W życiu najważniejsze są cztery rzeczy: pieniądze, miłość, zdrowie i więcej pieniędzy. Cechy te się równoważą i uzupełniają. Jednak gdy jeden „parametr” zostanie w jakikolwiek sposób zaburzony, rola pozostałych dostosowuje się do aktualnej sytuacji. Czyż nie? Zastanówmy się, co wyniknie z tego, że ktoś odbiera nam jedyną osobę, którą kochamy, a jedynym sposobem na zemstę jest niebagatelna ilość mamony oraz bardzo dobre zdrowie psychiczne oraz fizyczne? Co się wtedy dzieje? Powstaje film, albo… gra. Dorzućmy do tego człowieczą chęć posiadania władzy, mass media i powstaje nam coś, co się zwie Bet on Soldier.
Dawno, dawno temu, gdy nie było jeszcze telewizora, ludzie byli wolni i szczęśliwi. Gdy pojawiły się pierwsze pudła wszyscy zrozumieli, że aby przyciągnąć widza, trzeba łamać kolejne granice, tracąc przy tym poczucie dobrego smaku. Tak więc co jakiś czas wyskakuje nam w telewizji Miriamek i inne oszołomy tego świata, gdyż tego chcemy my. Jednak za kilka lat, ludzie będą znudzeni oglądaniem seksu ze zwierzętami, grupową masturbacją na ekranie czy co tam jeszcze można wymyślić i zapragną prawdziwych wrażeń. Powstanie Syndykat, który zaserwuje naszej spaczonej społeczności coś naprawdę ekstra - kolejny reality show. Co w tym takiego wspaniałego? Ano to, że całość nie dzieje się w domu czy w studio, a na arenie. Do tego zamiast pozerów oglądamy wojowników walczących o życie.
Przejdźmy jednak do gry. Wcielamy się w Nolana Danewortha, gościa, któremu ktoś wymordował rodzinę. Jedyne, co nim kieruje to chęć zemsty. Szybko znajduje sprawców całego zajścia - są to mistrzowie Bet on Soldier, bracia Borienkowie. W Bet on Soldier naszym zadaniem jest walczyć o swój żywot, gdyż panuje tam jedna ważna zasada - nie daj się zabić. Zostajemy jednym z pionków w szeregach WRF, którzy zapewniają publiczności mnóstwo wrażeń. Drugą grupą jest UAN (jak się pewnie domyślacie, to nasi przeciwnicy). W zamian otrzymujemy pieniądze. Ano właśnie, gdy już jesteśmy przy pieniądzach, warto nadmienić, że w grze za wszystko trzeba płacić. Od broni przez pancerz czy uzupełnienie życia po tak trywialną sprawę, jak zapisanie stanu gry. Brzmi banalnie? Z pewnością tak, ale nadaje to grze charakteru. Bo w końcu czy w każdym z nas nie tkwi nutka hazardzisty? - Zrobię save’a później, kasę oszczędzę. A potem takie myślenie przynosi nam frustrację, gdy musimy od nowa przechodzić daną lokację. To właśnie brak pieniędzy z początku zniechęca do zabawy…
Prócz zabijania nam podobnych, szarych żołnierzy, co jakiś czas mamy do czynienia z tak zwanymi Bossami. Wtedy włącza się tryb reality show, komentator zapowiada walkę i po krótkim odliczaniu czasu następuje konfrontacja z przeciwnikiem. Jest on oczywiście silniejszy i lepiej uzbrojony od zwykłych wojaków. Przed daną misją stajemy przed dylematem, wybrać słabszego Bossa i za pokonanie go dostać mało kasy, czy może wybrać najsilniejszego i otrzymać kupę szmalu?
Jak już wspomniałem, musimy kupować sobie arsenał broni.. Skorzystać z arenowego sklepiku można w specjalnych miejscach ulokowanych na każdej planszy w liczbie kilku i rozsypanych tu i ówdzie. Tak samo, jak miejsca zapisu gry. Jednak gdy w dalszych etapach zdarza nam się mieć więcej gotówki, to staje się on trochę denerwujący. Zwłaszcza, że każda broń ma ograniczoną ilość miejsc w magazynku, frustrowało mnie latanie w pierwszych etapach gry co chwila do punktu, aby kupić amunicję i uzupełnić pancerz.
Przejdźmy do oprawy graficznej. Lokacje są zaprojektowane ciekawie, nie odczuwa się tutaj powtarzalności. Jedyne, co zanudza na śmierć, to bardzo, ale to bardzo długie loadingi etapów. Spotkałem się również z wywalaniem gry do Windowsa (BoS nie lubi firmy ATI… ), na szczęście gra się tylko minimalizowała. Program testowałem na kilku komputerach z Radeonami na pokładzie i wszędzie występował ten sam błąd. Podsumowując graficznie grę, całość jest ładna, jednak potrzebujesz na to mocnego sprzętu - słabsze komputery mają problemy.
Oprawie dźwiękowej nie można nic zarzucić. Jest po prostu idealnie dopasowana do warunków panujących w grze. Jeżeli ktoś ma dobre głośniki, będzie zadowolony, jednak ostrzegam, że moje odczucia muzyczne mogą się różnić od Waszych ;-).
Cóż mogę w takim wypadku napisać na koniec? Jeśli jesteś fanem dosyć niekonwencjonalnych FPS-ów, masz mocny sprzęt, kartę graficzną Nvidii i dobre słuchawki, to raczej się nie zawiedziesz. Cała reszta może spróbować, ale nie obiecuję, że każdemu przypadnie do gustu. Gra posiada po prostu swój charakterystyczny styl, a on nie każdemu podejdzie.
Reasumując - gra jakich wiele na rynku. Ciekawy pomysł, ale wykonanie mogłoby być lepsze. Wydaje mi się, że prdukt firmy Kylotonn trafi na swoje grono wielbicieli, jednak reszta będzie czuła pewien niedosyt, czegoś będzie im brakować. Osobiście jestem pośrodku, gra spodobała mi się, jednak nie jest to żadna rewelacyjna produkcja…
Czyli gdy aktualnie nie mamy co zrobić z gotówką, lub chcemy kupić komuś, kogo mniej lubimy (żart :P), prezent, Bet on Soldier będzie strzałem w dziesiątkę.