruje, a po drugie gra sprawia wrażenie ładniejszej. Auć...
Adam "Harpen" Woźny 19 lutego 2007 r.
|